Szanowni Państwo!
Pozwoliliśmy sobie przewidzieć, jak mogą wyglądać nagłówki gazet za około 2 lata, np. 7 kwietnia 2017 roku. Poniżej przedstawiamy wydarzenia, którymi może żyć świat w 2017 roku. Na szczęście te wydarzenie nie są prawdziwe, choć wielu ludzi przewiduje, że podobne mogą się wydarzyć. Takie mogą być skutki katastrofalnej polityki Angeli Merkel wobec Putina – czyli polityki nicnierobienia i pozwalania na kolejne ataki.
Prezydent Rosji już ma gotowy plan najazdu na kolejne kraje europejskie – oprócz Ukrainy chce podbić Estonię, Łotwę i Litwę. Jeszcze zaledwie rok temu nikt nie myślał o wojnie na Ukrainie czy o aneksji Krymu. Jednak Putin zaatakował na oczach Europy i świata. Kolejną ofiarą może być również Polska. Napisaliśmy, jak może wyglądać sytuacja w Europie, jeśli nie będziemy stanowczo działać i nadal będziemy biernie przyglądać się agresji Putina.
Taki może być koszt nicnierobienia!
Za dwa lata – w kwietniu 2017 r. – w Europie może się dziać, niestety, bardzo dużo złego. Spróbowaliśmy przewidzieć te wydarzenia i opisaliśmy te nasze dziennikarskie przewidywania. Chcieliśmy pokazać Państwu, jaka jest realna skala zagrożenia! Może się bowiem zdarzyć, że w historii świata nazwisko Putin będzie sławniejsze od nazwiska Hitlera.
***
BERLIN. PARYŻ. WIEDEŃ. Wielkie demonstracje prorosyjskich sił w Europie. Zdumiewające napisy na transparentach.
„Nie będziemy umierać za Białystok”
Wczoraj w kilku stolicach europejskich doszło do proputinowskich demonstracji. Na transparentach widniały napisy „Nie będziemy umierać za Białystok”, „Chcemy żyć w pokoju”…
Do demonstracji doszło w dwa tygodnie po spotkaniu w Mińsku kanclerz Merkel, prezydenta Francji i prezydenta Putina, podczas którego gospodarz Kremla zażądał korytarza tranzytowego między Obwodem Kaliningradzkim a Białoruską Republiką Rosyjską, biegnącego przez woj. podlaskie.
Niezależny niemiecki publicysta Juergen Haus podkreśla, że za demonstracjami „stoi mocne rosyjskie lobby działające w krajach europejskich i bez wątpienia rosyjskie służby”. – Świadczą o tym okrzyki, jakie wznosili demonstranci. Wołali, by nie dozbrajać Polski i krajów nadbałtyckich i nie wysyłać do nich wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego – mówi Juergen Haus. – Pojawiły się też masowo hasła wykluczenia Polski, Litwy, Łotwy i Estonii z NATO, a wtedy problem z Rosją sam się rozwiąże – podkreśla niemiecki publicysta.
Do masowych prorosyjskich demonstracji w stolicach europejskich doszło w rok po zajęciu całej Ukrainy przez rosyjskich terrorystów i prorosyjskich separatystów. Na zachodniej Ukrainie promoskiewskie siły powołały do życia Zachodnioeuropejską Republikę Rosyjską ze stolicą we Lwowie. Dotychczasowy prezydent Ukrainy Petro Poroszenko i członkowie rządu znaleźli schronienie w Kanadzie. Granica Polski z nowym tworem o nazwie Zachodnioeuropejska Republika Rosyjska jest niespokojna.
***
LITWA, ŁOTWA, ESTONIA. Rosyjscy wojskowi żądają zaprzestania „bezzasadnego” oporu przez państwa nadbałtyckie.
„Estończycy i Łotysze nadal skutecznie się bronią!”
Rosyjskim wojskom, pomimo wzmożonych ataków, nadal nie udało się okrążyć Tartu – drugiego co do wielkości miasta w Estonii. Szef sztabu armii estońskiej, gen. Toomas Laar, na zwołanej konferencji prasowej powiedział: „To dzięki poświęceniu naszych obywateli Rosjanie nie mogą czuć się bezpiecznie nawet na terenach okupowanych wokół Tartu.”
Estończycy swoją taktykę opierają na doświadczeniach wojny gruzińsko-rosyjskiej z 2008 roku. Wtedy to przesuwanie się rosyjskich czołgów było znacznie spowolnione przez siły oddziałów dywersyjnych złożonych z tzw. leśnych braci – ochotników po gruntownym przeszkoleniu wojskowym. Tak samo działają teraz obrońcy Estonii. To oni wysadzają mosty i drogi oraz zastawiają pułapki na zaśnieżonym wschodzie kraju. Aby takie działania były możliwe, należało oddać bez walki przygraniczne miejscowości zamieszkałe w większości przez ludność rosyjskojęzyczną, w tym trzecie co do wielkości miasto Estonii – Narwę.
W estońskim mieście Narwa aż 93 proc. mieszkańców stanowi ludność rosyjskojęzyczna. Aż 50 proc. z nich nie przyjęło Estońskiego paszportu. Sytuacja na Łotwie również jest swoistym patem. Lider prorosyjskiej partii Zgoda Nil Uszakov ponownie zaoferował chęć pośredniczenia w pertraktacjach dotyczących zawieszenia broni. Prezydent Valdis Zatlers i tym razem je odrzucił, nazywając przy tym Uszakova „człowiekiem na usługach rosyjskich imperialistów”. Przypomnijmy, już pod koniec 2014 roku Rosja odmówiła ostatecznego wyznaczenia linii granicznej pomiędzy krajami, po czym w październiku 2016 roku wkroczyła na teren Łotwy pod pretekstem obrony mniejszości rosyjskiej przed nacjonalistycznie nastawionym rządem. Wojska rosyjskie zestrzeliły nad Rzeżycą dwa myśliwce należące do Kanady oraz Portugalii. Samoloty były częścią Baltic Air Policing – trwającej od 2004 roku operacji NATO, podczas której zmieniające się co cztery miesiące załogi z różnych krajów patrolowały obszar państw bałtyckich. W odpowiedzi na tę akcję NATO rozpoczęło przerzut oddziałów ochotniczych oraz przekazywanie broni łotewskim siłom samoobrony. Linia zdobyczy armii Putina zatrzymała się na początku lutego na miastach Gulbene, Preili, Krasław.
Tymczasem Litwa wciąż zmaga się z narastającym problemem rosyjskojęzycznych mieszkańców Kłajpedy. Przypomnijmy, według danych z 2011 roku, jedynie 12 proc. mieszkańców tego miasta pisało cyrylicą. Na skutek napływu Rosjan z Obwodu Kaliningradzkiego w 2016 było to już 28 proc. Po przeprowadzanych w grudniu 2016 roku zamachach na budynki zamieszkałe przez Rosjan, Putin zażądał wpuszczenia korytarzem eksterytorialnym swoich wojsk do tego miasta portowego. Wszystko wskazuje na to, że w tym przypadku Rosja chce wcielić w życie taki sam scenariusz, jak zastosowano przy wywoływaniu II wojny czeczeńskiej. Wtedy również agenci rosyjskiego FSB nie wahali się podłożyć ładunków wybuchowych pod bloki zamieszkałe przez Rosjan, by później obarczyć winą za to ekstremistów z Kaukazu.
W tej skomplikowanej sytuacji premier Litwy Vytautas Landis zapowiedział wzmocnienie działań służb specjalnych.
Kolejny raz okazało się, że za bezczynność Niemiec i Francji sprzed 2 lat płacą małe państwa sąsiadujące z Rosją.
***
BRUKSELA. „Za mało i za późno” – bardzo spóźniony ruch w dobrą stronę.
„Europa dopiero zaczyna myśleć o konieczności wzmocnienia swoich sił zbrojnych”
Ministrowie finansów państw członkowskich Unii Europejskiej zdecydowali o podniesieniu podatków na obronność. Zmusiła ich do tego polityka Władimira Putina.
W roku 2017 wydatki na armię w poszczególnych krajach wzrosną od niecałych 2 procent do 5 – 6 procent produktu krajowego brutto. Najwięcej na obronę chce wydawać Wielka Brytania, bo aż 6,25 proc. PKB. Zwolennicy podniesienia wydatków obronnych podkreślali, że Europa za długo czekała z tą decyzją. W ich opinii, NATO jest tylko „papierowym tygrysem”, którego Putin się nie boi.
– Zamiast podjąć walkę z Rosją w 2014 roku na terenie Ukrainy, dozbrajając to państwo, to dopuściliśmy do tego, że siły prorosyjskie przekroczyły już granice państw bałtyckich i Polski. Decyzja o podniesieniu wydatków na obronność jest spóźniona o kilka lat, wydatki te powinny być jeszcze wyższe – stwierdziło anonimowe źródło w rządzie brytyjskim. Dodajmy, że Wielka Brytania jest tym krajem, który najszybciej zaczął się zbroić w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Przeciwnicy podniesienia wydatków na obronność argumentowali, że Europa nie wyszła jeszcze z recesji i nie wiadomo, jak mieszkańcy Europy, których trawi bezrobocie, przyjmą tę decyzję. – Podniesienie podatków na armie pociągnie za sobą wzrost cen artykułów konsumpcyjnych, zachodnie społeczeństwa mogą tego nie zaakceptować –
stwierdził John Pym z „Financial Times”.
Jednak zbrojenia są niezbędne. W obecnej sytuacji międzynarodowej wieloletnie zaniedbania państw europejskich w tej dziedzinie muszą zostać szybko nadrobione. Odbędzie się to kosztem poziomu życia mieszkańców Europy. Europejczycy zapłacą w ten sposób za politykę przywódców największych państw UE, czyli Niemiec i Francji. Angela Merkel i Francois Hollande nie mieli odwagi powstrzymać ekspansywnej polityki Putina, gdy jeszcze nie było na to za późno.
***
Kolejne kraje wprowadzają obowiązkową służbę wojskową
Po Litwie, Łotwie, Słowacji i Rumunii, przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej zadeklarowała Wielka Brytania. Minister obrony George Brown ogłosił wczoraj, że od czerwca na razie na okres 2 lat zostanie przywrócony obowiązek słu¿by wojskowej zniesiony jeszcze w latach 60.
Nad przywróceniem obowiązkowej służby wojskowej trwają prace we Francji i w Niemczech.
Przypomnijmy, że pierwszym europejskim krajem, który wznowił w ostatnich latach pobór była Litwa. Po zapowiedziach z lutego 2014 r. obowiązkowa służba wojskowa została w tym kraju wprowadzona jesienią w 2014 r. Kolejnym krajem, który zdecydował się na taki krok była sąsiednia Łotwa, gdzie pobór wprowadzono w marcu 2016 r. Estonia – trzecia z republik nadbałtyckich nie musiała tego robić, bo ma powszechne przeszkolenie wojskowe.
W 2016 r. obowiązkową służbę wprowadziła także Słowacja (w lipcu) i Rumunia (w październiku).
Dodajmy, że pobór zawieszony formalnie w Polsce w 2010 r. został odwieszony w sierpniu 2016 r., a wszyscy młodzi Polacy zostali objęci 3-miesięcznym przeszkoleniem wojskowym.
Za obecną sytuację odpowiada brak solidarności dużych krajów takich jak Niemcy i Francja z mniejszymi członkami Unii. Polityka Angeli Merkel opierająca się na uległości wobec Władimira Putina odbija się dziś czkawką w całej Europie.
***
Z powodu zbrojeń wzrośnie VAT. W Europie szykuje się galop cen
Komisja Europejska zarekomendowała podniesienie dolnej granicy stawki podatku VAT z 25 procent do 32 procent. Wszystko z powodu wzrastających w całej Unii Europejskiej wydatków na obronność.
Przypomnijmy, że już w od 1 stycznia 2016 r. minimalna dolna granica podatku VAT w UE wzrosła z 15 do 32 proc. Np. w Polsce było to 23 proc, a od 2016 r. Polacy płacą już 32 proc. VAT.
Problem w tym, jak wzrost VAT odczują gospodarki państw członkowskich Unii Europejskiej.
– Od 2015 r. ceny wzrosły w Europie średnio od 14 do 17 procent, a to w praktyce oznacza, że o tyle zbiedniały europejskie społeczeństwa, gdyż zarobki nie wzrosły – ocenia analityk agencji B&N, Karol Porecki.
Wszystko to jest efektem wydarzeń z 2014 r. Gdyby wówczas politycy europejscy z niemiecką kanclerz Angelą Merkel na czele, grającą pierwsze skrzypce w negocjacjach z Putinem powstrzymali ekspansję Rosji, dziś nie trzeba byłoby sięgać po tak drastyczne środki ekonomiczne. Jednak nicnierobienie także kosztuje. Wysoką cenę za brak zdecydowania niemieckiej kanclerz zapłacą teraz niestety wszyscy mieszkańcy Unii.
Teraz kraje europejskie podnoszą obywatela podatki po to, aby mieć pieniądze na zbrojenia. Jest to działanie bardzo spóźnione, bo wróg „jest już u bram”- ale jest mały krok w dobrym kierunku.
***
Prawdziwe życie Putina
Według oficjalnej wersji, młody Władimir Putin był wysportowany, pracowity i kochał żonę.
Jednak coraz częściej media donoszą o prawdziwym zachowaniu i wyglądzie rosyjskiego prezydenta teraz, jak i przed laty. Przypomnijmy, według materiałów zebranych przez niemiecką telewizję ZDF, wyłania się obraz otyłego, leniwego i sporo pijącego agenta KGB. Już wtedy miał nadużywać siły i bić żonę Ludmiłę. Jakby tego było mało, świadkowie uczestniczący w demonstracjach organizowanych niedługo przed upadkiem muru berlińskiego wspominają, że Putin stojąc w pełnym umundurowaniu przed zebranym tłumem groził, że otworzy ogień do niepokornych. Niemieccy dokumentaliści odkryli największą obsesję Putina: bycie wiecznie młodym. To dlatego często widzimy jego twarz świeżo po liftingu, a oficjalne zdjęcia zawsze są retuszowane. Władimir Władimirowicz w tej pogoni za młodością rozpoczął również standardowy podczas kryzysu wieku średniego romans z dużo młodszą kobietą. Jego wybranką jest wysportowana, a jakże, była olimpijka Alina K. Młodsza o 29 lat kobieta miała już urodzić swojemu kochankowi dwoje dzieci.
***
Zielone ludziki na Podkarpaciu
Rzecznik Służby Granicznej, płk Paweł Kupiec, poinformował na specjalnie zwołanej konferencji prasowej w siedzibie SG w Warszawie, że w ostatnim czasie w woj. podkarpackim polskie służby graniczne odnotowały wiele prób nielegalnego przekroczenia wschodniej granicy przez uzbrojonych rosyjskojęzycznych mężczyzn. Do takiej próby doszło m.in. w okolicach Stuposian w Bieszczadach. – Funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej uniemożliwili nielegalne przekroczenie granicy RP dziesięciu zamaskowanym mężczyznom z kałasznikowami i granatnikami. Nie doszło do wymiany ognia. Mężczyźni zostali zatrzymani – powiedział płk Paweł Kupiec.
W okolicach Lubaczowa, Przemyśla, Ustrzyk Dolnych i Górnych nasi dziennikarze zaobserwowali liczne jednostki 21. Brygady Strzelców Podhalańskich z Rzeszowa w gotowości bojowej. Dowództwo tej brygady nie komentuje tych doniesień.
***
Zdaniem naczelnego
Święty spokój kosztuje najwięcej
Pamiętacie Państwo, jak w lutym 2015 r. pisaliśmy o niechęci Niemiec i Francji do osłabienia dyktatu Rosji, która wykorzystuje w tym celu dostawy gazu? Już wtedy było widać, że Angela Merkel i Francois Hollande za wszelką cenę będą bronić interesów swoich krajów, kosztem interesów swoich sąsiadów, a przede wszystkim, niestety, by nie naruszyć interesów Rosji.
Minęły dwa lata i cóż widzimy? Polscy politycy zwarli szeregi i w sprawach rosyjskiego zagrożenia przemawiają jednym głosem, co w Polsce zdarza się rzadko. Tymczasem polityka Niemiec i Francji od tego czasu nie zmieniła się. Nasi zachodni sąsiedzi nie zrobią nic, byle tylko ich interesy nie były zagrożone.
Co więcej, postępowanie niemieckiej kanclerz i francuskiego prezydenta wpływa na zachowanie innych państw. Deklaracja z października 2016 r. o zawieszeniu przez Niemcy artykułu 5 traktatu waszyngtońskiego zobowiązującego każdego członka NATO do pomocy zaatakowanemu sojusznikowi wywołała reakcję innych państw sojuszu. Nie czują się zobowiązane do pomocy takim państwom jak Polska, Litwa, Łotwa czy Estonia.
Na naszych oczach rozpada się stary porządek świata. W imię świętego spokoju, a w zasadzie złudzenia spokoju, zachodni politycy gotowi są zrobić wszystko, nawet poświęcić sojuszników, byle tylko zapewnić sobie ów spokój.
Jednak czy święty spokój jest najwyższym dobrem? Czy nie lepiej było walczyć z Rosją na terenie Ukrainy, niż dopuścić do rozlewu działań militarnych na inne kraje. Czy nie przypomina się tu postawa zachodnich polityków z premierem Wielkiej Brytanii Nevillem Chamberlainem, którzy kupowali pokój u Hitlera płacąc mu Czechosłowacją? Z historii dobrze wiemy na jak krótko ten pokój kupili.
***
KALENDARIUM WYDARZEŃ
Sierpień 2008 r. – Rosja atakuje Gruzję
Listopad 2013 r. – demonstracje w Kijowie – tzw. pierwszy Majdan Ukraińcy chcą stowarzyszenia z UE
Luty 2014 r. – drugi Majdan, śmierć poniosło 82 ludzi, a ucierpiało 713 osób.
Marzec 2014 r. – Putin zagarnia Krym
Maj 2014 r. – zielone ludziki przekraczają granicę Ukrainy, zaczęła się wojna
Marzec 2015 r. – Merkel podpisuje z Putinem rozejm, który oznacza koniec niepodległości Ukrainy
Maj 2015 r. – kolejny Majdan, tym razem stłumiony już przez wojska rosyjskie
Grudzień 2015 r. – wybucha powstanie narodowe na Ukrainie
Marzec 2016 r. – Putin krwawo tłumi powstanie i przyłącza Ukrainę do Rosji
Maj 2016 r. – zielone ludziki lądują na Łotwie i w Estoni
Sierpień 2016 r. – demonstracje w krajach nadbałtyckich krwawo stłumione przez prorosyjską milicję
Październik 2016 r. – Angela Merkel rozpoczyna kolejne rozmowy o rozejmie z Putinem
Listopad 2016 r. – wojska rosyjskie rozpoczynają podbój Łotwy, Litwy i Estonii.
Kwiecień 2017 r. – Zielone Ludziki w Polsce, w Estonii i na Łotwie, trwa „ograniczona wojna” z Rosją, taka jak we wschodniej Ukrainie w lutym 2014 r.



10 Responses to "Co nas może czekać w 2017 roku? – Realna fikcja polityczna"