
RZESZÓW. Strona społeczna na razie przegrywa starania o wpisanie dawnej willi Kotowicza do rejestru zabytków.
Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków odmówił właśnie wpisania do rejestru zabytków urokliwej, o dużej wartości historycznej i architektonicznej dawnej willi płk. Kotowicza. Zabiegał o to krewny pułkownika – Jan Śmierzyński, a przed nim Towarzystwo Przyjaciół Związku Strzeleckiego „Strzelec” w Rzeszowie.
Jan Śmierzyński kilka dni temu otrzymał postanowienie Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Przemyślu Grażyny Stojak, podpisane przez urzędującego w Rzeszowie zastępcę Izabelę Kazimierz, o „odmowie wszczęcia postępowania administracyjnego w sprawie wpisu do rejestru zabytków willi położonej przy ul. Dekerta 4 w Rzeszowie”. W uzasadnieniu postanowienia czytamy m.in.: „W związku, że wniosek o wpis do rejestru zabytków willi (…) został wniesiony przez osobę nie będącą stroną postępowania administracyjnego a jeden ze współwłaścicieli obiektu nie wyraził zgody na jej wpisanie do rejestru zabytków, postępowanie administracyjne w powyższej sprawie nie może zostać wszczęte.”
Jest to kolejny rozdział w tej historii. Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków pierwszą decyzję o niewpisaniu willi do rejestru zabytków, o co wnioskowało Towarzystwo Przyjaciół Związku Strzeleckiego „Strzelec” w Rzeszowie, podjął 19 sierpnia ub. roku. Swoją decyzję tłumaczył tym, że współwłaściciel willi, Sebastian Rosa, który posiada 50 procent udziałów w spółce Villa Palace, do której należy willa Kotowicza, nie wyraził zgody na wpisanie jej do rejestru zabytków oraz nie umożliwił konserwatorowi lustracji wnętrza obiektu.
Miejsce upamiętnienia
Zdumiony postanowieniem konserwatora zabytków jest Jan Śmierzyński. Uważa on, że konserwator nie wykorzystał w pełni prawa do tego, by ustawowo chronić byłą willę Kotowicza. – Art. 6. ust. 1 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami z 2003 roku mówi, że „Ochronie i opiece podlegają zabytki nieruchome będące, w szczególności: (…) miejscami upamiętniającymi wydarzenie historyczne bądź działalność wybitnych osobistości lub instytucji (…)”. Wybitną postacią historyczną był płk Jan Stefan Kotowicz, był oficerem Komendy Głównej AK i ostatnim dowódcą 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. I na ten artykuł ustawy powołałem się w piśmie do konserwatora – mówi J. Śmierzyński. Zauważa też, że do podjęcia decyzji wpisania willi Kotowicza do rejestru zabytków w ogóle nie była potrzebna lustracja willi, do jakiej nie doszło w sierpniu ub. roku, a jeśli już konserwator chciał ją przeprowadzić, to dlaczego nie zrobił tego przy dozorze policji.
Na przeszkodzie sprawy własnościowe
Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków odmawiając wpisania do rejestru zabytków willi Kotowicza powołał się na art. 9. ust. 1 ustawy. W artykule tym czytamy, że „Do rejestru wpisuje się zabytek nieruchomy na podstawie decyzji wydanej przez wojewódzkiego konserwatora zabytków z urzędu bądź na wniosek właściciela zabytku nieruchomego (…).” Z tego zapisu wynika, że nie jest potrzebna zgoda właściciela zabytku na taką ochronę obiektu, o jaką zabiegał wojewódzki konserwator.
Zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków Izabela Kazimierz tłumaczy, że nie może wpisać z urzędu byłej willi Kotowicza do rejestru zabytków, czyli bez zgody jego właścicieli, dopóki nie uporządkują się sprawy własnościowo-majątkowe willi. – Willa ma kilku właścicieli, w księgach wieczystych panuje nieporządek. Gdybyśmy wpisali obiekt z urzędu do rejestru zabytków w takiej skomplikowanej prawnej sytuacji, to właściciele łatwo mogliby się odwołać do sądu od naszej decyzji i wygraliby sprawę – mówi Izabela Kazimierz.
Wyjaśnia też, dlaczego bezprzedmiotowe okazało się pierwsze postępowanie administracyjne w tej samej spawie. – Znamy tylko stan elewacji willi i jej otoczenia. By w pełni ocenić wartość willi, chciałam sprawdzić, czy we wnętrzu są jakieś wartości zabytkowe. Niestety, nie zostałem wpuszczona przez właściciela. Miał do tego prawo, dopóki willa nie widnieje w rejestrze zabytków. Niemniej willa objęta jest ochroną konserwatorską poprzez wpis do Gminnej i Wojewódzkiej Ewidencji Zabytków – mówi pani konserwator.
Konserwator odpowiadając na pytanie, dlaczego lustracji willi w sierpniu ub. roku nie przeprowadziła pod dozorem policji, stwierdziła: – Ustawa o ochronie i opiece nad zabytkami z dnia 23 lipca 2003 roku nie przewiduje udziału policji w pracach związanych z wpisem obiektu do rejestru zabytków.
Inwestor wycofał się
Sprawa byłej willi płk .Kotowicza wybuchła na początku ub. roku po tym, gdy Villa Palace sp. z o.o. po zakupie obiektu od jej dotychczasowego właściciela Sebastiana Rosy, złożyła w Wydziale Architektury Urzędu Miasta Rzeszowa pismo o ustalenia warunków zabudowy na działce, na jakiej stoi willa, w celu wybudowania mieszkalnego budynku wielokondygnacyjnego. W efekcie doniesień prasowych – o sprawie jako pierwsze napisały Super Nowości – oraz protestów społecznych Villa Palace wycofała się z przedsięwzięcia.
Sprawę willi poruszono 18 listopada ub.r. na Radzie Miasta Rzeszowa, gdy radna Jolanta Kaźmierczak odczytała pismo Instytutu Pamięci Narodowej do konserwatora zabytków, z którego wynikało, że willi grozi wyburzenie. Informacjom tym zaprzeczył dyr. Wydziału Architektury Andrzej Skotnicki.
Urokliwe miejsce
Wybudowana w 1928 roku przez rodzinę Kotowiczów willa nie jest spektakularnym obiektem, niemniej trudno jej odmawiać dużych walorów architektonicznych. Jest parterowym domem, wybudowanym z niedużych pustaków wapienno-piaskowych, usytuowanym w starym ogrodzie za stylowym ogrodzeniem. Ulica Dekerta, przy której stoi willa, należy do najbardziej urokliwych w Rzeszowie. Willa graniczy z zespołem zabytkowym miasta Rzeszowa, wpisanym do rejestru zabytków, co powinno być kolejnym argumentem za objęciem ustawową ochroną samej willi. Teren, na którym stoi, nie jest niestety objęty miejskim planem zagospodarowania przestrzennego.
Piotr Samolewicz



12 Responses to "To miejsce pamięci zasługuje na pełną ochronę"