
TAURON BASKET LIGA. Pogrom „Jeziorowców” w konfrontacji z mistrzem Polski.
„Jeziorowcy” na pojedynek z mistrzem Polski wybrali się bez najskuteczniejszego koszykarza ligi, Dominiqua Johnsona. Amerykanin wyjechał do USA w sprawach rodzinnych, a jego brak był aż nadto widoczny w Zgorzelcu, gdzie podopieczni trenera Zbigniewa Pyszniak przegrali różnicą 34 punktów.
Od samego początku przewaga gospodarzy była przygniatająca, choć to „Jeziorowcy” rozpoczęli mecz od trafienia Williamsa. Niestety, było to pierwsze i ostatnie zarazem prowadzenie drużyny z Tarnobrzega, która przez cały mecz była tylko tłem dla rywala. Już na starcie goście stali na przegranej pozycji, bowiem trener Zbigniew Pyszniak miał duży problem ze skompletowaniem wyjściowego składu. Poza ww. Johnsonem zabrakło także kontuzjowanych Daniło Kozłowa i Kacpra Młynarskiego. W tak okrojonym składzie ciężko było myśleć o korzystnym wyniku w starciu z potentatem. – Wiedzieliśmy, że w Zgorzelcu nie będzie ciężko, ale bardzo ciężko i tak rzeczywiście było – mówi Zbigniew Pyszniak, szkoleniowiec Jeziora i dodaje. – Mimo wszystko uważam, że powinniśmy przegrać ten mecz 12-13 punktów mniej. W przerwie nakazałem moim zawodnikom grać nieco wolniej, ponieważ Turów jest bardzo szybkim zespołem i nasze straty wykorzystywał bezlitośnie. Nie będę się usprawiedliwiał brakiem trzech graczy, chociaż bez nich nasz skład traci dużo na wartości. Przyjechaliśmy takim, a nie innym zespołem, a potrafiliśmy rzucić ponad 80 punktów i pokazać kilka ciekawych akcji – stwierdza trener „Jeziorowców”.
Mistrzowie Polski nawet przez chwilę nie pozwolili tarnobrzeżanom na nawiązanie walki. Gospodarze po trafieniu Dylewicza w 3. min wygrywali 10:2. „Jeziorowcy” popełniali sporo błędów, a podopieczni trenera Miodraga Rajkovicia imponowali skutecznym kontratakiem i już na początku zaczęli „odjeżdżać” rywalom. Goście zupełnie nie potrafili znaleźć recepty na skuteczną obronę zgorzelczan, dlatego szukali swojej szansy w rzutach z dystansu, jednak one także nie przynosiły rezultatu. Świetnie radzili sobie w strefie podkoszowej, ale także na dystansie trafiali na wysokiej skuteczności. Zgorzelczanie mieli też fantastyczny finisz w drugiej kwarcie. W ostatnich pięciu minutach obrońcy tytułu zdobyli aż 20 pkt. Świetnie dysponowany był Chyliński i przewaga gospodarzy sukcesywnie rosła i w pewnym momencie wynosiła już 29 pkt (56:27).
Po przerwie gra była nieco bardziej wyrównana, ale tarnobrzeżanie nie odrabiali strat. PGE Turów grał bardzo ofensywnie, o czym świadczą chociażby 34 punkty zdobyte w trzeciej kwarcie. Po 30 minutach gry mistrzowie Polski mieli już na koncie 92 punkty. Setkę przekroczyli zaledwie po 34 minutach spotkania po trafieniu Collinsa, ale w IV kwarcie grali już nieco mniej skutecznie niż wcześniej. Ostatnie części meczu toczyły się w nieco leniwym tempie, a wartym odnotowania faktem była pomyłka Moldoveanu z linii rzutów osobistych. Był to pierwszy niecelny rzut tego gracza w bieżących rozgrywkach. Widać było już spore rozluźnienie w poczynaniach mistrzów Polski, co skutkowało widowiskowymi akcjami m.in. Czyża i Collinsa. Do wyrównania rekordu sezonu Turowowi zabrakło zaledwie dwóch punktów, a trzech do ustanowienia nowego.
PGE TURÓW Zgorzelec 117
JEZIORO Tarnobrzeg 83
(27:17, 31:14, 34:30, 25:22)
PGE Turów: Collins 14 (2×3), Taylor 6 (1×3), Zigeranović 4, Chyliński 25 (7×3), Dylewicz 2 oraz Kulig 20 (7 zb), Karolak 21 (3×3), Gospodarek 8, Moldoveanu 5, Czyż 12 (9 zb).
JEZIORO: Miller 29 (3×3, 10 a), Wall 15 (1×3), Patoka 11 (1×3, 10 zb), Williams 15 (1×3), Wysocki 8 (6 s) oraz Morawiec 3 (1×3), Pandura 2.
Sędziowali: R. Putyra, R. Zieliński i S. Moszakowski. Widzów 1600.
rm


