
TARNOBRZEG. Urzędnicy robili prywatne zakupy na koszt urzędu?
Kontrola wewnętrzna w tarnobrzeskim Urzędzie Miasta wykazała proceder, jakiego dopuściło się prawdopodobnie dwoje byłych pracowników magistratu. W wydatkach urzędu księgowane były prywatne zakupy byłego naczelnika wydziału organizacyjnego i jednej z jego pracownic.
Szokujące informacji ujawnił na piątkowej konferencji prezydent Grzegorz Kiełb. – Kontrola w urzędzie jeszcze trwa i dopinamy pewne rzeczy w wydziale organizacyjnym, ale wszystko wskazuje na to, że będę musiał zawiadomić prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez pracowników wydziału organizacyjnego – powiedział prezydent. – Chodzi o dwie osoby, byłego naczelnika tego wydziału i jedną z jego podwładnych. Z obiema rozwiązałem dzisiaj umowę o pracę.
Zakupy na prywatny cel?
Co wykazała kontrola wewnętrzna? – Z kontroli wynika, że kilkanaście faktur za zakupy części do samochodów służbowych, w tym za akumulatory, opony, linki – były zakupami do samochodu prywatnego. Z opisu wynikało, że były to zakupy do samochodów służbowych, ale zarówno opony, jak i akumulatory nie pasują do żadnego z samochodów służbowych urzędu – ujawnia Grzegorz Kiełb. – Są to rachunki na kilkanaście tysięcy złotych. Są też zakupy tzw. odzieży roboczej, wśród której znajdowały się buty skórzane dobrej polskiej firmy o wartości około 300 zł.
Osoby podejrzane o robienie tych zakupów nie poczuwały się do odpowiedzialności, ale w wyniku rozmów z pracownikami firm, w których były dokonywane zakupy, udało się wytypować i ustalić, kto za nie odpowiadał.
Pracownicy podejrzewani o dokonywanie prywatnych zakupów na koszt urzędu próbowali tłumaczyć się prezydentowi, ale ich tłumaczenia nie pokrywają się z tym, co ustaliła kontrola.
Sfałszowane podpisy
– Były też takie faktury, z których wynika, że kierowcy potwierdzali odbiór zakupionych części, a faktycznie ich podpisy zostały na fakturach sfałszowane – dowiadujemy się od prezydenta. – Na jednej z faktur za opony, które nie pasują do żadnego ze służbowych samochodów, były porobione różne kleksy, była ona zamazana, żeby trudno było się doczytać co na niej jest, ale po dotarciu do kopii faktury u sprzedawcy, już czarno – na białym widać, jaki zakup został wrzucony w koszty urzędu. Znaleźliśmy także faktury na wysokiej jakości farbę do malowania ścian, która na pewno nie była zamawiana dla urzędu.
Z obojgiem pracowników prezydent rozwiązał umowę za porozumieniem stron, żeby uniknąć spotkania się w sądzie po tym, gdyby wyrzucił ich z pracy dyscyplinarnie. W sądzie strony prawdopodobnie jednak się spotkają, gdyż mając wiedzę na temat procederu, który miał miejsce w urzędzie, spoczywa na nim obowiązek poinformowania organów ścigania o tym, co działo się w wydziale naczelnika zatrudnionego przez byłego prezydenta.
Małgorzata Rokoszewska



5 Responses to "Skandal w magistracie"