Nic nam nie grozi

Widok ogólny elektrowni jądrowej w Zaporożu w południowo-wschodniej Ukrainie. Jest to największa elektrownia jądrowa w Europie. Fot. PAP
Widok ogólny elektrowni jądrowej w Zaporożu w południowo-wschodniej Ukrainie. Jest to największa elektrownia jądrowa w Europie. Fot. PAP

UKRAINA. Awaria Elektrowni Atomowej w Zaporożu.

Dopiero w środę, 3 grudnia, do Polski dotarła informacja, iż w Elektrowni Atomowej w Zaporożu na Ukrainie doszło do awarii. Jest ona na tyle poważna, że wyłączono jeden z kilku reaktorów, a Ukraina ma olbrzymi problem z brakiem prądu. Elektrownia ta leży w odległości około 1000 km od polsko-ukraińskiej granicy, a wszyscy przecież pamiętamy rok 1986.

O awarii reaktora jądrowego premier naszych sąsiadów Arsenij Jaceniuk poinformował w środę, ale doszło do niej już w zeszłym tygodniu. W piątek wyłączony został jeden z bloków, dzięki czemu sytuacja znalazła się pod kontrolą. Nie wiadomo, kiedy usterka zostanie naprawiona.

Najważniejsza jest jednak informacja, że nie doszło do żadnego wycieku ani nie odnotowano podwyższonego promieniowania w samej elektrowni. A to oznacza, że katastrofa ekologiczna nam nie grozi.

Strach był jednak olbrzymi. Zaporoska Elektrownia Atomowa to największa elektrownia jądrowa w Europie i piąta na świecie. Została wybudowana w latach 80. XX wieku. Posiada sześć reaktorów typu WWER-1000 o mocy 950 MW każdy. Wyłączenie tylko jednego z nich spowodowało brak energii elektrycznej w kilku regionach południowo-wschodniej Ukrainy, m.in. w Donbasie, a także we Lwowie i części Kijowa.

Co istotne, w Zaporożu dochodziło już do podobnych awarii reaktorów trzykrotnie: w 2001, 2011 r. oraz kilka miesięcy temu. Na dodatek blisko terenu, na którym znajduje się ta elektrownia, trwają walki pomiędzy prorosyjskimi separatystami a ukraińskim wojskiem.

Zdarzały się też fałszywe alarmy. W czerwcu 2013 roku Polacy przez kilku dni żyli doniesieniami o rzekomym wybuchu elektrowni atomowej na Ukrainie lub w Rosji oraz o nadciągającej chmurze radioaktywnego pyłu. Mimo iż informacji o wybuchu nie potwierdzały żadne instytucje państwowe Polski i Ukrainy, to internauci twierdzili, że Polacy zaczęli zamawiać w ogromnych ilościach jodynę i płyn Ligola, zaś w Norwegii zalecono nie opuszczanie domów przez dzieci.

Okazało się, że pomylono wybuch elektrowni jądrowej z wybuchem wulkanu na Kamczatce. Powstała plotka nabrała jednak takich rozmiarów, że specjalny komunikat wydała nawet Państwowa Agencja Atomistyki.

opr. ar

3 Responses to "Nic nam nie grozi"

Leave a Reply

Your email address will not be published.