
STALOWA WOLA. Nowy prezydent jeszcze się nie zadomowił na dobre w gabinecie, a już jest rozliczany z obietnic wyborczych.
Piłkarska arena przy ul. Hutniczej była w ostatniej kampanii przedmiotem wyborczych targów pomiędzy obecnym prezydentem i poprzednikiem. Za obietnicę dokończenia budowy stadionu Lucjusz Nadbereżny zyskał znaczące poparcie kibiców. Teraz okazuje się, że budowa nie będzie taką łatwą sprawą, jak to sobie kibice wyobrażają.
Nowy stadion powstaje na miejscu starego. Budowa jest tak realizowana, by na płycie mogły być prowadzone rozgrywki. Stanęła jedna trybuna i wszystkie roboty… też stanęły.
Z Niskiem o budowie stadionu
Komisja licencyjna PZPN z coraz większymi oporami daje zgody drugoligowcom „Stali” na grę. Problem jest z monitoringiem, sanitariatami, zapleczem socjalnym i ogólnie z pieniędzmi. Miasto buduje stadion „za swoje” i żeby sportową inwestycję dokończyć, musiałoby z kasy wyskrobać – bagatelka – 50 mln. zł.
– Na tyle miasta nie stać – studzi marzenia kibiców nowy prezydent. Nadbereżny szansę na dokończenie budowy stadionu widzi tylko w pieniądzach unijnych. Tymczasem nawet nie wiadomo, czy w nowej perspektywie znajdą się fundusze na zaplecze sportu. Nim się to wyjaśni, nowy włodarz miasta będzie rozmawiał z miastami ościennymi na temat współfinansowania budowy. Trochę trudno sobie wyobrazić, by Nisko lub Tarnobrzeg dodały coś do budowy, ale wiara czasami czyni cuda. Czas jest do wiosny. Gdy kibice wrócą na stadion, rozgorzeją dysputy o jego przyszłości.
jam


