W ubiegłym tygodniu byliśmy świadkami nie lada wydarzenia. Urzędujący prezydent Bronisław Komorowski zeznawał przed sądem jako świadek w procesie dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i byłego oficera WSI płk. Aleksandra L., oskarżonych o płatną protekcję przy weryfikacji b. żołnierza Wojskowych Służb Informacyjnych (tzw. afera marszałkowa). Co ciekawe i zdumiewające, to nie prezydent udał się do gmachu sądu, lecz to sąd przyjechał do prezydenta, konkretnie do Belwederu.
Zapewne Państwa, tak jak i mnie, zaintrygowało pytanie, dlaczego to Komorowski nie mógł udać się do sądu, tak jak każdy zwykły obywatel? Otóż okazało się, że prezydent poprosił sąd o rozprawę u siebie ze względu na… „bezpieczeństwo i obowiązki służbowe”. I rzeczywiście każdy prezydent Polski ma takie prawo, ale nie każdy z niego korzysta. Lech Kaczyński i Aleksander Kwaśniewski stawiali się w sądzie osobiście, ale Bronisław Komorowski po raz kolejny udowodnił, że jest „równiejszy”.
W tym kontekście przypomniał mi się szybko jeden z ostatnich odcinków programu telewizji Polsat „Państwo w Państwie”, w którym jakiś miesiąc temu pokazano, jak sparaliżowanego mężczyznę ratownicy medyczni musieli wnosić na drugie piętro budynku sądu i to po stromych schodach, żeby mógł zeznawać. Skończyło się to tym, że ów mężczyzna ze stresu po prostu się posikał i nie był w stanie normalnie zeznawać. Ostatecznie rozprawę przeniesiono na parter, a mężczyzna został przełożony z łóżka medycznego na materiałową płachtę, gdzie leżał przez całą rozprawę w mokrym ubraniu, a nawet dostał ruchów spastycznych. Oczywiście obrońca mężczyzny wnosił wcześniej o przesłuchanie w miejscu zamieszkania, ale sąd nie wyraził na to zgody.
Niestety, nie każdy jest prezydentem…
Arkadiusz Rogowski



3 Responses to "Prezydent równiejszy"