Rośnie płaca minimalna, ale szału nie ma

Fot. Archiwum
Fot. Archiwum

PODKARPACIE. Pensje Polaków są dużo niższe niż wielu naszych europejskich sąsiadów. W Luksemburgu zarabia się pięciokrotnie więcej.

Już nie 1680, a 1750 zł brutto wynosi płaca minimalna w kraju. Sukces? Podwyżka wynagrodzenia o 70 zł nie sprawi, że nasze pensje szybko zrównają się z wynagrodzeniami naszych europejskich sąsiadów. Tendencja się utrzymuje i Polacy w dalszym ciągu wypadają słabo na tle pozostałych krajów. W 2014 roku nasze zarobki były o pięć razy niższe niż w Luksemburgu i cztery od pensji w Belgii. Od Słowaków zarabialiśmy tylko około 170 zł więcej.

W Polsce minimalne wynagrodzenie jest zagwarantowane ustawą, co ma ukrócić praktyki prób wyzysku pracowników przez pracodawców. Takie regulacje co prawda nie mają zastosowania m.in. w Niemczech, Austrii, Danii czy we Włoszech, ale zabezpieczeniem pracowników są stawki ustalane przez układy zbiorowe w poszczególnych branżach.

Wśród 21 krajów Unii Europejskiej, które posiadają określoną pensję minimalną, Polska plasuje się na 13. miejscu. Według stawek z 2014 roku, mniej od Polaków zarabiają np. Estończycy (ok. 1519 zł), Słowacy (1506 zł), Węgrzy (1472 zł), Litwini (1241 zł) czy Bułgarzy (744 zł).

Zdecydowaną przewagę nad wspomnianymi krajami, w tym także Polską mają kraje Benelusksu W Luksemburgu najniższa pensja wynosi aż 8221 zł, co jest stawką pięciokrotnie wyższą niż w naszym kraju. W Belgii – 6 428 zł, a w Holandii – 6 360 zł, czyli prawie cztery razy więcej. To właśnie one znajdują się w czołówce państw, w których pracownicy zarabiają najwięcej.

A w portfelu pusto
W każdym roku minimalna pensja w Polsce w wzrasta, choć podwyżka jest praktycznie niezauważalna dla konsumentów. W tym wynosi 70 zł brutto. – W naszych portfelach jest coraz mniej gotówki. Wszystko drożeje, więc wzrost zarobków pochłaniany jest przez wzrost cen. W rzeczywistości standard naszego życia wcale nie wzrasta – mówi Konrad Lis z Rzeszowa, który od kilku lat zatrudniony jest na umowie o prace z najniższą stawką wynagrodzenia. Nie ukrywa, że każda podwyżka jest dobra.

Jeśli przyjrzeć się bliżej średnim cenom poszczególnych produktów z 2000 i 2014 roku, widać jasno, że mimo ich wzrostu, wbrew pozorom stać nas jest na coraz więcej. Zgodnie z danymi GUS, w 2000 r. za 1 kg ryżu musieliśmy zapłacić średnio 2,35 zł, za 400 g margaryny ok. 3,32 zł, 0,5 l czystej wódki 25,43 zł, 1 kg cebuli 0,97 zł, a za 1 l benzyny 3,09 zł. W 2014 r. średnie ceny tych samych produktów wynosiły kolejno około: 4,7 zł; 4,99 zł; 25 zł; 1,7zł i 4,6 zł. Za ten sam koszyk zakupów 2000 roku zapłaciliśmy sumie ok. 35 zł, a w 2014 r. – ok. 41 zł. Upraszczając: w 2000 r. za minimalną pensję (700 zł brutto) mogliśmy kupić 298 kg ryżu albo 227 litrów benzyny, a w minionym roku kolejno: 357 kg albo 365 l.

Jednak jakość naszego życia wcale drastycznie nie rośnie. Dlaczego? Sporą część pieniędzy zaczęły pochłaniać dobra, z których trudno zrezygnować, tj. energia, woda, gaz czy benzyna. Jak wyjaśniają specjaliści, powodem jest brak odnawialności. Dobra te wyczerpują się i sięgnięcie po nie staje się coraz kosztowniejsze i wymaga większego zaangażowania technologii, co później przekłada się na ich coraz wyższą cenę.

Ewelina Nawrot

7 Responses to "Rośnie płaca minimalna, ale szału nie ma"

Leave a Reply

Your email address will not be published.