
RZESZÓW, PODKARPACIE. Lekarze opracowali wytyczne dotyczące zaniechania i wycofania się z uporczywej terapii. Czy uda się je wdrożyć w życie, nie narażając się na zarzut eutanazji?
Wytyczne są proste: kiedy lekarze na oddziale intensywnej terapii stwierdzą, że podejmowane zabiegi nie przynoszą rezultatów, mogą je ograniczyć albo całkiem z nich zrezygnować. To musi być jednak decyzja zespołu i należy ją odnotować w dokumentacji medycznej w postaci specjalnego protokołu. I najważniejsze: pod żadnym pozorem nie ogranicza się terapii paliatywnej: uśmierzania bólu, nawadniania i karmienia chorego.
– To bardzo potrzebna inicjatywa. Do tej pory jednak nie mamy w tym zakresie prawnych rozwiązań, a kilkadziesiąt razy w roku stajemy przed dylematem – stosować wielomiesięczną uporczywą terapię czy nie, by lecząc nie znęcać się nad osobami będącymi w skrajnych stanach – mówi dr n. med. Wojciech Chmiest, konsultant wojewódzki, kierownik oddziału intensywnej terapii i anestezjologii z ośrodkiem ostrych zatruć w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.
Dotyczy to także dzieci
Nad opracowaniem o zaniechaniu i wycofaniu się z uporczywej terapii dzieci pracowali i anestezjolodzy, i pediatrzy, bo u dzieci rozpiętość przyczyn, z powodu których dochodzi do takiej sytuacji jest większa. – Takie decyzje zawsze są trudne i zawsze podejmujemy je zespołowo i wspólnie z rodzicami dziecka. Jeżeli oni kategorycznie odmawiają zgody na odstąpienie od działań resystutacyjnych, nie zmuszamy ich. Nie wymagamy też wyrażenia takiej zgody na piśmie, by dodatkowo ich nie obarczać – mówi Magda Świder, lekarz anestezjolog.
Przedłużanie agonii
Lekarze są po to, by ratować ludzkie życie, zobowiązuje ich do tego artykuł 30.ustawy o zawodzie lekarza, który mówi, że mają obowiązek udzielania pomocy w każdym przypadku, zawsze. Tyle że dzisiejszy sprzęt medyczny jest bardzo zaawansowany technologicznie, respiratory, sztuczne nerki, aparatura wspomagająca serce i wątrobę – są niczym innym jak narzędziem do daremnej terapii. – Często pacjent jest w fazie umierania, a my niepotrzebnie przedłużamy jego agonię – mówi doktor Chmiest i dodaje: – Nie potrafimy ożywić zmarłego. To, że ktoś oddycha, że serce w nim bije, jest często tylko zasługą maszyny i nikt tego nie zmieni.
Anna Moraniec


