Nie faszerujmy dzieci „syropkami na wszystko”

- Rodzice i dziadkowie bezkrytycznie kupują wszystko, co nowego pokaże się na rynku, a suplementów diety dla dzieci jest coraz więcej - mówi Lucyna Samborska. Fot. Artur Getler
– Rodzice i dziadkowie bezkrytycznie kupują wszystko, co nowego pokaże się na rynku, a suplementów diety dla dzieci jest coraz więcej – mówi Lucyna Samborska. Fot. Artur Getler

RZESZÓW, PODKARPACIE. Rodzice na wyścigi kupują suplementy diety dla swoich dzieci, by „rosły zdrowo”. Czy na pewno wyjdzie im to na zdrowie?

Apteczne półki uginają się od kolorowych lizaków na kaszel i ból gardła, żelków na odporność czy też gum na wzmocnienie, syropów na lepszy apetyt czy zdrowy sen. Siła reklamy jest tak ogromna, że bez wahania sięgamy po owe suplementy diety, chcąc zapewnić dzieciom prawidłowy rozwój. Lekarze i farmaceuci biją na alarm: nadmierne faszerowanie dzieci suplementami „na wszystko” przyniesie im więcej szkody niż pożytku.

– Teraz w okresie przeziębień maluch faszerowany jest mnóstwem preparatów. Najgorsze jest to, że bez recepty jest teraz dużo leków, które jeszcze niedawno były dostępne tylko na receptę, czyli o ich potrzebie podania dziecku decydował lekarz po zbadaniu. Chodzi o leki rozszerzające oskrzela, np. neozynę, lub niektóre leki przeciwkaszlowe. Wcale nie jest obojętne, czy kaszel jest suchy czy mokry. Do każdego rodzaju kaszlu lekarz powinien dopasować odpowiedni syrop, ale lepiej iść do apteki i kupić herbapex, który według reklamy „pomoże na każdy rodzaj kaszlu” – mówi Lucyna Samborska, prezes Okręgowej Podkarpackiej Izby Aptekarskiej w Rzeszowie. – Przerażające jest także kupowanie dzieciom syropu na lepszy sen. To kiedyś nawet nie przyszłoby rodzicowi do głowy. Skoro nie może długo zasnąć, to znaczy, że może być chore. A może marudzi, bo chciałoby, by rodzic poczytał mu przed snem bajkę?

Czym jeszcze faszerujemy nasze dzieci? Hitem kitów suplementacji dziecięcej są tabletki na wzrok (w reklamie pojawia się zmęczone dziecko, które skarży się na obolałe, zmęczone oczy i problemy z widzeniem). Rodzic widzi reklamę i myśli sobie, że jego dziecko też może mieć problem ze wzrokiem, więc biegnie do apteki i kupuje kolejny suplement. Tym razem dobrze znaną wszystkim luteiną. Owszem, działa na wzrok, nie ma co do tego wątpliwości. Są nawet badania świadczące o jej skuteczności. Nie tędy jednak droga. Zamiast sadzać dziecko przed monitorem komputera czy telewizora, a potem dawać mu luteinę, lepiej wyjść z nim na spacer, zachęcić do pomocy przy zrobieniu sałatki z kolorowych warzyw, które wspaniale wpłyną na jego wzrok, odporność i zdrowe zęby.

***
Wszyscy wiemy, że dziecko chętniej łyknie podsuniętą pod nos kolorową żelkę niż wypije szklankę soku czy mleka. Problem jednak jest w tym, że rodzice podają dzieciom suplementy, bo sami są zatruci oglądanymi na co dzień reklamami tych specyfików, które mają pomagać na wszystko. Tyle że wiele suplementów zawiera witaminy i mikroelementy, które w nadmiarze mogą powodować nieprzyjemne skutki uboczne, w dodatku przyzwyczajają młodego człowieka do łykania leków „na wszystko”.

Anna Moraniec

5 Responses to "Nie faszerujmy dzieci „syropkami na wszystko”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.