Nie było dla nich miejsca

Wigilia w Domu Dziecka to jeden z najpiękniejszych, ale i najsmutniejszych dni w roku. Radość z życzeń i prezentów, których na szczęście nie brakuje dzięki szczodrości sponsorów, przeplata się z tęsknotą za tym, czego pod choinką, niestety, znaleźć nie można. Fot. Bogdan Myśliwiec
Wigilia w Domu Dziecka to jeden z najpiękniejszych, ale i najsmutniejszych dni w roku. Radość z życzeń i prezentów, których na szczęście nie brakuje dzięki szczodrości sponsorów, przeplata się z tęsknotą za tym, czego pod choinką, niestety, znaleźć nie można. Fot. Bogdan Myśliwiec

Ponad 2 tysiące lat temu dla mającego przyjść na świat Jezusa nie było miejsca w żadnej betlejemskiej gospodzie. Dziś także rodzą się dzieci, dla których brakuje miejsca w sercach rodziców i rodzinnych domach…

W domach Ani i Tomka nie było tradycyjnych wigilii. Nie było barszczu z uszkami, nie było opłatka. Nie miał się tym kto zająć. Rodzicom nie zależało. Nastolatka pamięta jak raz chciała przeczytać w wigilię fragment Pisma Świętego. Matka wybuchła jednak pustym śmiechem.

Wigilia Bożego Narodzenia. Pewnie nie ma domu, w którym podczas poprzedzającej święta krzątaniny nie dojdzie do ani jednego spięcia między domownikami. Trudno wszystko idealnie przygotować na ten jedyny w roku wieczór. W kuchni czasem się coś przypali, nie zadziałają spakowane rok temu choinkowe lampki. Ktoś się z kimś pokłóci. Coś zginie. Coś się stłucze. Zabraknie papieru do pakowania prezentów. Ktoś będzie miał dość świąt.

Jak wielką wartość mają te nieidealne święta wiedzą tylko ci, którzy nigdy nie mieli okazji ich przeżyć. Dzieci z Domu Dziecka w Skopaniu, które odwiedziliśmy na przedświątecznej wigilii, oddałyby wiele za taki czas. Chciałyby, żeby mama pogoniła je z kuchni, gdy podjadają sernikową masę, żeby zobaczyć, jak tata denerwuje się na poplątany sznur choinkowych lampek. Chciałyby poczuć zapach pieczonego piernika, zbierać z podłogi igły z choinki, podkradać opłatek.

Wolała szukać przygód
17-letnia Ania nigdy nie poznała swojego ojca. Mama w ogóle się nią nie zajmowała. Wolała alkohol. Kursowała po całej Polsce w poszukiwaniu przygód. Zapiła się na śmierć. Miała wtedy ponad 6 promili alkoholu. Dziewczynką od urodzenia zajmowali się dziadkowie. Matka wpadała tylko od czasu do czasu, do pieluch ją jednak nie ciągnęło.

Na wigilii w Centrum Opieki nad Dzieckiem, czyli dawnym Domem Dziecka w Skopaniu, nie zabrakło w tym roku wielu członków rodzin podopiecznych placówki. Nie zawsze było wylewnie, ale sama obecność i fakt, że przybyli, była dla dzieci bardzo ważna.
Na wigilii w Centrum Opieki nad Dzieckiem, czyli dawnym Domem Dziecka w Skopaniu, nie zabrakło w tym roku wielu członków rodzin podopiecznych placówki. Nie zawsze było wylewnie, ale sama obecność i fakt, że przybyli, była dla dzieci bardzo ważna.

– Mama nigdy z nami nie mieszkała, ale jej śmierć mocno przeżyłam – zdradza 17-latka. – Niby nic się nie zmieniło, ale jednak wiedziałam, że ją mam, że gdzieś jest. Wtedy zostali mi tylko babcia z dziadkiem. A gdy dziadek zmarł, babcia ze względu na swój stan zdrowia zrezygnowała z opieki nade mną. Dwa lata temu Sąd Rodzinny skierował mnie do Skopania. Nie wiedziałam, że trafię tutaj. Nie spodziewałam się. Pamiętam jednak dzień, w którym mnie tu przywieziono. Babcia zrobiła mi śniadanie, ubrałam się, pomalowałam. Przez okno widziałam policyjny radiowóz i dwa inne samochody. Po chwili panie z PCPR-u weszły do mieszkania i kazały mi się spakować. Dostałam drgawek i wykrzyczałam z pretensją – „Jak mogłaś?”.

Po przyjeździe do Domu Dziecka w Skopaniu w lipcu 2012 roku nie mogła się tu odnaleźć. Siedziała na łóżku i płakała. Złe emocje opadły po rozmowach z wychowawczynią. W sierpniu pojechała do babci na miesięczną przepustkę. Od tamtego czasu skończyła gimnazjum, uczy się w techniku. Ma w sobie ogromną radość życia. Energią mogłaby dzielić się z innymi. Ma plany, chce iść na farmację.

– Chcę założyć rodzinę, nie dopuszczę jednak do tego, by moje dzieci doświadczyły takiego cierpienia, jakie sama zaznałam – mówi dziewczyna. – Święta spędzę z babcią. Ale najpiękniejszą wigilię spędziłam właśnie tutaj. Z opłatkiem, kolędami, życzeniami, prezentami. Było tak, jak powinno być w domu.

Prawdziwy dom zbuduję sam
Na tegoroczną wigilię w Domu Dziecka w Skopaniu, która odbyła się 12 grudnia, czekał także 14-letni Tomek. Z domu rodzinnego został zabrany 10 lat temu. W Skopaniu jest jeszcze troje jego rodzeństwa. Dwóch dorosłych braci radzi już sobie samodzielnie. Z rodzinnego nie wyniósł wielu dobrych wspomnień. Oboje rodzice zamiast zajmować się dziećmi woleli pić. Nie dbali o świąteczne rytuały. Wigilia nie pachniała choinką i kapustą. Dużo bardziej świątecznie jest tu w domu dziecka. Nikt go tu nie odtrąca, nie obraża. Czuje się tu bezpiecznie, a to dla dzieci, które doświadczyły domowej przemocy, cenniejsze niż drogie prezenty, choć na nie także czekają. Są dziećmi, mają prawo do tego, by czuć, że komuś na nich zależy, że ktoś chce im podarować odrobinę radości. Tu może liczyć na wsparcie wychowawców, którzy pomagają rozwiązywać małe i duże problemy. A tych przecież nie brakuje. Na bezsilność Tomek znalazł swój sposób. Uderza pięściami w ścianę. Wie, że jej nie przebije, ale to pozwala mu powstrzymać łzy, gdy cisną się do już wkrótce męskich oczu.

Wigilię w placówce organizuje się przed świętami, bo na samo Boże Narodzenie zostanie tu kilku, może kilkunastu z kilkudziesięciu podopiecznych, którzy nawet na ten jeden dzień w roku nie mają gdzie albo po prostu nie chcą jechać do rodzinnego domu.
Wigilię w placówce organizuje się przed świętami, bo na samo Boże Narodzenie zostanie tu kilku, może kilkunastu z kilkudziesięciu podopiecznych, którzy nawet na ten jeden dzień w roku nie mają gdzie albo po prostu nie chcą jechać do rodzinnego domu.

– Utrzymuję kontakt z mamą, ale specjalnie za nią nie tęsknię. Przyzwyczaiłem się do tej rozłąki. Prawdziwy dom zbuduję sobie sam. Chcę mieć żonę i dzieci. Chciałbym mieć także psa kundelka. Nazwę go Owczarek – śmieje się chłopak, który docenia atmosferę świąt, jaką udaje się „wyczarować” dyrektorowi i wychowawcom ze Skopania. I nieważne, że to dwa tygodnie przed świętami. Nieważne, że nie wśród rodziny. – Ważne, że wszyscy się w święta godzą, są dla siebie serdeczni. Nawet z kolegami zawieszamy wtedy broń. Dzielimy się opłatkiem. Nie wiem w sumie, co w nim jest, ale jest to coś, na co warto czekać cały rok.

Tu zdarzają się cuda
W polskich domach dziecka mało jest sierot. Ogromna większość dzieci, które do nich trafiają mają rodziców, ciotki, wujków, babcie i dziadków. Niestety, ci, którzy powinni być za nich odpowiedzialni i dla których powinni być najważniejsi, albo uwikłani są w nałogi, albo są niewydolni wychowawczo. Jedni zanim trafili do państwowych placówek przeżyli w domu kilka, a inni kilkanaście świąt. I choć dom dziecka nie jest i nie będzie najlepszym miejscem do przeżywania tajemnicy narodzin Bożego Syna, to jednak właśnie tu, tak jak w betlejemskiej stajence, zdarzają się cuda i w sercach dzieci, które nie doświadczyły miłości w swoich domach, rodzą się uczucia, rodzi się wiara i rodzi się nadzieja.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.