Jak to chciałem spełnić patriotyczny obowiązek

Grzegorz AntonCytat ze strony rzeszowskiej Wojskowej Komendy Uzupełnień: „Od 1 marca każdy mężczyzna podlegający powszechnemu obowiązkowi obrony może ochotniczo zgłaszać się do swojej macierzystej Wojskowej Komendy Uzupełnień, by złożyć akces do odbycia szkolenia wojskowego. Jest to oferta skierowana przede wszystkim do osób w wieku 18-50 lat, które nie były w wojsku, a chciałyby odbyć przeszkolenie wojskowe.”

Tak więc poszedłem spełnić patriotyczny obowiązek do rzeszowskiej Wojskowej Komendy Uzupełnień. W dyżurce facet jadł akurat kanapkę (wyglądał na cywila) i jednocześnie przeżuwając spisał mnie z dowodu osobistego. Następnie wysyłał mnie do okienka, w którym znajduje się informacja. Tam powiedzieli, że mnie nie przyjmą, mam poszukać jakiegoś kapitana. Wróciłem więc na dyżurkę i pytam o tego kapitana. Facet nadal przeżuwał kanapkę, ale w sumie bardzo szybko zaczął gdzieś dzwonić. Po wykonaniu kilku telefonów (których druga strona nie odebrała), odpowiedział, że kapitana nie ma. Koniec, kropka. Coraz bardziej zdziwiony pytam, do kogo mam iść? Facet od kanapki po chwili zastanowienia, powiedział, że do… okienka. Tak więc udałem się do pani z okienka, ale nikogo nie było, to po 2 minutach udałem się znowu do faceta od kanapki (tym razem już nie jadł). W końcu skierował mnie do sekretariatu – piętro wyżej. Tam z kolei zapytano mnie, czy jestem żołnierzem rezerwy. Odpowiedziałem, że nie. Szybko skierowano mnie do innego żołnierza. Ten pyta, czy jestem… żołnierzem rezerwy. Gdy usłyszał, że nie byłem w wojsku, to powiedział, że mogę iść piętro niżej. W końcu sam mnie tam zaprowadził, ale od pani z okienka (przy którym już trzeci raz byłem) usłyszałem, że nie jestem żołnierzem rezerwy, a tylko takich wysyłają na ćwiczenia. Tłumaczyłem jej, że MON zachęca do zapisów takich ludzi jak ja, którzy nie przeszli żadnego szkolenia wojskowego. Ta zrobiła dziwną minę. Wspomniany wcześniej żołnierz powiedział mi jeszcze, że mogę wypełnić wniosek, ale ważny jest on pół roku i jeżeli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego (chyba miał na myśli wojnę), to i tak mnie nikt na szkolenie nie wyśle. Zrezygnowany odszedłem i na tym skończyła się moja przygoda z wojskiem raz na zawsze.

Problem jednak jest, bo politycy, generałowie i Bóg wie kto jeszcze ogłaszają, jak to wojsko chce szkolić ludzi, a później wychodzą takie kwiatki jak ze mną. Zresztą o innych, podobnych do mojego przypadkach czytałem w Internecie. Tak sobie myślę, że to co robi państwo, to czysta partyzantka, a hasło: „jakoś to będzie” wciąż obowiązuje w naszym kraju i ma się dobrze. Zresztą nie tylko w wojsku, ale służbie zdrowia, szkolnictwie i każdej innej dziedzinie życia. Nam nie potrzeba wojny z Rosją, żeby to państwo przestało istnieć. Przy takim stylu zarządzania Polską wykończymy się sami.

Redaktor Grzegorz Anton

18 Responses to "Jak to chciałem spełnić patriotyczny obowiązek"

Leave a Reply

Your email address will not be published.