Konający pies na łańcuchu z bólu gryzł drzewo

Tego owczarka niemieckiego, którego ktoś bestialsko potraktował i przywiązał do ogrodzenia posesji, udało się uratować. Przemyscy weterynarze i wolontariusze będą teraz szukać dlań normalnego domu i normalnego człowieka, który otoczy go opieką i okaże mu serce. Fot. Archiwum
Tego owczarka niemieckiego, którego ktoś bestialsko potraktował i przywiązał do ogrodzenia posesji, udało się uratować. Przemyscy weterynarze i wolontariusze będą teraz szukać dlań normalnego domu i normalnego człowieka, który otoczy go opieką i okaże mu serce. Fot. Archiwum

OSYTÓW, PIKULICE. (pow. przemyski). Reagujmy na znęcanie się nad zwierzętami! Skoro niektórzy nie mają sumienia i nie potrafią być dla zwierzęcia człowiekiem, sprawę musi regulować prawo.

Mówi się, że miarą naszego człowieczeństwa jest to, jak traktujemy zwierzęta. Niestety, ostatnie interwencje w sprawie znęcania się i zaniedbywania psów pokazują, że niektórym do mienienia się dumnie człowiekiem jeszcze wiele brakuje.

W sobotę mieszkaniec podprzemyskiego Ostrowa ze zdumieniem zauważył, że do ogrodzenia jego posesji przywiązany jest łańcuchem pies. Czym prędzej zawiadomił policję. Ta na miejscu ustaliła, że pies ma także spętane stalową linką tylne łapy, a na jego ciele są otwarte rany. Wyziębiony, poraniony i przerażony owczarek niemiecki trafił pod opiekę weterynarzy z przemyskiej „Ady”, którzy mają nadzieję, że uda się im pomoc umęczonemu psu. Tymczasem policja poszukuje właściciela zwierzęcia.

Nie udało się natomiast już pomóc kilkunastoletniemu psu z Pikulic koło Przemyśla. O tym, że zwierzę jest najprawdopodobniej chore i cały czas jest przywiązane łańcuchem, zawiadomił przemyskie Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt „Nadzieja” anonimowy informator. Niestety, to o czym mówił, okazało się prawdą. Gdy członkinie  „Nadziei” dotarły na miejsce, pies już konał pozostawiony sam sobie w kotłowni domu jego właścicieli. Jak stwierdził weterynarz Radosław Fedaczyński, zwierzę miało rozległe zmiany nowotworowe, których nie sposób było nie zauważyć.

– Nie trzeba żadnej wiedzy weterynaryjnej, żeby zorientować się, że tak wielki guz przy odbycie psa nie jest normą – zauważa R. Fedaczyński. – Brak opieki nad chorym zwierzęciem także jest formą znęcania się nad nim – dodaje. Maria N. z „Nadziei”, która uczestniczyła w interwencji w Pikulicach, przyznaje, że pies był w stanie agonalnym. – To był wstrząsający widok – wspomina kobieta. – Zwierzę z bólu gryzło drzewo, usiłowało pełzać po podłodze kotłowni na dwóch przednich łapach – opowiada. Pies zszedł, nim dotarł do kliniki „Ada”, ale był już w takim stanie, że weterynarze i tak nie przedłużaliby mu życia i tym samym cierpienia. – Zwierzak, niestety, sam nie pójdzie sobie do lekarza i to jego właściciel powinien zadbać o niego, gdy zachoruje – podkreśla R. Fedaczyński. – Trudno uwierzyć w zapewnienia, że w takiej sytuacji nie orientował się, co się dzieje z psem. To nie był stan nagły, a dalece zadawniony – dodaje.

Skoro niektórzy nie mają sumienia i nie potrafią być dla zwierzęcia człowiekiem, sprawę musi regulować prawo. – W ostatnim czasie przemyska policja coraz częściej otrzymuje sygnały dotyczące znęcania się nad zwierzętami. Niestety, ciągle jeszcze zwierzęta traktowane są jak przedmioty, które nie odczuwają bólu i cierpienia – mówi oficer prasowy przemyskiej KMP, asp. Bogusława Sebastianka. – Tymczasem znęcanie się nad zwierzętami jest karalne – przypomina policjantka. – Artykuł 35 ustawy o ochronie zwierząt stanowi, że „kto zabija, uśmierca zwierzę albo dokonuje uboju zwierzęcia z naruszeniem przepisów /ustawy/ podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Tej samej karze podlega ten, kto znęca się nad zwierzęciem. Jeżeli sprawca czynu (…) działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.” – dodaje.

Monika Kamińska

One Response to "Konający pies na łańcuchu z bólu gryzł drzewo"

Leave a Reply

Your email address will not be published.