
TARNOBRZEG. Szósty raz uczniowie i dorośli zmierzyli się z miejskim dyktandem. Łatwo nie było, a rekordziści popełnili 65 błędów.
Ekspingpongista z Żychlina zanurzył się w otchłań ekstraeleganckiej, choć pachnącej staroświecczyzną tużpowojennej berżery – tak zaczynało się dyktando, z którym w poniedziałek zmierzyło się blisko 100 tarnobrzeżan. Najlepsi popełnili zaledwie 4 poważne błędy.
Miejskie dyktando organizowane jest w Tarnobrzegu od 6 lat. Autorkami tekstu naszpikowanego słowami, które rzadko wymawiamy, a jeszcze rzadziej piszemy były: Justyna Uchańska-Stasiak, socjolog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Tarnobrzegu oraz polonistki: Karolina Kochańczyk-Sieroń i Maria Pałkus.
– Moim zdaniem, dyktando było nieco łatwiejsze niż rok temu, ale jak widać po wynikach i tak wielu uczestnikom sprawdzianu sprawiło sporo problemów. Byli jednak i tacy, jak zwyciężczyni dyktanda gimnazjalistka Paulina Niedziałek, która zrobiła zaledwie 4,5 błędu. Pół, bo błędy były zaszeregowane jako te pierwszej i drugiej kategorii. Inaczej oceniany były błędy ortograficzne, a inaczej interpunkcyjne. Wynik Pauliny można uznać za rewelacyjny – mówi Iwona Szymczak, dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, która jest współorganizatorem dyktanda.
Autorki dyktanda co roku dbają nie tylko o to, aby było w nim wiele pułapek ortograficznych, ale aby jego pisanie sprawiło uczestnikom także sporą frajdę. W tekście zajmującym 1 stronę maszynopisu nie brakuje więc humoru.
A oto fragment tegorocznego dyktanda, którego tematem przewodnim były Mistrzostwa Świata w Piłce Ręcznej w Katarze, na których Polacy zdobyli brązowy medal.
„Mecz tuż – tuż! Hop-siup, tup-tup i hopsasa! Nasi dziś zwyciężą!” Na ekranie piłkarze przystąpili do heroicznej walki. Na poczet Mistrzostw Świata w Piłce Ręcznej w Katarze Eustachy zarzucił niskokaloryczną cud-dietę i zafundował sobie fondue z mozarelli i serka brie, kogel-mogel oraz rachatłukum z szynką szwarcwaldzką. Niestetyż, wszechogarniające rozdrażnienie z wolna odbierało mu apetyt, jednak żywności było w bród, wtranżalał więc machinalnie i spode łba spozierał na rozwój akcji. Pośrodku boiska biało-czerwony znienacka poślizgnął się na wirażu i runął, zachybotawszy się, obok sędziego. „Ruszże no się, panie lelum-polelum, co to za figle-migle! – krzyknął Eustachy. Leżącego minął szybko mknący Katarczyk, który szast – prast przejął piłkę. „To jest horredalny miszmasz! Pseudospecjaliści od siedmiu boleści!” – rozsierdzony telewidz złorzeczył w duchu na serbski duet arbitrów, którzy bez żenady trzymali sztamę z drużyną gospodarzy”.
Małgorzata Rokoszewska



One Response to "Nikt bezbłędnie nie napisał dyktanda"