Bezradni wolontariusze apelują o pomoc

Na zdjęciach opublikowanych przez wolontariuszy widać prowizoryczną budę, wiadro z chlebem, który ma stanowić pożywienie dla psa. Fot. TS „Chrońmy Zwierzęta
Na zdjęciach opublikowanych przez wolontariuszy widać prowizoryczną budę, wiadro z chlebem, który ma stanowić pożywienie dla psa. Fot. TS „Chrońmy Zwierzęta

TARNOBRZEG. Wolontariusze Tarnobrzeskiego Stowarzyszenia „Chrońmy zwierzęta” szukają pomocy w pilnej sprawie.

– Może ktoś z was potrafi coś doradzić, ewentualnie pomóc w rozwiązaniu tej sprawy, bo my pomału stajemy się bezradni, a sprawa jest pilna – tak rozpoczyna się wpis na jednym z portali społecznościowych, który w miniony weekend umieściło Tarnobrzeskie Stowarzyszenie „Chrońmy zwierzęta”.

Z czym nie mogą poradzić sobie wolontariusze, którzy codziennie niosą pomoc bezpańskim i krzywdzonym przez ludzi zwierzętom?

– Cała historia zaczyna się w miejscowości Piaseczno. Całkowicie na uboczu z dala od innych posesji, tuż przy lesie mieszka mężczyzna, który przetrzymuje zwierzęta w niehumanitarnych warunkach. Psy karmione są chlebem moczonym w wodzie. Nie mają odpowiedniego schronienia – czytamy we wpisie. Psy nie mają bud. Na posesji znajduje się jedynie konstrukcja z desek przykryta wykładziną, w której na ziemi leży słoma.

– Psy chodzą po błocie, są uwięzione na łańcuchu bez możliwości spuszczania, ponieważ posesja jest nieogrodzona – kontynuują wolontariusze.

Posesja ta jest od miesięcy znana miłośnikom zwierząt. Parę miesięcy temu po długich negocjacjach zabrali oni z niej jednego dużego psa. Czworonóg był wychudzony, a jego sierść pokryta była dredami.

– Jego ogon wisiał ciągle w dole, ponieważ był tak sfilcowany i zlepiony z błotem, że pies nie mógł go podnieść. Jeździliśmy na kontrole, bo został tam drugi pies, który był w lepszym stanie. Jego właściciel obiecał parę rzeczy zmienić, my oferowaliśmy pomoc, dowoziliśmy karmę. Jednak nic się tam nie zmieniało, a pies miał często puste miski. Najgorsze, że nigdy nie było w nich wody. Po jakimś czasie pies, który pozostał, robił się coraz chudszy i smutniejszy, aż któregoś dnia przestał się cieszyć na nasz widok, był osowiały jakby uszło z niego życie. Zabraliśmy go z tego okropnego miejsca, bo za parę dni mogłoby go nie być – czytamy w opisie problemu.

Gdy wolontariusze byli wpuszczani na podwórko, karmili psa dostarczoną karmą, teraz nie mają jednak do niego dostępu.
Gdy wolontariusze byli wpuszczani na podwórko, karmili psa dostarczoną karmą, teraz nie mają jednak do niego dostępu.

– Około miesiąc temu koleżanka przejeżdżała przez tamte okolice, postanowiła przejechać koło tej posesji i nie mogła uwierzyć, że widzi nowego psa. Piękny, smutny owczarek niemiecki. Nie wiemy, czy został znaleziony, skradziony czy ktoś mu go dał. Pies ma kilka lat. Zaczęliśmy od nowa odwiedzać tego pana i dokarmiać biednego psa. Niestety, tym razem właściciel nie życzy sobie nas na jego posesji, groził nam… Obecnie od dwóch tygodni nie wiemy, co się z psem dzieje – piszą wolontariusze i nie kryją, że sprawą próbowali zainteresować różne instytucje, ale nie spotkało się to z żadnym odzewem.

– Chcę dodać, że są tam jeszcze inne zwierzęta, w tym konie, które są tak samo traktowane – informuje osoba, znająca sprawę. – Dlatego prosimy o pomoc. Co jeszcze możemy zrobić? Gdzie się udać? Bardzo prosimy o pomoc w imieniu tych zwierząt.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.