
STALOWA WOLA. Prywatni detektywi wytropili, że prosektor lobbował na rzecz pewnego zakładu pogrzebowego.
Pracownik prosektorium w Powiatowym Szpitalu Specjalistycznym bierze pieniądze za ubieranie zwłok i lobbuje na rzecz jednej z firm pogrzebowych z Niska. Szef firmy pogrzebowej ze Stalowej Woli wynajął detektywów, którzy nagrali prosektora, gdy ten wskazywał konkurencyjną firmę. Dyrektor szpitala ukarał go naganą, jednak nikt go do tej pory nie rozliczył z cichego dochodu. Właściciel innego zakładu pogrzebowego nie widzi w tym wielkiego przestępstwa. Jego zdaniem, w stalowowolskim szpitalu nie ma takiego lobbowania na rzecz konkretnej firmy pogrzebowej, jak to jest w innych miastach.
Sławomir Marczewski, właściciel zakładu „Pro Morte” ze Stalowej Woli zwrócił się do telewizji, bo żadne jego sygnały o nieuczciwości prosektora nie odnosiły skutku. Pisał do dyrektora szpitala, do starosty, a nawet Urzędu Skarbowego. Dziennikarz TV Rzeszów próbował porozmawiać ze wskazanym przez Marczewskiego pracownikiem, ale został wyrzucony z prosektorium.
– Proceder trwa przynajmniej od 15 lat – mówi Sławomir Marczewski. – Pracownik prosektorium podpowiada rodzinom zmarłych, że najtańszym i najlepszym zakładem pogrzebowym jest ten z Niska. Sam kiedyś w nim pracował. Rozmawiałem o tym z dyrektorem szpitala, a dyrektor powiedział, żebym mu przedstawił jakieś dowody. No to przedstawiłem.
Byli oficerowie CBŚ w prosektorium
Marczewski wynajął detektywów; byłych oficerów CBŚ. Ci 2 bm. łkając po stracie babci pytali w prosektorium o jakiś zakład pogrzebowy. Prosektor oczywiście wskazał zakład z Niska. W dalszej rozmowie zaoferował ubranie ciała za 150 zł. Nagranie właściciel „Pro Morte” pokazał dyrektorowi szpitala, a ten wtedy ukarał prosektora naganą. – To śmieszna kara – kwituje swoją interwencję Marczewski. – Powinien zostać zwolniony z pracy i to dyscyplinarnie. Teraz nie mam wątpliwości, że w szpitalu funkcjonuje układ. Ten człowiek groził mi pobiciem, jeżeli będę drążył sprawę, a dyrektor tylko pogroził mu palcem.
Edward Surmacz, pełniący obowiązki dyrektora stalowowolskiego szpitala, jest zaskoczony szumem wokół prosektorium. Nagana dla prosektora była, jego zdaniem, właściwą karą, bo nikt nie dowiódł, że ktoś wręczał łapówkę Piotrowi S. Tak należy traktować zapłatę za ubranie zwłok. Problem jest jednak bardzo delikatny. Szpital powinien wydać zwłoki rodzinie „w sposób nie uwłaczający godności”. W praktyce chodzi o to, by nie były nagie. Jeżeli krewni chcą ciało ubrać, to najczęściej odbierają je owinięte w prześcieradło. Zwykle jednak rodzina prosi o ubranie ciała. Robią to pracownicy zakładu pogrzebowego albo pracownicy prosektorium. O ile jednak zakład pogrzebowy potrąca sobie za tę usługę z zasiłku pogrzebowego, to ubranie przez prosektora jest dodatkowym kosztem i do tego nigdzie nie ewidencjonowanym. Marczewski wylicza, że prosektor ze Stalowej Woli tylko w ciągu ostatnich kilku lat mógł „na lewo” zarobić nawet kilkaset tysięcy złotych.
Izbie problemu nikt nie zgłaszał
– Nie zauważyłem lobbowania w prosektorium na rzecz zakładu z Niska – kontruje Piotr Banaczyk, szef firmy pogrzebowej „Memento” ze Stalowej Woli. – Nagranie z prosektorium nie jest dla mnie dowodem. Rozmowę można zawsze tak skierować, żeby rozmówca powiedział to, co chcemy uzyskać.
Dla Banaczyka sam Marczewski nie zachował się fair. Przedstawia się jako członek Polskiej Izby Pogrzebowej, a od 3 lat nie jest w tym gremium. Za to właściciel „Memento” jej wiceprzewodniczącym PIP. Izba ma sąd koleżeński i może występować w imieniu swoich członków do innych instytucji. Prosektoryjnego problemu ze Stalowej Woli nikt jej nie zgłaszał.
Jerzy Mielniczuk



9 Responses to "Afera w prosektorium"