Rodzice są dzielni, ale sami sobie nie poradzą

Większość obowiązków takich jak karmienie czy kąpiel Kamilki spada na jej mamę, Małgorzatę, która już ma problemy z kręgosłupem, a brak podjazdu, wąskie drzwi i nieprzystosowana do potrzeb chorej dziewczynki łazienka wymuszają, niestety, obciążanie go coraz bardziej. Fot. Ewa Faber.
Większość obowiązków takich jak karmienie czy kąpiel Kamilki spada na jej mamę, Małgorzatę, która już ma problemy z kręgosłupem, a brak podjazdu, wąskie drzwi i nieprzystosowana do potrzeb chorej dziewczynki łazienka wymuszają, niestety, obciążanie go coraz bardziej. Fot. Ewa Faber.

Kamilka Grzeszczak z Ciemięrzowic (pow. przemyski) ma kochających rodziców i dwoje rodzeństwa. Gdyby nie wady, z którymi przyszła na świat, najpewniej byłaby wesołym i ruchliwym dzieckiem. Niestety, gdy ponad 5 lat temu dziewczynka urodziła się po przebiegającej prawidłowo ciąży, okazało się, że ma wadę centralnego układu nerwowego, małogłowie, epilepsję i spastyczność czterokończynową.

Rodzice Kamilki, Małgorzata i Adam robili wszystko, by pomóc córeczce. Okazało się jednak, że nie ma żadnego sposobu, by Kamilka mogła być zdrowa. Dziewczynce można tylko ulżyć w jej dolegliwościach poprzez stale podawanie jej leków i rehabilitację. Kilka lat temu nasi Czytelnicy pomogli Kamilce wyjechać do delfinarium w Turcji, co bardzo jej wówczas pomogło. Niestety, obecny stan dziewczynki jest gorszy niż wówczas. Nie chodzi, nie mówi, nie siedzi nawet samodzielnie. Jej rodzice starają się jak mogą, ale przystosowanie domu do potrzeb niepełnosprawnej córeczki przekracza ich możliwości finansowe.

Kiedy Małgorzata Grzeszczak jechała do szpitala, by urodzić oczekiwaną córeczkę, do głowy jej nie przyszło, że dziecko, które nosi pod sercem, cierpi na jakąkolwiek wadę. Oboje z mężem byli młodzi i zdrowi, starszej córeczce Martynce także nic nie dolegało, a prowadzący ciążę lekarz zapewniał, że wszystko jest w najlepszym porządku. Ale jednak nie było. Kamilka urodziła się z bardzo poważnymi wadami i w zasadzie od początku było wiadomo, że są one nieusuwalne. – To był dla ans cios – wspominają Grzeszczakowie. – Ale musieliśmy być silni dla naszych dzieci – mówią.

Nasi Czytelnicy już raz jej pomogli
Kiedy po raz pierwszy poznaliśmy Kamilkę i jej rodzinę, dziewczynce zalecono delfinoterapię. Rodziców dziewczynki nie było stać na sfinansowanie wyjazdu do Turcji, gdzie delfinoterapia jest możliwa. Udało się zabrać na ten cel pieniądze także dzięki naszym Czytelnikom. Terapia z pływającymi ssakami pomogła wówczas Kamilce, ale niestety, nie była to trwała poprawa jej stanu. – W tej chwili Kamilka nie mówi, nie chodzi i nawet samodzielnie nie siedzi – wzdycha ojciec, Adam Grzeszczak. – Niestety, mimo rehabilitacji nie należy spodziewać się znaczącej poprawy stanu naszej córeczki – dodaje smutno.

5-osobową rodzinę ojciec utrzymuje sam
Od czasu naszego ostatniego kontaktu z rodziną Grzeszczaków nieco się u nich pozmieniało. Dwa i pół roku temu powiększyła się im rodzina, na świat przyszedł mały Damianek, na szczęście zdrowy. Ale w życiu bywa tak, że szczęście przeplata się w nim z nieszczęściem. Niedługo po urodzeniu się Damianka zmarła ukochana babcia Małgorzaty Grzeszczak, pani Józefa, która pomagała wnuczce i jej mężowi w opiece nad dziećmi. Mama Kamilki i jej rodzeństwa znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. – Łatwo nie było, ale jakoś dałam radę z pomocą męża, starszej córki, mamy i teściowej – wspomina Małgorzata Grzeszczak.

Kamilka choć tak ciężko doświadczona przez los, jest pogodnym dzieckiem.
Kamilka choć tak ciężko doświadczona przez los, jest pogodnym dzieckiem.

Wszystko ma jednak swoją cenę. Mama Kamilki musiała zrezygnować z pracy. – Kamilka co prawda od rana do około 15 jest w ośrodku rehabilitacyjnym w Jarosławiu, a ja zajmuję się Damiankiem i domem, ale nawet gdyby synek poszedł do przedszkola, nie ma szans na to, bym mogła pogodzić opiekę nad Kamilą z pracą w obecnej sytuacji – wyjaśnia Grzeszczakowa. – Na pewno ciężko nam bez mojej pensji, ale innego wyjścia nie ma – wzdycha kobieta. Na pomoc męża pani Małgorzata może liczyć dopiero po jego pracy, a że jest on zawodowym żołnierzem, to bywa, że wyjeżdża na przykład na poligony i wówczas zostaje po prostu sama.

Mają dom po babci, ale …
Grzeszczakowie jakiś czas temu podjęli decyzję, by drewniany dom po babci, w którym mieszkają, uczynić murowanym. – Część udało się już zrobić, ale wiadomo, że jest ciężko – mówi A. Grzeszczak. – Raz z pieniędzmi, a dwa z czasem, bo ja przecież pracuję, a żona ma cały dom na głowie – dodaje. Tak czy owak, mury murami, ale najpilniejszą potrzebą w tej chwili jest przystosowanie domu wewnątrz do potrzeb Kamilki. Dziewczynka korzysta ze specjalnego fotela inwalidzkiego, który pozwala na umieszczenie jej w pozycji siedzącej i odpowiednie ułożenie rąk i nóg, które Kamilka bezwiednie wysztywnia z uwagi na spastyczność. Fotelem niełatwo się manewruje w mieszkaniu o standardowej szerokości drzwi. To jednak jeden z mniejszych problemów, jak się okazuje. – Kamilka rośnie i robi się coraz cięższa – mówi Małgorzata Grzeszczak. – A przecież trzeba ją jakoś dostarczyć do samochodu zabierającego ją do ośrodka. Podjazdu nie mamy, trzeba ją wynieść na rękach, tak samo zanieść do wanny do mycia, do łóżka – wzdycha. Matka jest pogodna, często się uśmiecha, ale widać, że nie ma sił nosić córeczki. – Mam problemy z kręgosłupem, ale co mam zrobić, gdy męża nie ma. Musze dziecko przecież umyć i położyć spać – zauważa Grzeszczakowa.

Nie stać ich na wiele
Mycie Kamilki też łatwe nie jest. Wanna w łazience Grzeszczaków jest niska, więc osoba, które myje Kamilkę musi być zgięta – kolokwialnie mówiąc – jak paragraf i to cały czas, bo dziecka nie można spuścić podczas mycia z oka, ani wypuścić z rąk. – Musi być myta w pozycji półleżącej, bo przecież nie siedzi sama – wyjaśnia Adam Grzeszczak. – Stale trzeba jej podtrzymywać główkę, a drugą ręką starać się ją dobrze umyć, co przy spastycznych kończynach łatwe nie jest – tłumaczy ojciec Kamilki. – Niestety, nie stać nas na sprzęt i wyposażenie łazienki takie, jakie pozwalałyby na bezpieczne dla niej i mniej męczące dla nas kąpanie córki – dodaje.

Choć jest im ciężko, nie poddają się, starają się nie tylko zapewnić wszystko co mogą małej Kamilce, ale i pozostałym dzieciom. Martynka to dziś już 13-letnia gimnazjalistka, która jak może pomaga mamie w opiece nad młodszym rodzeństwem, a mały Damianek to żywe srebro. – Strach go z oka spuścić – przyznają rodzice ruchliwego malca, który od progu już stara się zawrzeć znajomość z naszymi dziennikarzami i zagościć na kolanach, a potem pokazać swoje zabawki. – On jest malutki, ale już wie, że Kamilka jest chora i nie będzie się z nim bawiła, jak inne dzieci – mówi smutno Adam Grzeszczak. – Pewnie, że chcielibyśmy, żeby była zdrowa, ale jesteśmy realistami i wiemy, że wyleczenie Kamilki nie jest możliwe. Jedyne co można i trzeba dla niej robić, to rehabilitacja, by nie było jeszcze gorzej niż jest – zauważa.

Z opieki nad córką w jarosławskim ośrodku Grzeszczakowie są bardzo zadowoleni. – Naprawdę dobrzy ludzie i fachowcy tam pracują – podkreślają. Jednak Kamilce przydałoby się więcej ćwiczeń niż te, które są realizowane w ramach pracy ośrodka. – Nie jest to dla nas obecnie osiągalne – wyznają z żalem Grzeszczakowie. – Przeciętny koszt 45-minutowej prywatnej rehabilitacji z dojazdem do domu, to około 100-120 złotych – wyjaśniają. – To poza naszym finansowym zasięgiem – mówią.

Pomóżmy im!
O czym marzą? – Chyba o tym, by nie było gorzej z Kamilką, niż jest – uśmiecha się smutno Adam Grzeszczak. – No i żeby pozostałe dzieci były zdrowe i my z żoną też. Ja muszę być zdrów, żeby zarabiać na rodzinę, a żona, by podołać opiece nad dziećmi i „ogarnianiu” domu – wzdycha. Nie pokazują tego, ale mają jednak obawy. Głównie takie, czy Małgorzata poradzi sobie sama z opieką nad Kamilką, gdy dziewczynka będzie większa i cięższą niż teraz, a nie uda się z przyczyn finansowych wyposażyć domu w takie udogodnienia jak podjazd, szersze drzwi czy łazienka dostosowana do jej potrzeb. – Damy jakoś radę, musimy – zapewniają sami siebie Grzeszczakowie.

Pomóżmy im dać radę!
Kamilka nadal jest pod opieka Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”, która pomagała zebrać pieniądze na delfinoterapię oraz turnusy rehabilitacyjne dla Kamili. Za jej pośrednictwem można przekazać 1 procent podatku na leczenie i rehabilitację dziewczynki: KRS 0000037904 dla Kamili Grzeszczak (10927), lub bezpośrednio skierować wpłatę na konto: Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” nr konta: 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362 tytułem: darowizna na rehabilitację i leczenie Kamili Grzeszczak 10927.

Mamy nadzieję, że wśród naszych Czytelników być może znajdzie się ktoś, kto mógłby pomóc Grzeszczakom przystosować łazienkę do potrzeb chorej Kamilki. Będziemy, podobnie jak jej rodzina, wdzięczni za każdą pomoc.

Monika Kamińska

Leave a Reply

Your email address will not be published.