Windykator gnębił mnie nawet w nocy

Problemy pani Ewy z popularnym operatorem sieci komórkowych rozpoczęły się w roku 2009. Dziś domaga się zadośćuczynienia. Jakub Hap
Problemy pani Ewy z popularnym operatorem sieci komórkowych rozpoczęły się w roku 2009. Dziś domaga się zadośćuczynienia. Jakub Hap

JASŁO. Abonentka cztery lata walczyła z operatorem, który niesłusznie naliczył dług.

Zamieszkała w Jaśle Ewa Orlińska wypowiedziała wojnę Netii. Po czterech latach odpierania roszczeń windykatorów, będących konsekwencją niezapłacenia kary za zerwanie umowy z siecią, kobieta szykuje odwet. – W bezczelny sposób próbowano wyłudzić ode mnie pieniądze. Pora odwrócić kota ogonem. Nie odpuszczę – deklaruje jaślanka.

Problemy pani Ewy z popularnym operatorem sieci komórkowych rozpoczęła się w roku 2009. Kilkanaście miesięcy po zawarciu z Netią pierwszej umowy kobieta – namawiana przez przedstawiciela handlowego spółki – zdecydowała się ją rozszerzyć. To była umowa podpisana na moją firmę. Ten mężczyzna zaproponował mi trzy dodatkowe karty sim, jednak nie przystałam na tę ofertę. Ostatecznie porozumieliśmy się co do dwóch. Wówczas nawet przez myśl by mi nie przeszło, że konsekwencją tej decyzji będą takie problemy – mówi nam Ewa Orlińska.

Gdy kobieta otrzymała przesyłkę od Netii, okazało się, że w środku, zamiast dwóch kart sim, są trzy. Rozmowy, jakie podjęła z przedstawicielami operatora celem wyjaśnienia pomyłki, spełzły na niczym, podobnie jak późniejsze próby anulowania aneksu i powrotu do umowy w pierwotnym kształcie. – Usłyszałam, że albo będziemy współpracować, albo zrywają umowę. Powiedziałam więc, żeby ją zerwali. Z dnia na dzień, 17 marca 2010 roku, odłączyli mi telefon i Internet – wspomina pani Ewa.

Nie podpisała nowej umowy
Za odstąpienie od umowy Netia zażądała od byłej już klientki 1000 zł. – Pracownicy spółki cały czas utrzymywali, że aneks został zawarty prawidłowo, a wina za rozwiązanie umowy leży po mojej stronie. Od początku obstawałam przy swoim twierdząc, że w niczym nie zawiniłam i nie będę nic płacić. W maju Netia nagle wpadła na pomysł polubownego rozwiązania sporu. Warunkiem, na podstawie którego miałaby odstąpić od egzekwowania ode mnie pieniędzy, było podpisanie nowej umowy. Nie zgodziłam się na to, gdyż wtedy korzystałam już z usług innej sieci i nie chciałam z Netią mieć cokolwiek wspólnego. No i zaczęło się… – mówi nasza rozmówczyni.

„Nie dawali spokoju”
Operator nie odpuścił i postanowił walczyć o należną mu, jego zdaniem, sumę (wraz z rosnącymi odsetkami). Z pierwszym windykatorem pani Ewa uporała się nad wyraz gładko – po zapoznaniu się z argumentami kobiety, odstąpił on od wykonania zleconych mu działań. Schody zaczęły się w momencie, gdy rzekomy dług jaślanki zakupiła firma windykacyjna z Warszawy. – Moje tłumaczenia nie zdawały się na nic. Byłam gnębiona telefonami nawet w środku nocy – wspomina pani Ewa.

Kobieta nie uległa naciskom. Złożyła również sprzeciw od nakazu zapłaty, jaki w elektronicznym postępowaniu upominawczym wydał wobec niej Sąd Rejonowy Lublin-Zachód w Lublinie. W październiku zeszłego roku dokonała odkrycia, które rzuciło jasne światło na sprawę. Zdaniem pani Ewy, firma, która dążyła do wyegzekwowania od niej pieniędzy, czyniła to na mocy sfałszowanego egzemplarza aneksu do feralnej umowy. – Ktoś z dwójki zrobił trójkę i dopisał trzecią kartę, co wyraźnie widać po innym charakterze pisma. Zmieniony został również numer umowy, po wymazaniu korektorem pierwotnego. Za tym fałszerstwem musiał stał jakiś pracownik Netii – mówi nasza rozmówczyni.

Sprawę zbada grafolog
2 lutego br. pani Ewa stawiła się na wezwanie w Sądzie Rejonowym w Krośnie, gdzie poinformowano ją, że firma windykacyjna zrezygnowała z egzekwowania rzekomego długu. W obliczu zaistniałej sytuacji kobieta zwróciła się do Netii z żądaniem zadośćuczynienia za niesłuszne – jak się okazało – roszczenia, którym przez cztery lata musiała stawiać czoła. – Moja propozycja polubownego zakończenia konfliktu nie została zaakceptowana. Netia od wszystkiego się odżegnuje, twierdzi, że dług został sprzedany i sprawa jej już nie dotyczy  – mówi Ewa Orlińska.

Jaślanka o podrobieniu dokumentów powiadomiła już jasielską prokuraturę. – Zbadamy okoliczności tej sprawy i z pomocą grafologa sprawdzimy, czy faktycznie doszło do podrobienia umowy – zapewnia jej szef, prokurator Jan Dziuban.

Jakub Hap

Leave a Reply

Your email address will not be published.