
Byli prezydenci i burmistrzowie podkarpackich miast po przegranych wyborach muszą odnaleźć się w świecie, w którym nie mają już władzy.
MIELEC. Co słychać u Janusza Chodorowskiego?
W listopadzie ub.r. Janusz Chodorowski (70 l.) po 20 latach zasiadania w fotelu prezydenta Mielca, musiał się pożegnać z tym stanowiskiem. Dla wielu jego porażka z Danielem Kozdębą (38 l.) była nie tyle niespodzianką, co sensacją. Co teraz robi osoba, która przez dwie dekady dzieliła i rządziła w Mielcu? Jakie ma plany na przyszłość?
Obecnie Janusz Chodorowski (70 l.) zasiada w Radzie Miasta, a zawodowo jest na emeryturze. Znając jednak żywotność, temperament i ambicje eksprezydenta, ten stan nie potrwa zbyt długo, co zresztą sam sugeruje podczas rozmowy z Super Nowościami:
„Niewykluczone, że będę pracował w innym mieście”
– Oficjalnie jestem na emeryturze. Czy będę pracować zawodowo? Trudno na ten moment odpowiedzieć. Najpierw muszę odpocząć. Na pewno czuję się na siłach i być może będę jeszcze pracował. Jest na to duże prawdopodobieństwo. Nie chcę o tym jeszcze mówić. Jest zbyt wcześnie. Poza tym nie jestem w takiej sytuacji, że muszę biegać za pracą, bo nie mam za co żyć. Mogę sobie więc pozwolić na dystans. Na pewno nie będę zazdrościł pracy mojemu następcy, bo to jest naprawdę ciężki „kawałek chleba” – mówi Chodorowski.
Pytany o kierunek swej ewentualnej pracy były prezydent Mielca odpowiada: – Urzędnikiem raczej nie będę, bo już nim byłem. Dziś takich ludzi jak ja angażują do rad nadzorczych, na doradców, na takie dziwne stanowiska. Ale ja tego nie oczekuję, bo u nas to trochę inaczej przebiega. Niewykluczone, że będę pracował w innym mieście. Na razie odpoczywam. Robię różne rzeczy. Przede wszystkim spędzam czas z rodziną – zaznacza.
Jakie to uczucie pożegnać się ze stanowiskiem prezydenta miasta po 20 latach? Pustka? – Absolutnie nie – odpowiada Chodorowski. – To pewnego rodzaju ulga. Bo jeśli człowiek przez tyle lat budził się w nocy, martwiąc się, czy coś tam nie zalało, nie przemarzło, czy coś innego się nie stało, to teraz muszę się od tego odzwyczajać. Po tylu latach pracy na takim stanowisku potrzebny jest dystans do rzeczywistości. I tego tak naprawdę muszę się uczyć.
STALOWA WOLA. Najpierw zdrowie
Andrzej Szlęzak po przegranych wyborach ochłonął bardzo szybko. Jednak z Urzędem Miasta w Stalowej Woli trzyma go jeszcze… stosunek pracy. Jest „na chorobowym”. – Jak się tyle lat nie chodziło do lekarza, to teraz się ma, co ma – mówi jeden z jego kolegów. Byłego prezydenta w środę faktycznie zastaliśmy w przychodni. O planach opowiedział po wyjściu z gabinetu lekarskiego.
Nie jest prawdą, że idzie do pracy w elektrowni. Takie pogłoski pojawiły się w Stalowej Woli zaraz po wyborach. Miały swoje uzasadnienie, bo Szzęzak mieszka na przyelektrownianym osiedlu, a nawet napisał książkę o stalowowolskiej siłowni. Najbliższa jego przyszłość raczej będzie związana z pisaniem.
Porządkuje książki i zaczyna pisać
– Mam sporo ofert, ale w tej chwili muszę podreperować zdrowie, bo wszelkie plany mogą runąć – mówi eksprezydent Stalowej Woli. 12 lat temu, gdy startował na urząd prezydenta, związany był z dziennikarstwem i miał rozpoczęty przewód doktorski na KUL. Do doktoratu na razie nie wraca, bo, jak mówi, sporo zaniedbał i kwestie naukowe musi uporządkować. Najpierw musiał uporządkować wielki księgozbiór, który zalegał wszelkie możliwe zakątki magistratu. Żeby go przewieźć – do trzech różnych domów! – trzeba było zamówić kilka kursów półciężarówek. Czas między porządkowaniem książek i lekarzem będzie spędzał na pisaniu. – To właściwie jedyna realna teraz propozycja, która nie koliduje z innymi powinnościami – mówi.
Nie chciał zdradzić, dla jakiego medium będzie pisał. Podobnie z planami akademickimi. Jest bardzo prawdopodobne, że od nowego semestru będzie prowadził zajęcia ze studentami. Szlęzak nie mówi, o jaką uczelnię chodzi, ale logika podpowiada, że będzie to KUL. O powrocie do władz miasta mówi: – Nigdy.
Nie rozstaje się natomiast z polityką. Jesteśmy w stu procentach pewni, że wystartuje na posła w jesiennych wyborach. Wielką niewiadomą pozostaje tylko, z jakiego ugrupowania. I tu trzeba przyznać, że z wyjątkiem PiS, pierwsze miejsca na listach proponują mu prawie wszystkie partie.
DĘBICA. Były burmistrz ma już zajęcie
Paweł Wolicki, były burmistrz Dębicy, w ostatnich wyborach samorządowych nie wystartował. Jego fotel zajął Mariusz Szewczyk. Jednak były burmistrz długo bez zajęcia nie pozostawał. Od środy (7 stycznia) pracuje jako doradca wójta gminy Dębica.
Paweł Wolicki został zatrudniony przez Stanisława Rokosza, wójta gminy Dębica. Paweł Wolicki otrzymał stanowisko doradcy ds. rozwoju inwestycyjnego. Czym konkretnie będzie się zajmował? Będzie promował walory inwestycyjne gminy. Wolicki ma zająć się zachęcaniem inwestorów do lokowania biznesu w gminie Dębica, zarówno w strefie ekonomicznej, jaki i poza nią.
– Zadanie, jakie otrzymałem jest trudne i bardzo szerokie, jednak podoba mi się – mówi Wolicki. – Strefa, jak i cała gmina ma duży potencjał, trzeba to jednak dobrze pokazać na zewnątrz.
W tej chwili Paweł Wolicki organizuje swoje biuro, które będzie mieścić się w Pustkowie Osiedlu. Sprawa nowego stanowiska dla byłego burmistrza budzi różne emocje, nikt jednak nie chce komentować sprawy oficjalnie. Cześć rozmówców twierdzi, że zdolności marketingowe Wolickiego czynią go właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Są jednak i tacy, którzy wątpią w pracowitość i umiejętności byłego burmistrza. Jego nowy szef (wójt Rokosz) znany jest z tego, że jest wymagający, więc na nowym stanowisku dają Wolickiemu nie więcej niż pół roku.
pg, jam, ArtG



7 Responses to "Przestali rządzić. Co będą robić?"