Po nagłośnieniu skandalu z zaklejaniem dzieciom w zerówce buzi taśmą klejącą, wymyślaniu im od gówniarzy czy osmarkańców w szkole w Szczodrem oraz skazaniu opiekunek przedszkolnych z Wrocławia, które zatykały dzieciom nosy, by te otwierały usta (chcąc zaczerpnąć powietrza) i wpychały im do nich zwrócone lub zwymiotowane wcześniej jedzenie, i które krępowały im rączki nóżki, by zmusić ich do leżakowania, przez media przetoczyła się dyskusja o tym, gdzie kończy się dyscyplinowanie, a zaczyna przemoc i czy dzieci można, tak jak w legnickiej podstawówce, poddawać wręcz wojskowej musztrze.
Według wszelkiej maści psychologów i pedagogów, nie. A ja uważam, że dzisiejsze dzieci, chowane bezstresowo, są krzywdzone i przez rodziców, i przez pedagogów. Bo rośnie nam pokolenie (już wyrosło) nieznające słowa „nie wolno”, „nie ruszaj”, „nie rób”. Im wszystko wolno, wszystko się należy, a osoba, która im na coś nie pozwala jest do „odstrzału”. Nauczone samowoli, spełniania wszystkich zachcianek nie lubią i nie tolerują ograniczeń. O ile jeszcze można zrozumieć kilkulatka tupiącego lub wrzeszczącego w sklepie (dziecko sprawdza na ile może sobie pozwolić), bo nie dostał wymarzonej zabawki, to trudno przystać na nastolatka trzaskającego drzwiami, bo rodziców na coś nie stać lub nie pozwolili mu spędzić nocy u starszego o pięć lat kolegi. Można oczywiście powiedzieć „macie co chcieliście”, bo przecież to oni, gdy ich mały Staś kopał sąsiada w nogę mówili tylko „Stasiu nie kop pana, bo się zmęczysz”. A mama na wyścigi z babcią sprzątały po rozwydrzonym do granic wytrzymałości brzdącu. Tak to więc wygląda.
Współczesne dzieci nie wiedzą, co to jest dyscyplina, porządek czy szacunek do starszych ludzi. Nie chcą słyszeć zakazów, są agresywne i chętnie „wchodzą na głowę”. Wiedzą, że i tak nie zostaną ukarane, ba, upomniane przez rodziców czy dziadków. Nigdy nie dostają klapsów za rozrabianie, a zakaz używania komputera traktowany jest jak wyrok. Dziecka oczywiście bić nie wolno, nawet klaps klapsowi nie równy i łatwo może przerodzić się w lanie. Ale wprowadzenie jasnych zasad postępowania, obowiązków odpowiednich do wieku dziecka to konieczność. Bez tego wychowamy rozwydrzanych, agresywnych, sfrustrowanych ludzi, niezadowolonych z siebie i innych. Pełnych pretensji, bo przecież im się należy, a nie mają. Czekających aż dostaną wszystko na tacy, bez wysiłku i starań. Bo zawsze tak było.
Redaktor Anna Moraniec



2 Responses to "Dyscyplina tak, przemoc nie"