Marzy, by noga mu odrosła

Paweł Wierzbowski jest ojcem i matką, od sześciu lat samotnie wychowuje troje dzieci.
Paweł Wierzbowski jest ojcem i matką, od sześciu lat samotnie wychowuje troje dzieci.

Dawidkowi Wierzbowskiemu zaraz po porodzie lekarze amputowali prawą nóżkę. Teraz ma prawie dziewięć lat. Jest mądrym, zaradnym chłopcem.

Dawid, mimo protezy, stara się żyć w miarę normalnie. – Nawet na rowerze nauczyłem się jeździć, kładę wtedy kikut na siodełku. Czasem gram także w piłkę z moim bratem bliźniakiem. Interesują mnie również komputery, a jak dorosnę, zostanę mechanikiem samochodowym. Umiem już nawet wymienić koło – mówi z dumą.

Chłopiec chodzi do drugiej klasy w szkole przy Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie. Wraz z innymi niepełnosprawnymi i chorymi dziećmi ma tam zapewnioną nie tylko naukę, ale także rehabilitację.

– Jest bardzo dobrym uczniem, zawsze przygotowany, koleżeński, życzliwy, uczynny. Taki chłopiec, którego zawsze można postawić jako wzór. Jest przewodniczącym klasy – chwali go Iwona Pawlak, wychowawczyni.

Dlaczego chodzi do szkoły przyszpitalnej? – Dawid zaczął chodzić do szkoły z Patrykiem, są przecież bliźniakami, ale musiałem przenieść go do szkoły integracyjnej. Jedna mama skarżyła się, że jej córka spać po nocach nie może, bo zobaczyła na wuefie kikuta, gdy Dawid zdjął protezę – mówi Paweł Wierzbowski, ojciec chłopca. – Niektórym rodzicom nie podobało się takie „inne” dziecko i niedwuznacznie dawali mi do zrozumienia, że powinienem go przenieść. – Było mi smutno, bo jestem takim samy chłopcem jak Patryk i inne dzieci – mówi Dawid.

Dawid z powodu zbyt krótkiego kikuta po amputowanej nodze musi nosić bardzo niewygodną protezę zakładaną na tułów.
Dawid z powodu zbyt krótkiego kikuta po amputowanej nodze musi nosić bardzo niewygodną protezę zakładaną na tułów.

Nieszczęście chłopca zaczęło się blisko 9 lat temu
Chłopiec urodził się z ciąży bliźniaczej. Przyszedł na świat z nóżką do kolanka jakby spaloną (jego matka, będąc w ciąży z bliźniakami, przeszła zabieg lasoterapii, bo odkryto u niej zespół podkradania krwi). Na drugi dzień po porodzie kończyna została amputowana nie wiedzieć czemu prawie w pachwinie. Pozostał tak mały kikut nóżki, że nie można nań założyć protezy, konieczna jest więc obejma zakładana na tułów. To bardzo utrudnia synkowi funkcjonowanie – mówi ojciec Dawida. – Najgorsze było, gdy bliźniacy zaczęli stawać na nóżki, gdy przyszła nauka chodzenia. Patryk chodził, a Dawid chwytał się wszystkiego, żeby wstać, ale mu nie wychodziło, przewracał się, pytał dlaczego nie ma nogi.

– Chciałbym, żeby ta noga mi odrosła, żebym w pasie nie miał kosza od protezy. Zakładałbym wtedy jeansy i nie mówiliby na mnie dresiarz. Jak będę mógł założyć jeansy, będę wyglądał jak mężczyzna – mówi Dawid.

O czym jeszcze marzysz Dawidku? – Chciałbym dostać dotykowy telefon Sony ze słuchawkami. Napisałem nawet list z prośbą do Św. Mikołaja, ale chyba zapomniał.

Chłopiec mimo widocznego kalectwa stara się funkcjonować normalnie, konieczna do tego jest droga proteza, wymieniana co dwa lata, i codzienna rehabilitacja. Proteza jest kluczowym elementem. Musi być jak najwyższej jakości, żeby była funkcjonalna i dostosowywana do jego wysokości i objętości, musi „rosnąć z dzieckiem”. Niestety, ostatnia, już czwarta, choć droga, kosztowała 30 tys. zł, jest dość felerna.- Już dwa razy jeździliśmy do Krakowa do „poprawki”. Zdarzało się bowiem, że proteza nagle sama się składała i chłopiec się przewracał – mówi Paweł Wierzbowski.

Narodowy Fundusz Zdrowia pokrywa nieznaczną część kosztu protezy, większą część ojciec Dawida musi zdobywać sam.

Musi być ojcem i matką
Paweł Wierzbowski od kilku lat samotnie wychowuje troje dzieci. – Mama opuściła nas, jak byliśmy mali. Na jakiś czas wróciła i znów opuściła. I już nie wróciła – opowiada Dawid.

– Żona parokrotnie nas zostawiała. Wychodziła na zakupy i nie wracała przez tydzień – dodaje Paweł Wierzbowski.

- Dawid jest bardzo dobrym chłopcem, optymistycznym, pilnym, grzecznym. To cudowne dziecko, każdy nauczyciel życzyłby sobie takich uczniów - mówi Iwona Pawlak, wychowawczyni Dawida.
– Dawid jest bardzo dobrym chłopcem, optymistycznym, pilnym, grzecznym. To cudowne dziecko, każdy nauczyciel życzyłby sobie takich uczniów – mówi Iwona Pawlak, wychowawczyni Dawida.

Ostatecznie opuściła rodzinę, kiedy bliźniacy mieli po trzy lata, a najmłodsza córka Daria niecałe pół roku. W obowiązkach domowych mężczyźnie pomagają jego rodzice, u których wraz z dziećmi mieszka. Rodzina utrzymuje się z zasiłków, bo pan Paweł musiał zrezygnować z pracy po tym, jak porzuciła go żona. Dzieci bardzo źle znosiły każdą rozłąkę z ojcem. – Boją się, że też ich zostawię – mówi Paweł Wierzbowski.

Dawid Wierzbowski jest podopiecznym Fundacji TVN „Nie jesteś sam”. Chcąc mu pomóc, wystarczy wysłać SMS pod numer 7126 o treści POMAGAM (1,23 pln z VAT).

Anna Moraniec

2 Responses to "Marzy, by noga mu odrosła"

Leave a Reply

Your email address will not be published.