
STALOWA WOLA. Walczyli z dwoma okupantami i ich polskimi sługusami. Ostatni poddał się 15 lat po wojnie, gdy jego kryjówkę pod Leżajskiem otoczyły specjalne oddziały milicji.
Nie wiadomo, ilu ich było, ale trzymali w szachu uzbrojoną bezpiekę do późnych lat pięćdziesiątych. Słuch miał o nich zaginąć na zawsze. Przetrwali w ludzkiej pamięci. Wielu z nich za ideę wolnego państwa oddało życie. W dużej części nie mają nawet grobów. Dlatego każde o nich wspomnienie jest dziś tak cenne.
Nowością na półkach księgarskich jest „Czas Wyklętych” autorstwa Dionizego Garbacza. Nawet nie na półkach, bo okrojony nakład rozchodzi się w wewnętrznej dystrybucji. Szansą będą kolejne wydania, a co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości.
Od Kuryłówki po Kulno
Autor jest stalowowolaninem, książka ukazała się dzięki finansowemu wsparciu miasta Stalowa Wola, więc traktuje o antykomunistycznym podziemiu z rejonu dzisiejszego północnego Podkarpacia; od Leżajska, przez Nisko po Stalową Wolę. W rejonie tym toczyły się regularne bitwy z NKWD, a potem krwawe potyczki z rodzimą bezpieką. 6 maja 1945 r. sołdaci z Armii Czerwonej rzucili się w pościg za dezerterami z LWP, którzy uciekli do „leśnych”. Trzy oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej zatrzymały sowiecki pościg pod Kuryłówką. Żołnierze „Majki” (Stanisław Pelczar), „Wołyniaka” (Józef Zadzierski) i „Radwana” (Bronisław Gliniak) wzięły w kleszcze uzbrojonych w tankietki czerwonoarmistów. W bitwie zginęło 7 żołnierzy NOW, a straty po drugiej stronie, wg różnych źródeł, sięgały od 50 do 72 zabitych. Dwa dni później sowieci spacyfikowali Kuryłówkę; wieś spalili, a każdą napotkaną osobę zabili. Tablicę poświęconą tej bitwie odsłonięto dopiero pół wieku później.
Więcej miejsca Garbacz poświęca poszczególnym żołnierzom podziemia. Życiorys każdego z nich zasługuje na odrębną pozycję, więc „Czas Wyklętych” jest wręcz nabity faktami. Cały rozdział autor poświęcił jedynie Michałowi Krupie „Wierzbie”. Nie mogło być inaczej, bo Krupa był nie tylko ostatnim żołnierzem „Wołyniaka”, ale ostatnim aresztowanym żołnierzem antykomunistycznego podziemia w naszym regionie. Został ujęty w Kulnie na leżajskim Zasaniu dopiero 11 lutego 1959 r. przez specjalną grupę MO i powołanego już ZOMO. „Zarośnięty, olbrzymi, szedł powoli w naszą stronę” – opisywał ujęcie „Wierzby” jeden z członków grupy pościgowej. Na podstawie tego opisu, Krupę na swoim pomniku „Partyzanci” umieścił jego siostrzeniec Andrzej Pityński. Pomnik stanął w centrum Bostonu, ale władze miasta nakazały przenieść go w inne miejsce, bo jest …za smutny. Bo to faktycznie nie były radosne czasy, ale to tym bardziej powód, by o nich pamiętać.
jam


