Marzy, by dożyć chwili, gdy zobaczy swojego synka w szkole

36-letnia Magda marzy, by jak najdłużej cieszyć się z bliskości rodziców (na zdjęciu), synka i męża. Fot. Wit Hadło
36-letnia Magda marzy, by jak najdłużej cieszyć się z bliskości rodziców (na zdjęciu), synka i męża. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Magda ma 36 lat i 5-letniego synka Patryka, męża i kochających rodziców. Ma też stwardnienie rozsiane, które chce jej to wszystko odebrać.

Miała 22 lata, gdy usłyszeliśmy straszną diagnozę: stwardnienie rozsiane. Wtedy jednak nie wiedzieliśmy, że choroba tak szybko zechce odebrać nam córkę. Dziś w wieku 36 lat Madzia nie tylko nie chodzi, nie mówi, ale zaczyna mieć kłopoty z połykaniem nawet płynnego jedzenia – mówi ze łzami w oczach Barbara Kotarba, mama dziewczyny.

– Tylko systematyczna rehabilitacja może opóźnić postęp choroby. Po ostatnich masażach córka potrafiła przytulić synka do siebie. To wielkie szczęście dla nas wszystkich – dodają rodzice. Niestety, rehabilitacja domowa, jakiej poddawana jest Magda, kończy się za tydzień. Co potem? – Następny cykl rehabilitacji mamy dopiero w lipcu przyszłego roku. Co stanie się z naszą córką do tego czasu? Siedem miesięcy bez ćwiczeń, masaży, gimnastyki pod okiem fachowca to dla niej wyrok – mówi z troską Mieczysław Kotarba, ojciec Magdy.

Od dziecka miała problemy ze wzrokiem
Magda już w podstawówce miała kłopoty ze wzrokiem. Rodzice jeździli z nią nawet do słynnej profesor Gierek w Katowicach. Niestety, ta nie potrafiąc znaleźć przyczyn tak dramatycznie postępującego pogorszenia widzenia, stwierdziła jaskrę. – Kiedy w końcu okazało się, że to nie jaskra, daliśmy spokój okulistom. Madzia po ukończeniu liceum pojechała do Krakowa do studium masażystów. Liczyliśmy, że nawet słabo widząc będzie mogła pracować, masując ludzi – mówi pani Barbara.

Faktycznie, po powrocie do Rzeszowa Magda znalazła pracę w ośrodku dla niepełnosprawnych dzieci. Wyszła za mąż. Wtedy pojawiły się też inne objawy. Dziewczyna zaczęła kuleć, miała dziwne niedowłady. Wykonano jej rezonans magnetyczny i pobrano płyn z kręgosłupa. Wtedy rozpoznano chorobę, która trawiła organizm dziewczyny: stwardnienie rozsiane. Lekarze próbowali różnych leków. Wyglądało jednak, że żadne nie działają. Po betaferonie czuła się nawet gorzej. Przerwano leczenie. Magda zaszła w ciążę.

– Była szczęśliwa. Tak czekała na to dziecko, tak się oboje z mężem cieszyli. Ja zaś martwiłam się o wszystko, o to, czy dziecko będzie zdrowe, czy Magdzie ciąża i poród nie zaszkodzi – wspomina matka. Na szczęście Patryk urodził się zdrowy. Madzia jakby odżyła. Tuliła malca. Nawet karmiła chłopca przez dwa tygodnie. Potem choroba zaczęła się coraz bardziej posuwać. Dziś jej bezwładne ręce nie mogą nawet przytulić synka. – Po ostatnim masażu miała trochę sprawniejsze dłonie, przycisnęła go do siebie jakby nie chciała go puścić do przedszkola. Na drugi dzień Patryk podszedł do mamy i zapytał: – Dziś też nie pozwolisz mi iść do przedszkola? Spróbuj mamo – mówi Barbara Kotarba.

Rodzice marzą, by córka jak najdłużej była z nimi, by mogła mówić (ale o logopedę też trudno, a do domu prawie niemożliwe). Kobieta ma trudności z połykaniem, więc coraz częściej trafia do szpitala z zachłystowym zapaleniem płuc. Rozważają żywienie dojelitowe poprzez założenie jej PEG-a.

***
Apelujemy do firm i ludzi, którzy mogliby sfinansować Magdzie dodatkową rehabilitację. Na telefony czekam pod numerem 17 747 08 44 lub adresem amoraniec@supernowosci24.pl

Anna Moraniec

3 Responses to "Marzy, by dożyć chwili, gdy zobaczy swojego synka w szkole"

Leave a Reply

Your email address will not be published.