
LEŻAJSK. Ratownicy STORAT-u odnaleźli w lesie 85-letnią mieszkankę Dąbrowicy.
Prawie dwanaście godzin trwały poszukiwania 85-letniej kobiety, która zabłądziła w lasach północnowschodniej części powiatu leżajskiego. Ponad 50 ludzi bezskutecznie przeszukiwało rozległy teren między Dąbrowicą a Cieplicami. W sobotę o godzinie 3.30 nad ranem zaginioną kobietę odnalazł Oskar, 9-letni owczarek australijski, wyszkolony pies poszukiwawczy rzeszowskiego Stowarzyszenia Cywilnych Zespołów Ratowniczych z Psami, STORAT.
Pani Maria wyszła z domu w Dąbrowicy w piątkowe przedpołudnie. Krewni starszej pani, zaniepokojeni jej długą nieobecnością, zawiadomili policję. Była godzina 13.30.
– Na poszukiwanie zaginionej wyruszyło 22 policjantów i 27 strażaków – informuje Anna Klee z zespołu prasowego podkarpackiej Policji. – Wieczorem podjęto decyzję o włączeniu do akcji ratowników STORAT-u z psami.
– Oficer dyżurny powiadomił nas o akcji o godzinie 21.08 – mówi Tomasz Maciejewski, prezes STORAT-u. – Godzinę później samochodami Policji wyruszyły cztery zespoły, dziewięć osób i cztery psy.
W leżajskiej komendzie, a później na miejscu poszukiwań, ratownicy zapoznali się z ustaleniami policjantów. Funkcjonariusze dokładnie określili rejon, który miały spenetrować psy poszukiwawcze ze swoimi przewodnikami.
– To jest kluczowy etap każdej akcji, decydujący o szansie na sukces – wyjaśnia Marta Gutowska, szef szkolenia psów. – Żeby odnaleźć poszukiwaną osobę pies musi się znaleźć niedaleko niej. W otwartym terenie, w sprzyjających warunkach, nasze psy potrafią wyczuć poszukiwanego z odległości nawet ponad dwustu metrów. W pagórkowatym gęstym lesie dystans ten maleje do kilkudziesięciu metrów. W tej akcji policjanci spisali się na medal. Zebrali bardzo szczegółowe informacje, które pozwoliły dokładnie określić teren działań.

– Ustalono, że poszukiwana kobieta była widziana w Cieplicach, wiosce odległej o kilka kilometrów od Dąbrowicy – dodaje Tomasz Maciejewski. – Osobom, z którymi rozmawiała, mówiła, że nie jest zmęczona i wraca do domu. Pani Maria poszła znanymi sobie ścieżkami na skróty – przez las. Tam zastał ją wczesny styczniowy zmrok…
– Zespół poszukiwawczy to pies, jego przewodnik i nawigator – wyjaśnia Tomasz Maciejewski. – Pies swobodnie biega utrzymując kontakt ze swoim przewodnikiem, a nawigator pilnuje trasy wyznaczonej dla zespołu.
– Gdy pies odnajdzie poszukiwaną osobę, dobiega do niej, nie szczeka, żeby nie wystraszyć, chwyta w pysk bringsel (kawałek grubego rzemienia przyczepiony do obroży), wraca do przewodnika i prowadzi go najkrótszą drogą do odnalezionego człowieka – mówi Marta Gutowska. – Jeżeli pies nie może dotrzeć do poszukiwanego, na przykład na gruzowisku, wtedy nie chwyta bringsela, tylko szczekaniem sygnalizuje swoje odkrycie.
– W tej akcji byłem nawigatorem Ireny Kuchko, przewodniczki Oskara, dziewięcioletniego owczarka australijskiego – opowiada Tomasz Maciejewski. – Szliśmy leśną drogą wzdłuż ogrodzenia szkółki leśnej. Nagle Oskar zaczął szczekać. Na terenie szkółki była pani Maria. Bez psa, w świetle latarek, nie moglibyśmy jej zauważyć.
Ratownicy rozcięli siatkę, dotarli do starszej pani i wyprowadzili ją na drogę, gdzie w samochodzie Policji oczekiwała na przyjazd karetki pogotowia. – Była w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej – dodaje Tomasz Maciejewski. – Logicznie odpowiadała na nasze pytania. Poczęstowaliśmy ją ciepłą herbatą i okryliśmy kocem termicznym. Miała dużo szczęścia. Ta styczniowa noc była wyjątkowo ciepła, bez wiatru i bez deszczu. Dzięki temu nawet bardzo nie zmarzła.
To była już druga w tym roku akcja STORAT-u. Dwa tygodnie wcześniej, także nocą, ratownicy szukali w powiecie łańcuckim 63-letniego chorego mężczyzny. Niestety, w wyznaczonym do poszukiwań rejonie go nie było. Jego ciało odnaleziono później w innym miejscu.

STORAT obchodzi właśnie jubileusz 15 lat działalności. Każdego roku ratownicy z psami po kilkanaście razy wyruszają do akcji. Na ogół nocą, często w pogodzie bardzo niesprzyjającej wędrówkom. Jeżeli są skierowani w teren, w którym jest zaginiona osoba, to zawsze ją odnajdują. Bywa, że pies ratownik wywęszy poszukiwanego w miejscu przeczesanym wcześniej przez tyralierę ludzi. – Bo na początku każdego psa jest nos – uśmiecha się Marta Gutowska. – I jest to bardzo czuły instrument.
Ratownicy STORAT-u są wolontariuszami i za swoją pracę nie otrzymują żadnego wynagrodzenia. Wręcz odwrotnie. Z własnych kieszeni utrzymują swoje psy i co tydzień swoimi samochodami wożą je na systematyczne treningi w terenie. Specjalistyczne wyposażenie – niezbędne w czasie akcji – kupują dzięki dotacjom sponsorów i z odpisów jednego procenta podatku, który każdy może przekazać STORAT-owi przy rozliczaniu rocznego PIT-a. Wystarczy w odpowiedniej rubryce wpisać KRS 0000047423.
Krzysztof Wągrowski


