Szok! Tym karmią ludzi. Zgniłe ogórki i spleśniała kiełbasa!

Od byłych pracowników dostaliśmy zdjęcia produktów, na jakich kazano im pracować: spleśniałe mięso i zgniłe ogórki.
Od byłych pracowników dostaliśmy zdjęcia produktów, na jakich kazano im pracować: spleśniałe mięso i zgniłe ogórki.

JASŁO. Byli pracownicy działającej na Podkarpaciu i w Małopolsce firmy cateringowej ujawniają skandaliczne warunki, w jakich przygotowywana jest żywność.

Wesele z gronkowcem, zatrucie gości i zasłona milczenia w sprawie firmy to nie jedyne grzechy punktu z cateringiem w jednej z miejscowości pod Jasłem. Byli pracownicy mówią o rażących zaniedbaniach i zaznaczają, że firma w ogóle nie powinna wydawać jedzenia…

Po naszym artykule: „Ślub z gronkowcem złocistym”, który ukazał się 28 listopada 2014 roku, do redakcji Super Nowości zadzwoniła kobieta, która, chciała opowiedzieć o tym, jak pracuje się w podjasielskiej firmie.

Kiedy spotkaliśmy się z Iwoną (zmienione imię – red.), pojawiły się też inne osoby, które mają wiele do zarzucenia właścicielowi firmy. Bożena Molęda od maja 2014 czeka na wypłatę. – Od tamtego czasu dzwoniłam do nich setki razy, na obietnicach się kończyło, ja mam czworo dzieci, jedno chore, a oni tak bezczelnie mnie oszukiwali, obiecując pieniądze, których nie dostałam nigdy – mówi kobieta.

Również Jurek (imię zmienione – red.) opowiedział swoją „przygodą” z firmą cateringową. – Pracować zacząłem tam w czerwcu 2014 r., byłem zatrudniony w głównej kuchni, tak zwanej garmażerce, skąd wychodzi jedzenie na wszystkie chaty (punkty podległe firmie z Dębowca – przyp. autora) i imprezy organizowane przez firmę. Właściciel potrzebował osoby, która będzie wprowadzać zmiany i oszczędności. Jak wszedłem do kuchni, stwierdziłem, że już bardziej nie da się oszczędzać. Brakowało podstawowych środków czystości, takich jak płyn do naczyń, myjka czy płyn do mycia podłogi. Wszędzie panował brud i smród, którego nie dało się znieść. Po rurach gazowych spacerowały myszy! Niestety, to normalna tam praktyka. Półzgnity ogórek, spleśniałe mięso czy przeterminowane produkty są idealne na masowe żywienie dla nieświadomego konsumenta – mówi wyraźnie zniesmaczony Jurek. – W kuchni nie ma podstawowego sprzętu kuchennego, jak nóż, chochelka czy nawet sitko, a jedynie stare, brudne, zardzewiałe garnki. Kuchenka gazowa jedynie na 8 palników i jeden piec konwekcyjny, w którym piecze się wszystko od ciast po mięsa. Za sitko służy brudna siatkowa skrzynka i stara przyniesiona kilka lat temu firanka. W takich warunkach przygotowane „odpadki” trafiają w ręce pań pakujących jedzenie na poszczególne chaty w plastikowe wiadra. Panie się starają, parzą je w naczyniu z gorącą wodą. Gdy prosiłem właściciela firmy o płyn, to mi odpowiedział, że kobiety mogły wcześniej powiedzieć, to by im kaczego mydła nazbierał nad rzeką – mówi Grzegorz.

Siatką po selerze myją naczynia
– Kiedy rozmawiałem z szefem i chciałem wprowadzić zmiany, zawsze słyszałem, że im więcej zaoszczędzę, tym większy procent dostanę. Tam z powodu tych oszczędności do tej pory myje się naczynia starą siatką po warzywach. W firmie pracuje się „za darmo”. Szukają ludzi do pracy, a potem latami walczy się o pieniądze. Rozwiązaniem wymyślonym w firmie jest branie towaru w zamian za wypłatę. Nieraz żartowaliśmy, że produkujemy karmę dla ludzi z giełdowych odpadków – opowiadają byli pracownicy.

Kiedy pytamy o wesele Joanny i Mateusza, po którym w ubiegłym roku 80 osób trafiło do szpitala, gdyż w sałatce znaleziono gronkowca, nasi rozmówcy bez zastanowienie odpowiadają: – Takich przypadków było więcej, tylko sprawy wyciszono. Np. prezentami z masarni czy rabatami za imprezy. Na pytanie, czy firmę kontrolował sanepid, byli pracownicy odpowiadają bez zastanowienia: – Oczywiście, kontrole były, ale jak przychodził „szpieg” z sanepidu, ludzie bez umowy automatycznie opuszczali lokal. „Szpiega” oprowadzał zaufany pracownik firmy, który wszystko wskazał, choć nie oszukujmy się, nikt nie wierzy, by pani z sanepidu faktycznie nie widziała kilogramów zepsutej żywności.

Milczenie
Od dyrektora Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Jaśle, Dariusza Pomprowicza, słyszymy tylko, że owa firma jest kontrolowana regularnie, a gdyby stwierdzono jakieś nieprawidłowości, zostałaby zamknięta. Dyrektor nic nam więcej nie chciał powiedzieć, zasłaniając się tajemnicą służbową.

Kilkanaście razy próbowaliśmy skontaktować się z podjasielska firmą cateringową, właściciel nie odbierał telefonu, a kobieta, która przyjmuje połączenia, twierdziła, że szefa nie ma, nie wie, kiedy będzie i że nie zna do niego komórki. Kiedy dzwonimy przedstawiając się jako dziennikarz, automatycznie nasze połączenie zostaje zerwane i zablokowane.

Viktoria Krakowska

78 Responses to "Szok! Tym karmią ludzi. Zgniłe ogórki i spleśniała kiełbasa!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.