
MOSKWA. Szturm na sklepy.
Gigantyczne kolejki i puste półki – tak wyglądały we wtorek i środę sklepy w całej Rosji. Gwałtowny spadek wartości rubla spowodował, że Rosjanie postanowili kupić co tylko się da, zanim ceny wzrosną.
Użytkownicy Twittera umieszczają w serwisie zdjęcia tłumów w sklepach. Największym wzięciem cieszy się elektronika i sprzęt domowy – z półek znikają telewizory, kuchenki, komputery itp. Po gwałtownym załamaniu wartości rubla Rosjanie liczą, że inwestycja w importowaną elektronikę pozwoli zachować przynajmniej część pieniędzy. Dodatkowo część sklepów nie zdążyła jeszcze skorygować cen. Jeżeli dotychczasowe trendy się utrzymają, liczby na metkach mogą wzrosnąć nawet dwukrotnie.
Od poniedziałku rubel stracił blisko 20 proc. wartości, a działania Banku Centralnego takie jak podwyższenie stóp procentowych jedynie spowolniło ten trend. Dolar kosztował we wtorek wieczorem ok. 80 rubli. Oznacza to 60-procentowy spadek wartosci w ciągu roku, najwiecej od czasu kryzysu w 1998 roku, który doprowadził do załamania rosyjskiej gospodarki.
Dlatego sprzedawcy starają się podwyższyć ceny. W środę Apple wstrzymał sprzedaż swoich produktów w internetowym sklepie w Rosji. Miesiąc temu podniósł o 20 proc. ceny na wszystkie produkty. Ceny gwałtownie podniósł Samsung. Rosjanie szturmują także sklepy Ikea. Szwedzki producent mebli zapowiedział od czwartku znaczącą podwyżkę cen.
Zachodnie sankcje, taniejąca ropa i ucieczka inwestorów spowodowały, że rosyjska gospodarka przeżywa poważne problemy. W środę szef administracji prezydenta Siergiej Iwanow oświadczył, że w najbliższych 3 latach wydatki państwa powinny być redukowane o co najmniej 5 procent rocznie.
10-procentowa inflacja odbija się na cenach. Rosną ceny podstawowych produktów. Powody do zmartwienia mają nawet oligarchowie. Jak oblicza BBC, w ciągu roku stracili łącznie 50 mld dolarów.
tvp.info/ps


