
SIATKÓWKA. ORLEN LIGA. Rozmowa z Mariuszem Wiktorowiczem, trenerem siatkarek Developresu SkyRes Rzeszów.
– Jestem zadowolony z gry mojej drużyny. Oczywiście czeka nas jeszcze dużo pracy, ale widać, że dziewczyny mają potencjał – mówi Mariusz Wiktorowicz po swoim debiucie w roli trenera Developresu SkyRes Rzeszów. Beniaminek przegrał 1-3 z Aluprofem Bielsko-Biała, lecz napędził stracha 8-krotnym mistrzyniom Polski.
– Zawsze tak mocno przeżywa pan mecze?
– Reaguję bardzo żywiołowo, inaczej nie umiem. Kilka razy sędzia zwrócił mi nawet uwagę, że przekraczam linię i wchodzę na boisko. Ale przecież grałem razem z moimi dziewczynami (śmiech). Taki wojowniczy styl prezentowałem będąc zawodnikiem. Także dzięki temu w paru klubach zakładałem kapitańską opaskę.
– Wiadomo, że ma pan budować nowy zespół Developresu. A czy zarząd klubu postawił przed panem konkretne zadania na obecny sezon?
– To oczywiste, że będziemy chcieli jeszcze namieszać. Przy obowiązującym nowym systemie rozgrywek, możliwe jest zajęcie nawet piątego miejsca. W pierwszej kolejności chodzi jednak o to, żeby scementować zespół, wydobyć z niego, co najlepsze. Zawodniczki mają u mnie białą kartę, kadra nie jest szeroka, więc dołączą do nas również dwie przyjmujące z Młodej Ligi. Aleksandra Kazała i Kinga Stronias pokazały się zresztą w starciu z Aluprofem i pewnie coraz częściej będą się meldować w „12”. Przypominam zresztą, że Developres należy do najmłodszych drużyn Orlen Ligi. Średnia wieku to zaledwie 23 lata.
– Brakowało panu zapachu szatni, adrenaliny? Blisko rok bez pracy to szmat czasu.
– Jasne, że brakowało. Ostatnio byłem dyrektorem sportowym w Sulechowie, ale nasze drogi się rozeszły. Nie ma się co jednak oszukiwać – jestem trenerem, wykonywanie tego zawodu daje mi największą satysfakcję.
– Chciały pana jakieś inne kluby?
– Telefony były, rozmawialiśmy, ale w Polsce modne jest zatrudnianie trenerów z zagranicy. Niekoniecznie znanych, ale zagranicznych. Wobec przyjezdnych ma się więcej cierpliwości, nie zwalnia się ich po kilku porażkach. Nie jestem jedynym polskim trenerem, który protestuje przeciwko takiej polityce. Tym bardziej się cieszę, iż w Developresie poszli inną drogą. Jestem przekonany, że nasza współpraca będzie owocna.
– Trzynaście lat temu był pan przyjmującym mPunktu Rzeszów. Jak pan dziś odnajduje nasze miasto?
– Na zwiedzanie przyjdzie czas. Na razie poruszałem się na trasie dom – hala – dom.
– mPunkt z uwagi na swoją nazwę nie był akceptowany przez kibiców. To były zresztą siermiężne lata rzeszowskiej siatkówki…
– Ale ja ten okres wspominam z dużym sentymentem! Mieliśmy naprawdę fajną drużynę. Oczywiście dopiero potem, gdy zespół na nowo stał się Resovią, nastąpił rozwój. Cieszę się, że los znów rzucił mnie do Rzeszowa. To miasto zakochane w siatkówce. Resovia to marka, wiadomo, ale i Developres buduje swoją pozycję w Orlen Lidze. Wierzę, że przyciągniemy kibiców, że coraz więcej będzie się ich pojawiać na naszych meczach.
– Z tamtych czasów zostały panu nie tylko wspomnienia. Doskonale zna się pan z trenerami Asseco Resovii Andrzejem Kowalem i Marcinem Ogonowskim.
– Andrzeja poznałem właśnie w drużynie mPunktu. Przyszedł z Górnika Radlin, ale niestety, doznał kontuzji i musiał zakończyć karierę. Z Marcinem występowałem w Avii Świdnik. Obaj są teraz bardzo zajęci, ale na pewno zorganizujemy jakieś spotkanie.
– Pana największym osiągnięciem trenerskim jest mistrzostwo Polski z siatkarkami BKS-u Bielsko-Biała. Jednak chciałem spytać o Chemik Police, bo to pan kładł podwaliny pod zespół, który dziś walczy z najlepszymi w Europie. Dlaczego został pan zwolniony?
– Szkoda wracać do tematu. Mam wrażenie, że wszystko zostało już w tej sprawie napisane… Awansowałem z Chemikiem do ekstraklasy, a podziękowano mi za pracę, gdy zespół znajdował się na pierwszym miejscu w tabeli. Zagraniczny trener, który przyszedł na moje miejsce, nie popsuł niczego i w Policach cieszono się ze złotego medalu. Odszedłem z podniesionym czołem.
– Pracował pan z gwiazdami kobiecej siatkówki, zawodniczkami, o których się mówi, że są zdolne, by zwolnić trenera. Nawet selekcjonera reprezentacji.
– Nie wiem, z jakich powodów Piotr Makowski zrezygnował z pracy z kadrą. Nie sądzę jednak, by przyczyniły się do tego zawodniczki.
– Panu gwiazdy nie wchodziły na głowę?
– Doświadczone siatkarki mają swoje zdanie. Czasem warto ich słuchać. Drużyna to żywy organizm i nierozsądnie jest się obrażać.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


