
PODKARPACIE, KRAJ. Jeżeli rząd nie pomoże firmom przewozowym, to zagrożone upadkiem będą tysiące firm.
Dwadzieścia tirów od godziny 11 do 18 blokowało w poniedziałek, 23 marca, jeden pas jezdni, jeżdżąc w Rzeszowie między rondem Pobitno a rondem imienia Jacka Kuronia. W ten sposób transportowcy z naszego regionu włączyli się do ogólnopolskiego protestu. Sprzeciwiają się bierności polskiego rządu, który nie chroni przewoźników przed niezgodnym z prawem działaniem władz niemieckich. Jak twierdzą kierowcy, Niemcy narzucają im stawki minimalne w pracy kierowców znacznie wyższe niż w Polsce, a to doprowadzi do upadku polskich firm transportowych.
Transportowcy uważają, że znaleźli się w trudnej sytuacji. Dlatego, aby zmusić rząd do udzielenia im pomocy, zablokowali ważne drogi krajowe, skrzyżowania oraz dojazdy do przejść granicznych. Protesty przewoźników odbyły się w kilkunastu miejscowościach w kraju.
– Próba wyeliminowania nas z rynku przychodzi zarówno ze wschodu, jak i zachodu Europy – mówi Ireneusz Kiełb, kierowca tira z okolic Łańcuta z Ogólnopolskiego Związku Przewoźników Transportu Drogowego. – Z jednej strony jest to objęcie polskich przewoźników niemieckimi i francuskimi przepisami o płacy minimalnej, z drugiej rosyjskie prawodawstwo, które ogranicza transport z Europy Zachodniej i Polski na wschód.
Zdaniem związkowców z branży transportowej, polski rząd tylko pozoruje działania, a bardzo cierpliwa dotychczas branża transportowa nie może już czekać.
Polski rząd chwali się tym, że z płacy minimalnej w Niemczech został zwolniony transport, który przejeżdża tranzytem, a to tylko 20 procent polskich ciężarówek. Większość transportów to przywóz albo wywóz towarów z Niemiec, a w tym obszarze nie robi się nic.
– Nasz protest dotyczy trzech punktów – powiedział Robert Hnat, podkarpacki koordynator Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego Transportu Drogowego. – Po pierwsze, dotyczy to tzw. milogu (niemieckiej płacy minimalnej), czyli obowiązku wpłacania 8,5 euro za godzinę dla kierowców zatrudnionych w polskich firmach. A to oznacza dla nich nieopłacalność przewozów na rynku zachodnioeuropejskim. Z tego powodu w skali kraju zagrożonych jest 30 tysięcy firm tej branży i około 12 tys. miejsc pracy.
Kolejny punkt przedstawiony przez Roberta Hnata, to ryczałty za nocleg. Nieprecyzyjne prawo doprowadziło do masowych roszczeń ze strony kierowców wobec pracodawców. To tez doprowadzi do upadku firm. Ostatni element to rosyjskie embargo. Metodami administracyjnymi od wielu lat Rosjanie wypierają polskich przewoźników ze wspólnego rynku. Sytuacja z roku na rok pogarsza się i gwoździem do trumny było wprowadzenie przez Rosjan embarga na import wielu produktów pochodzących z Polski.
Mariusz Andres





4 Responses to "Tiry zablokowały drogi"