PLUSLIGA. W pojedynku godnych siebie rywali górą Asseco Resovia, która kończy rundę zasadniczą na pierwszym miejscu.
Po niezwykle widowiskowym, emocjonującym i stojącym na wysokim poziomie meczu resoviacy pokonali PGE Skrę i zajęli pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej. Dawno tak pasjonującego pojedynku kibice w hali na Podpromiu nie oglądali, a trwający 46 minut niesamowity II set przeszedł do historii PlusLigi.
– Oba zespoły pokazały mnóstwo dobrych akcji i myślę, że to był bardzo widowiskowy mecz. Decydujące znaczenie, w mojej ocenie, miał ten drugi niewiarygodnie zacięty set, który udało nam się wygrać i potem grało nam się już dużo spokojniej – mówi Nikołaj Penczew, przyjmujący Asseco Resovii, która każdego seta zaczynała od 4-, 5-punktowego prowadzenia. – Przez większą część meczu scenariusz na początku każdej partii był taki sam, bo to my pierwsi obejmowaliśmy kilkupunktowe prowadzenie, natomiast Skra rozkręcała się w środkowej i końcowej części setów – opisuje Penczew. – Po tej pierwszej partii mieliśmy świadomość, że oni zagrali świetnie (16 na 19 skończonych ataków – 84 procent skuteczności – przyp. red), ale wiedzieliśmy, że to tylko jeden set, a w każdym kolejnym meczu zaczyna się jakby od początku. To nie miało dla nas znaczenia, że ten początek spotkania nie był dla nas korzystny i że to Skra objęła prowadzenie w meczu – mówi Penczew, którego zespół wykazał się sporą odpornością psychiczną w końcówkach setów, kiedy nie brakowało dyskusji z arbitrami.
– To odbiło się później na grze rywali, bo byli zbyt zdenerwowani i zaczęli popełniać proste błędy. My z kolei graliśmy coraz spokojniej. Czuliśmy się mocni na zagrywce. Myślę, że na przestrzeni całego spotkania mieliśmy też lepsze przyjęcie od Skry. Wywalczyliśmy sporo bezpośrednich punktów w serwisie i to był nasz duży atut – mówi Bułgar grający w ekipie wicemistrza Polski, który od początku meczu za cel obrał sobie libero PGE Skry, Kacpra Piechockiego.
– Zacząłem bardzo nerwowo i to wszystko odbiło się na grze. Muszę jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu – mówi libero mistrzów Polski, którego wobec problemów z przyjęciem od II seta zmienił Ferdinad Tille. Wejście Niemca na boisko zmusiło trenera Miguela Falascę do zdjęcia ze względu na limit obcokrajowców bardzo dobrze grającego Srecko Lisinaca. Mimo tych roszad bełchatowianie byli bliscy wygrania drugiej partii. Mimo że przegrywali już 20:23 odrobili straty, zdobywając cztery punkty z rzędu i mieli piłkę setową. Od tego momentu rozpoczęła się prawdziwa wymiana ciosów, która trwała bardzo długo, a prowadzenie przechodziło ze strony na stronę. Nie brakowało też dyskusji z arbitrami, szczególnie ze strony gości, którzy największe pretensje mieli przy stanie 35:35, gdy sędzia główny uznał, że Tille nieczysto odbił piłkę, a za chwilę trwającego ponad 46 min seta zakończył Piotr Nowakowski.
W III secie gospodarze wygrywali już 20:14 i znów zafundowali wszystkim emocjonującą końcówkę. – W każdym secie prowadzimy, ale to jest Skra, grają stabilnym składem, mają bardzo dobry zespół, który odrabia nie takie straty i trzeba grać z nimi konsekwentnie – mówi trener Andrzej Kowal i dodaje. – To był bardzo dobry mecz, twardy, z wymianą ciosów, a najbardziej jestem zadowolony z poziomu, na jakim zagraliśmy. Po przegranym inauguracyjnym secie zespół potrafił się dźwignąć, a kluczem do tego meczu była wygrana druga partia – mówi szkoleniowiec Asseco Resovii.
Bełchatowianie im dłużej trwał mecz wyraźnie opadali z sił, co na pewno wiązało się z czwartkowym pojedynkiem w Lidze Mistrzów. Również ich as atutowy Mariusz Wlazły ze względu na chorobę nie był sobą, a wprowadzony na boisko w IV secie Michał Winiarski długo nie pograł i z grymasem bólu, trzymając się za łydkę, szybko je opuścił.
ASSECO RESOVIA 3
PGE SKRA Bełchatów 1
(23:25, 37:35, 25:23, 25:15)
Asseco Resovia: Drzyzga 3, Penczew 17, Dryja 6, Schops 21, Ivović 21, Nowakowski 14 oraz Ignaczak (libero), Holmes, Buszek, Lotman.
PGE Skra: Uriarte 2, Conte 15, Wrona 9, Wlazły 8, Marechal 14, Lisinac 7 oraz Piechocki (libero), Kłos 6, Tille (libero), Winiarski 1, Brdovic, Włodarczyk 1.
Sędziowali: M. Twardowski (Radom) i P. Burkiewicz (Kraków). Widzów: 5 tys. MVP meczu: Fabian Drzyzga.
Rafał Myśliwiec
[print_gllr id=141703]


