Witraży nie ma do dziś

W kościele w Wiązownicy miały być witraże. Nie ma ich do dziś. Fot. Viktoria Krakowska
W kościele w Wiązownicy miały być witraże. Nie ma ich do dziś. Fot. Viktoria Krakowska

WIĄZOWNICA (POWIAT JAROSŁAWSKI). Gdzie są pieniądze zebrane wśród wiernych?

Część mieszkańców Wiązownicy i Nielepkowic obawia się, iż proboszcz mógł zagarnąć pieniądze na kościelne witraże. – Nie zamówił witraży, ale nowym autem jeździ od tamtego roku, to skądś te pieniądze ma – mówią zdenerwowani parafianie.

Wiązownica i Nielepkowice to dwie miejscowości położone po sąsiedzku, przypisane do jednej parafii. W Wiązownicy jest 1998 mieszkańców (ok. 447 gospodarstw domowych) i tu znajduje się okazały kościół parafialny, a w sąsiednich Nielepkowicach, które mają ok. 400 mieszkańców (87 gospodarstw domowych), od 10 lat stoi mały kościołek dojazdowy.

Zbiórka na witraże
Mieszkańcy tej drugiej miejscowości skontaktowali się z nami mówiąc, iż w ubiegłym roku w ich wsi zbierano pieniądze na witraże. Nikt nie jest w stanie podać, ile dokładnie uzbierano, ale parafianie powiedzieli, iż fundusze zostały przekazane do proboszcza w Wiązownicy, ten miał zamówić dwa witraże, a nie zrobił tego. – Nie zamówił witraży, ale nowym autem jeździ od tamtego roku, to skądś te pieniądze ma – usłyszeliśmy od zdenerwowanych mieszkańców.

Ksiądz proboszcz Adam Rejman był dla nas nieuchwytny. Spotkaliśmy tylko wikarego parafii w Wiązownicy, który stwierdził, iż nie chce się mieszać i nie będzie się wypowiadał ani w kwestii witraży, ani w żadnej innej.

Rada Parafialna nic nie wie
Rozmawialiśmy z dwoma przedstawicielami Rady Parafialnej – Zbigniewem Babiarzem i Józefem Horabem, którzy zgodnie stwierdzili, że oni o żadnej zbiórce nic nie wiedzą. Jeden z nich powiedział nam: – Nie wiem po co ta Rada Parafialna istnieje. My właściwie nic nie robimy, o wszystkim decyduje ksiądz.

Drugi z mężczyzn jakieś zbiórki pamięta, ale raczej na kościół, nie na witraże, aczkolwiek wie, że mają być robione, ale nie był na ostatnim zebraniu, kiedy o tym mówiono.

Mężczyźni wypowiadali się bardzo niespójnie, zresztą tak jak inni mieszkańcy Wiązownicy i Nielepkowic. Rozmawialiśmy z kilkunastoma osobami z tych dwóch wsi. Mieszkańcy ewidentnie opowiadają się po stronie księdza. Nie spotkaliśmy sołtysa Wiązownicy, ale był jego ojciec, który powiedział: – Mój syn się we wszystkim orientuje, a na księdza też nic złego nie powiem, bo to po pierwsze ksiądz, po drugie – sąsiad.

Kto ostatecznie zapłaci za witraże
Jan Kipczak, wiceprzewodniczący Rady Gminy i sołtys Nielepkowic powiedział, że są ważniejsze problemy niż witraże. – Za witraże nie płacą mieszkańcy. Jest sponsor, który zafunduje jeden witraż, za drugi zapłaci sam witrażysta – powiedział J. Kipczak. Nie chciał zdradzić danych sponsora.

Wersję tę potwierdza Czesława Siudak, która zajmuje się witrażami w Wiązownicy. Kobieta mówi, iż jej pracownia pokryje koszty jednego witraża (ok. 2,5 tys. zł), za drugi, według niej, mają zapłacić mieszkańcy Nielepkowic. Zapytana, kto i kiedy składał u niej zamówienie na witraże, odpowiada, iż był to sam proboszcz z Wiązownicy i jeden z członków Rady Parafialnej, którego nie pamięta. – Byli u mnie około rok temu, a witraże najprawdopodobniej na kościelnych oknach zawisną na przełomie stycznia i lutego tego roku – powiedziała kobieta.

Viktoria Krakowska

8 Responses to "Witraży nie ma do dziś"

Leave a Reply

Your email address will not be published.