
TAURON BASKET LIGA. „Jeziorowcy” byli na najlepszej drodze do pokonania potentata z Zielonej Góry. Po emocjonującym meczu minimalnie ulegli wicemistrzom Polski.
Koszykarska Zielona Góra bije Tarnobrzeg nowoczesną halą, sukcesami z ostatnich trzech lat, budżetem, liczbą świetnych graczy i trenerów, czy też grą na europejskich parkietach. W sobotni wieczór tej wydawać by się mogło olbrzymiej różnicy na boisku nie było widać, a „Jeziorowcy” byli o krok od sprawienia nie lada sensacji.
– Szkoda tego meczu. Taka porażka boli bardziej niż przegrana 20 pkt, kiedy nie ma się choćby czucia szansy na zwycięstwo – mówi Kacper Młynarski, skrzydłowy Jeziora, które świetnie rozpoczęło mecz z wicemistrzem Polski. Na półmetku gospodarze byli lepsi od rywali o 17 punktów. – Nie wykonywaliśmy założeń przedmeczowych, słabo broniliśmy, nie pomagaliśmy sobie – mówi Przemysław Zamojski, skrzydłowy Stelmetu. -Trafiali nam rzuty z otwartych pozycji z dystansu, jak i spod samego kosza praktycznie bez krycia. Nie byliśmy zaskoczenie ich grą. Wygrali trzy mecze z rzędu, czuli się pewnie i trafiali rzuty. Grali u siebie i myślę, że niejedną drużynę jeszcze zaskoczą, a my po prostu graliśmy słabo i tak nie możemy rozpoczynać meczów – dodaje Zamojski.
Faworyt otrząsnął się w drugiej połowie, choć jeszcze w 24. min przegrywał 46:63 i ruszył w pościg, który zakończył się powodzeniem. – Wierzyliśmy, że śmiało możemy wygrać – opisuje Młynarski. – Pokazaliśmy to od początku, kiedy prowadziliśmy 17 punktami. W drugiej połowie, niestety, zawiedliśmy. Gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Stelmet narzucił nam w drugiej połowie swoje warunki, a my się niestety do tego dostosowaliśmy. Oni bronili bardzo agresywnie, trafiali trójki i nie mieliśmy na to odpowiedzi – mówi skrzydłowy „Jeziorowców”, którzy na 3 min. przed końcem przegrywali 76:82, ale nie odpuścili. – Walczyliśmy w końcówce i daliśmy z siebie wszystko – mówi Młynarski. – Wpadło nam parę ważnych rzutów, ale niestety w kluczowym momencie za trzy trafił Hosely i już nic nie dało się z tym zrobić. Brakło nam czasu. Nie mieliśmy otwartych pozycji rzutowych, zmarnowaliśmy okazję, zgubiliśmy piłkę i było po meczu.
Różnica w końcówce tkwiła w tym, że kluczowe akcje Stelmet wykorzystał, a Jezioro popsuło. Na 30 sek. przed końcowa syreną za trzy trafił Quinton Hosley i goście wygrywali 89:87. Gospodarze chcieli odpowiedzieć w ten sam sposób, ale Daniło Kozłow nagle wycofał się z rzutowej pozycji, a za chwilę wyrzucił piłkę w aut. Szansa na dogrywkę pojawiła się w momencie, gdy Łukasz Koszarek trafił jeden z dwóch rzutów wolnych (87:90). Niestety, akcję ostatniej szansy źle rozegrał Josh Miller. Mimo porażki ekipa trenera Zbigniewa Pyszniaka po raz kolejny pokazała, że jej ostatnie dobre występy nie były dziełem przypadku. W Jeziorze „tonęły” w poprzednich kolejkach ekipy znad morza – Asseco, Wilki Morskie i Trefl, a pewnie „potopią” się wkrótce kolejni…
JEZIORO Tarnobrzeg – STELMET Zielona Góra 87:90 (24:20, 30:17, 15:29, 18:24)
JEZIORO: Williams 19 (2×3), Dominique Johnson 13 (2×3, 6 a), Miller 11 (2×3, 7 a, 6 s), Patoka 10 (2×3), Wysocki 9 oraz Młynarski 13 (3×3), Kozłow 12 (2×3).
STELMET: Hosley 22 (3×3, 4 p), Cel 21 (1×3), Zamojski 13 (3×3), Koszarek 11 (2×3, 6 a), Hrycaniuk 4 oraz Troutman 12 (1×3), Chanas 5 (1×3), Zywert 2, Daniel Johnson 0, Kucharek 0.
Sędziowali: M. Maliszewski, R. Putyra i J. Piróg. Widzów 1100.
Rafał Myśliwiec


