
SANOK. Śmierć na oddziale. Biegli odczytali bilingi.
To może być przełom w sprawie o nieumyślne spowodowanie śmierci 73-letniego pacjenta sanockiej laryngologii. Bilingi przeczą zeznaniom ordynatora, który twierdzi, że w krytycznym momencie przebywał na oddziale i ratował pacjenta.
– Połączenie z telefonu lekarza zarejestrowała stacja BTS na Górze Parkowej w Sanoku. To istotny dowód w sprawie, bo przeczy jego wcześniejszym zeznaniom. W trakcie przesłuchań ordynator cały czas twierdził, że oddziału nie opuścił i prowadził reanimację 73-letniego mężczyzny – komentuje Janusz Ohar z Prokuratury Okręgowej w Krośnie.
Co innego mówią świadkowie zdarzenia: pielęgniarka, salowa oraz mężczyzna, który feralnego dnia rozwoził pacjentom jedzenie. Wszyscy zeznali, że w krytycznym momencie lekarza nie było na oddziale. Pojawił się dopiero po kilkunastu minutach, po telefonie pielęgniarki.
– Według jej zeznań, minęło około 15 minut, zanim ordynator zjawił się na oddziale. Wcześniej telefonu od pielęgniarki nie odebrał, oddzwonił po chwili i ten właśnie sygnał zarejestrowała stacja na Górze Parkowej – relacjonuje prokurator Ohar.
Połączenie z telefonu pielęgniarki zarejestrowała stacja BTS na ulicy 800-lecia. Biegli próbowali także odczytać zapis z kamer monitoringu, w obrębie którego znajduje się szpital, ale ze względu na kiepską jakość nagrania nie udało się tego zrobić.
Lekarz jeździł na rowerze?
Według anonimowego donosu, lekarz miał opuścić szpital, aby pojeździć na rowerze. W liście, do którego dotarły Super Nowości, anonimowy informator twierdzi, że gdy na oddziale umierał pacjent, lekarz opuścił miejsce pracy, aby pojeździć na rowerze. W trakcie śledztwa Marek D. stanowczo zaprzeczył tym doniesieniom.
Reanimację 73-latka, który zakrztusił się mięsem podanym na szpitalny obiad, prowadziła w tym czasie pielęgniarka. Udało jej się przywrócić krążenie, mężczyzna trafił na sanocki oddział intensywnej terapii, gdzie po kilku godzinach zmarł.
Śledztwo toczy się z artykułu 155. kodeksu karnego w sprawie o nieumyślne spowodowanie śmierci. Zebrana dokumentacja uzupełniona o historię i przebieg choroby mężczyzny oraz wyniki sekcji zwłok trafi do zespołu biegłych, którzy mają ocenić, czy zachowanie lekarza miało wpływ na śmierć 73-latka. Do czasu uzyskania wyników śledztwo zostanie zawieszone.
Sprawę śmierci na sanockiej laryngologii prowadzi Prokuratura Rejonowa w Brzozowie. Na razie nikt nie usłyszał zarzutów. Konieczne jest zasięgnięcie opinii biegłych. – Dopiero po zebraniu i przeanalizowaniu wszystkich materiałów prokurator zdecyduje, komu ewentualnie i jakie zarzuty przedstawić – dodaje prokurator. Do tego czasu lekarz będzie pracował na oddziale.
Za nieumyślne spowodowanie śmierci grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
Martyna Sokołowska



3 Responses to "Lekarza nie było na oddziale?"