Wielka afera w małym Husowie. Z banku mógł zniknąć nawet 1 mln zł!

Krzysztof Leńczyk, Marek Wrona oraz Witold Słupek (od lewej) znajdują się wśród osób poszkodowanych. Twierdzą, że z ich kont znikły duże kwoty pieniędzy. Fot. Wit Hadło
Krzysztof Leńczyk, Marek Wrona oraz Witold Słupek (od lewej) znajdują się wśród osób poszkodowanych. Twierdzą, że z ich kont znikły duże kwoty pieniędzy. Fot. Wit Hadło

HUSÓW, GM. MARKOWA. – To wielka afera w małym Husowie. Staniemy się sławni na całą Polskę. Tylko czy ta sprawa zostanie do końca wyjaśniona? – zastanawia się jedna z poszkodowanych.

– Straciłem oszczędności życia. Mam czworo dzieci, utrzymuję się z rolnictwa, a obecnie to się obawiam o przyszłość swojej rodziny – mówi drżącym głosem Marek Wrona z Husowa. Policjanci z Łańcuta przyznają, że zgłosiło się do nich 16 osób, którym z ich kont miały zniknąć pieniądze. W Husowie ludzie mówią o kilkudziesięciu osobach pokrzywdzonych. W sumie z kont ludzi wpłacających swoje oszczędności do punktu kasowego w Husowie mogło zginąć nawet około 1 mln złotych. Co ciekawe, w tle pojawia historia kasjerki z Husowa, która przyjmowała od pokrzywdzonych klientów pieniądze i wypłacała je. Zaledwie w piątek (30 stycznia) kobieta odeszła na emeryturę, a w poniedziałek, kiedy ludzie dowiedzieli się o utracie pieniędzy, została znaleziona powieszona.

Afera wybuchła na początku lutego w malutkim punkcie kasowym w miejscowości Husów, który podlega Bankowi Spółdzielczemu w Głogowie Młp. – oddział w Markowej.

– W ubiegły piątek (30 stycznia) byłam w banku i zgłosiłam pracownicy, że chcę podjąć większą sumę pieniędzy. Kiedy przyszłam w poniedziałek po pieniądze, okazało się, że na moim koncie w ogóle pieniędzy nie ma i pracownicy banku już też nie było. To były nasze wszystkie oszczędności – dodaje roztrzęsiona pani Anna Kontek. – Okazuje się, że na moim koncie nie ma żadnych wpłat ani wypłat, żadnych operacji, a korzystałam z konta regularnie – dodaje ze łzami w oczach.

Na koncie zostało zaledwie kilkaset złotych
Na razie oficjalnie poszkodowanych osób jest 16. Nieoficjalnie kilkadziesiąt. Ludziom miały zniknąć z kont różne kwoty – od kilku tysięcy do nawet 100 tys. zł. Jedną z takich osób jest również Marek Wrona, który obawia się o przyszłość swojej rodziny. – Mam nadzieję, że pieniądze jakoś odzyskam – opowiada. – Ufaliśmy pracownicy tego punktu, wierzyliśmy, że nasze pieniądze są bezpieczne. Nikt z nas nie korzystał z kart do bankomatu. Dostępu internetowego nie mieliśmy, wyciągów nie dostawaliśmy. Nikt się nie kapnął – dodaje niezwykle zdziwiony. Witold Słupek z bankiem współpracował od 10 lat. On także stracił swoje oszczędności. – W poniedziałek usłyszałem od ludzi, że nie mają pieniędzy, pojechałem i okazało się, że też zostałem bez środków – mówi zszokowany.

Kolejną historię opowiada pan Krzysztof Leńczyk. – Moja gotówka także znikła. Wiecie, ile mi zostało na koncie? Zaledwie kilkaset złotych – zawiesza głos. – Proszę mi uwierzyć, że ciężko pracowałem na te pieniądze całe życie. A teraz co mi zostało? – pyta załamany.

Tajemnicza śmierć kasjerki
Okazuje się, że te wpłaty łączy osoba pani Stasi. To ona pracowała w punkcie kasowym w Husowie i przyjmowała oraz wypłacała pieniądze. Jak wyglądało wpłacanie pieniędzy? – Ludzie wpłacali pieniądze dając swój dowód osobisty, następnie dostawali dowód wpłaty od pani Stasi, ale taki archaiczny z wypisaną kwotą stanu konta długopisem na odwrocie – opowiada jedna z poszkodowanych prosząca o anonimowość.

W Husowie i okolicach huczy od plotek i jedna z nich dotyczy samobójczej śmierci kasjerki. – Potwierdzam, że 2 lutego, w poniedziałek, doszło do samobójstwa mieszkanki Husowa. Kobieta ta pracowała w punkcie kasowym banku w miejscowości Husów – mówi Anna Kasprowicz-Babiarz, szefowa łańcuckiej prokuratury. Co ciekawe i potwierdzają to pracownicy banku, kobieta odeszła na emeryturę dokładnie w piątek, 30 stycznia. W poniedziałek, kiedy cały Husów aż huczał od plotek o zniknięciu pieniędzy z kont, kasjerka została znaleziona powieszona tuż przy swoim domu. – Część osób twierdzi, że to ona wyprowadziła te pieniądze, ale większość nie wierzy w jej winę. Przecież zniknął w sumie jakiś milion złotych. Starsza kobieta, całe życie uczciwa, sumienna, do rany przyłóż i miała nas wszystkich, których znała, oszukać? Zresztą nawet gdyby, to co niby zrobiła z tą kasą? Zakopała w ogródku? Bo jakoś nie widziałam, żeby opływała w luksusy. Ja to nawet nie wierze, że ona tak sama z siebie się powiesiła. A może ktoś ją nakłonił? – mówi jedna z poszkodowanych mieszkanek Husowa.

Co na to wszystko łańcucka policja? – W tej chwili trwają czynności wyjaśniające, zabezpieczamy dowody. Jest zbyt wcześnie, by mówić o szczegółach. Materiały w tej sprawie przekazano do Prokuratury Rejonowej w Łańcucie – mówi sierżant Karolina Dykas z łańcuckiej policji.

Poprosiliśmy o wyjaśnienie sprawy przez bank, do którego należał punkt kasowy. – Zgłosiliśmy wczoraj (4 luty – przyp. red.) tę sprawę do prokuratury. Nie możemy mówić o szczegółach, bo raz, że to tajemnica śledztwa, a dwa, że to tajemnica bankowa. Oczywiście chcemy pomóc wszystkim naszym klientom i jak najbardziej powinni zgłaszać reklamacje. Jeżeli okażą się one uzasadnione, to oczywiście będziemy wypłacać pieniądze – tłumaczy Anna Tarka, wiceprezes Banku Spółdzielczego w Głogowie Małopolskim.

Justyna Paszkiewicz, Grzegorz Anton

78 Responses to "Wielka afera w małym Husowie. Z banku mógł zniknąć nawet 1 mln zł!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.