
SANOK. Projekt o wykluczeniu cyfrowym pogrąży miasto? Nowe fakty.
Czy poprzedni włodarze miasta popełnili przestępstwo w postaci nadużycia uprawnień przy wdrażaniu projektu o wykluczeniu cyfrowym? Sprawdzi to sanocka prokuratura, która na wniosek Tadeusza Pióro, obecnego burmistrza Sanoka, zbada sprawę. – Kwota, jaką musimy zwrócić za projekt, jest kolosalna – z odsetkami sięga blisko trzech milionów złotych. Miasto tego nie udźwignie. Jeśli czarny scenariusz się sprawdzi, czeka nas zarząd komisaryczny – ostrzega burmistrz.
Nowe informacje w prawie głośnego projektu to wynik wizyty Tadeusza Pióro w Warszawie, którą odbył 16 lutego. Burmistrz spotkał się tam z dyrektorem Władzy Wdrażającej Projekty Europejskie, Jarosławem Paskiem. Wymieniona wyżej instytucja finansowała i kontrolowała sanocki projekt dotyczący eliminacji wykluczenia cyfrowego.
Instytucja na pewnym etapie zakwestionowała część wydatków poniesionych z tytułu projektu przez miasto. Był to m.in. zakup dodatkowych, zdaniem instytucji, 300 komputerów, wysokie koszty obsługi serwerowni i zakupu oprogramowania autorskiego. Władza domagała się zwrotu ponad 470 tys zł. Takie informacje przynajmniej podała kancelaria prawna reprezentująca miasto w sporze z WWPE. – Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że kwota jest pięć razy większa. Dobrze, że siedziałem, kiedy podano mi kwotę do zwrotu, inaczej mógłbym tego nie wytrzymać – powiedział Tadeusz Pióro.
– Muszę skierować sprawę do prokuratury. Tu nie chodzi o personalne przepychanki, wskazywanie winnych czy insynuowanie bądź wytykanie błędów poprzedniej władzy. Sprawa jest zbyt poważna. Muszę zareagować chociażby po to, aby później nikt nie zarzucił mi bierności – powiedział podczas spotkania z dziennikarzami Tadeusz Pióro.
Sprawa trafi do sanockiej prokuratury jeszcze w tym tygodniu. Burmistrz złoży wniosek o sprawdzenie, czy w trakcie wdrażania programu ze strony miasta sprawowany był właściwy nadzór, a w szczególności, czy nie doszło do niedopełnienia obowiązków służbowych, na skutek czego miasto może ponieść spore straty finansowe.
Niezależnie sprawę badać będzie Władza Wdrażająca Programy Europejskie, która kontroluje projekt. W najbliższym czasie zostanie wszczęte postępowanie administracyjne, od wyników którego zależy, czy miasto będzie musiało oddać 2,5 mln zł. Miasto będzie miało możliwość złożenia odwołania do Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju. Jeśli go nie uwzględni, miasto skieruje sprawę do sądu, co wygeneruje dodatkowe koszty. A to nie koniec wydatków, bo w ramach „utrzymania trwałości projektu” miasto poniesie kolejne koszty, dokładnie 146 tys. zł.
Wiele nieprawidłowości
Biegli powołani przez WWPE jednoznacznie stwierdzili, że przy wdrożeniu programu doszło do wielu nieprawidłowości. Dotyczą one działań firmy EUROGRANT z Warszawy przygotowującej projekt, a w szczególności nieprawidłowości przy ustalaniu warunków przetargu, w wyniku czego przystąpiła do niego tylko firma ZETO z Olsztyna, która przetarg wygrała. – Do warunków przetargu wprowadzono nieprawdopodobnie krótki czas uruchomienia programu, co spowodowało, że inni ewentualni oferenci uznali warunki za niemożliwe do zrealizowania. Już sam fakt przystąpienia do przetargu tylko jednej firmy, druga w ostatnim momencie się wycofała, daje wiele do myślenia – zwraca uwagę Tadeusz Pióro.
Dodatkowo WWPE zakwestionowała wydatek na zakup autorskiego oprogramowania w ramach projektu, bo istniało już ono na stronach internetowych firmy, która wygrała przetarg.
Tajny raport
Dlaczego sprawa wychodzi na jaw dopiero teraz, skoro raport z kontroli projektu przygotowany przez biegłego WWPE w ubiegłym roku nie pozostawia na nim suchej nitki? Na to pytanie nowi włodarze nie umieją odpowiedzieć. – Z tego co wiem, nic w tej sprawie nie zrobiono – mówi jedynie Edward Olejko, wiceburmistrz Sanoka od spraw gospodarki komunalnej i infrastruktury.
Dodaje, że kwota, jaką wydano na projekt, budzi jego wątpliwości. – Jeśli podzieli się 5,2 miliona na 300 rodzin, wychodzi około 17 tys. na rodzinę. To dużo. Nie wiem, co się składa na tę kwotę. Cena laptopów, którą oszacowano na 3 tys. zł, też moim zdaniem jest wygórowana. Przecież sprzęt był kupiony w hurtowej ilości, można to było zrobić po niższych kosztach. Nie wiem też, po co miasto kupiło dodatkowe 300 komputerów. Niedawno rozmawiałem z jednym z uczestników projektu – mówił, że wystarczyło wymienić baterię i sprzęt by działał. Jest więc wiele wątpliwości, które trzeba wyjaśnić – powiedział.
Martyna Sokołowska



4 Responses to "Cyfrowy przekręt?"