
RZESZÓW. Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych zapowiada remont zabytkowej kamienicy przy pl. Śreniawitów 2.
Kamienica przy pl. Śreniawitów 2 jest rzadkim w Rzeszowie przykładem secesji w architekturze. Przemyśl i Jarosław mają wiele takich obiektów, Rzeszów nie. Kamienica ma też dużą wartość historyczną, bo zachowały się w nim cele byłego Urzędu Bezpieczeństwa. Dlaczego więc ten unikatowy budynek jest w tak opłakanym stanie?
Kamienica została wybudowana w 1910 roku. W czasie wojny budynek przejęli Niemcy na siedzibę gestapo. Przeprowadzili remont. Po wojnie w budynku zainstalował się stalinowski Urząd Bezpieczeństwa, w piwnicach powstały cele więzienne. Cel w grubych murach jest kilkadziesiąt. Do dziś zachowały się żeliwne drzwi z więziennymi otworami. Przetrwały też napisy wyryte przez więzionych przez UB patriotów na ścianach i na drzwiach. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa mieścił się tu do 1955 roku, potem przeniósł się na ul. Dąbrowskiego.
Po wyprowadzce UB budynek zamieszkiwali milicjanci z rodzinami. Ostatnimi właścicielami kamienicy była rodzina Krausów. W 1972 roku Krausowie – jak pisze konserwator sztuki Barbara Stopyra w artykule w „Skarbach Podkarpackich” – zrzekli się własności na rzez Skarbu Państwa. Dziś budynkiem zarządza Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych i wspólnota mieszkaniowa, w skład której wchodzi tylko dwóch lokatorów. Pozostali lokatorzy zamierzają dopiero zapisać się do wspólnoty.
Kamienica przy pl. Śreniawitów 2 leży w bezpośrednim sąsiedztwie zamku Lubomirskich na obszarze starego miasta wpisanego do rejestru zabytków. Jest więc pod ochroną prawa.
W kamienicy zachowały się cenne elementy wyposażenia, m.in. drewniane i glazurowe posadzki, ozdobne drzwi frontowe z mosiężnymi lwami i metaloplastyką, ozdobne metalowe balustrady. Na stropie sieni i w klatce schodowej przetrwały sztukaterie i fasety.
Mówi jedna z lokatorek: – Widzę, jak turyści zatrzymują się przy kamienicy i robią jej zdjęcia. Szczególnie zwracają uwagę na okno weneckie. Jest piękne. Gdyby jednak weszli do środka, już nie byliby tak zachwyceni kamienicą.
Faktycznie, obiekt niszczeje. Kamienne schody na klatce schodowej są obszarpane, szyby w dużych oknach w klatce schodowej są różne. W opłakanym stanie jest stolarka. Zachowało się tylko kilka oryginalnych drzwi, ale są nieszczelne, odrapane. Sypią się balkony. Drzwi wejściowe do kamienicy są wypaczone. Od góry sypie się fasada budynku.
Lokatorka zwraca uwagę, że fasady większości kamienic przy ul. Hetmańskiej i Dąbrowskiego są odnowione, a tej zabytkowej przy pl. Śreniawitów już nie. – Dlaczego? – pyta. Ostatni tylko częściowy remont został wykonany około 2004 roku. Kosztował ok. 300 tys. zł. Niedawno MZBM za 400 tys. zł wymienił instalację c.o., podłączając ją do miejskiej sieci.
Zapytaliśmy przedstawiciela Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych, czy planowany jest remont tej niszczejącej kamienicy. – Mamy już zabezpieczone pieniądze na wymianę dachu, remont elewacji i na roboty, które są konieczne w piwnicy – poinformował Bronisław Wiśniewski, dyrektor ds. technicznych w MZBM. – Na ten cel w przyszłym roku wydamy od 100 do 200 tys. zł. Budynek jest pod nadzorem konserwatora zabytków, więc taka inwestycja jest skomplikowana i musimy trzymać się wymogów, jakie określi konserwator.
Jak dodał dyrektor, MZBM nie może wyremontować mieszkań w kamienicy, bo są one własnością wspólnoty mieszkaniowej. Jeżeli lokatorzy w uchwale wyrażą na to zgodę, to rozpocznie się remont tych lokali.
Mariusz Andres



5 Responses to "Secesja w opłakanym stanie"