CBA zadomowiło się w KUL

Nowy gmach Inżynierii Środowiska KUL w Stalowej Woli imponuje bryłą i dostał nawet nagrody za wygląd, ale jego wnętrze kryje tajemniczą historię, która kosztowała już sporo pieniędzy i pracy śledczych. Fot. Jerzy Mielniczuk
Nowy gmach Inżynierii Środowiska KUL w Stalowej Woli imponuje bryłą i dostał nawet nagrody za wygląd, ale jego wnętrze kryje tajemniczą historię, która kosztowała już sporo pieniędzy i pracy śledczych. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Im bliżej końca śledztwa, tym więcej niewiadomych. Wszyscy mieli dobre dokumentacje, a wyszło zupełnie coś innego, co potem kosztowało ok. 3 mln zł.

Zabraknie kwartału do trzech pełnych lat, odkąd to Centralne Biuro Antykorupcyjne zaczęło badać prawidła budowy nowego gmachu Inżynierii Środowiska KUL w Stalowej Woli. Nadzoruje je Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu. Od jej rzecznika dowiedzieliśmy się, że śledztwo jest na ukończeniu, a ostateczny termin jego finalizacji to koniec kwietnia tego roku. Nie wiadomo jednak, czy zakończy się jakimiś oskarżeniami.

Inżynieria materiałowa miała być pierwszym kierunkiem technicznym lubelskiego uniwersytetu w Stalowej Woli. Jego rozwojowi miał służyć nowy gmach, który w imponującym tempie powstawał na obrzeżach miejskiego ogródka jordanowskiego. Gdy zbliżał się koniec jego budowy, okazało się, że ściany kryją zupełnie coś innego, niż sale do ćwiczeń i wykładów.

Kadra miałaby fajne mieszkania, gdyby nie kontrole
Sprawa jest niezwykle intrygująca i można wierzyć prokuratorom, że trudna do rozwikłania. KUL dostał 21-milionową dotację unijną do inwestycji w Stalowej Woli. Studenci mieli się do nowego gmachu wprowadzić jesienią 2012 r. Latem okazało się, że na górnych piętrach zamiast sal dla studentów jest 48 mieszkań hotelowych. Zapewne dla kadry uczelni i miały być magnesem dla pracujących w Stalowej Woli doktorów i profesorów z innym zameldowaniem. Wtedy to na teren budowy weszli inspektorzy z rzeszowskiej delegatury CBA. Wykonują czynności procesowe, które mają wykryć, kto dopuścił się braku nadzoru nad budową. A nie jest to błahostka, bo uczelni groził zwrot niebagatelnej dotacji.

– Śledztwo jest na etapie wykonywania czynności procesowych zmierzających m.in. do ustalenia, czy proces decyzyjny podejmowany w przedmiotowej sprawie m.in. przez przedstawicieli KUL i Urzędu Miejskiego w Stalowej Woli był prawidłowy, czy też miały miejsce uchybienia, które ewentualnie wyczerpywałyby znamiona przestępstw – wyjaśnia prok. Adam Cierpiatka z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. Od niego dowiedzieliśmy się też, że świadkowie są ciągle przesłuchiwani i do tej pory nie przedstawiono nikomu zarzutów, czyli w dalszym ciągu śledztwo prowadzone jest “w sprawie”. Sprawa tajemniczego przeistoczenia się sal wykładowych w pokoje hotelowe już zakończyła się dla KUL małym sukcesem, bo inwestor nie musi zwracać dotacji. Kosztem ok. 3 mln zł udało się budynkowi przywrócić właściwe przeznaczenie, a część tych kosztów poniósł magistrat Stalowej Woli.

Wszystko było zgodne, czyli dalej nic nie wiadomo
W KUL zmieniły się władze i jej rzecznicy nie chcą wracać do “starych spraw”. Jej rzecznik mówi tylko, że “wszystkie prace budowlane w ramach tej inwestycji były wykonywane zgodnie z projektem, który został zatwierdzony przez odpowiednie instytucje”. Projekt nadzorował Ośrodek Przetwarzania Informacji, który jest państwowym instytutem badawczym. Jej rzecznik twierdzi, że to kontrola OPI wykazała nieprawidłowości przy realizacji inwestycji i wtedy OPI nakazał dostosowanie budynku do potrzeb dydaktycznych. Wszystko mógłby wyjaśnić projektant z pewnej lubelskiej firmy, ale nie ma z nim kontaktu. I nie ma się co dziwić, że połączone siły CBA i Prokuratury mają problem z przejściem przez to bagienko.

Jerzy Mielniczuk

2 Responses to "CBA zadomowiło się w KUL"

Leave a Reply

Your email address will not be published.