
LIMANOVIA – STAL MIELEC. Stalowcy w tym roku nagminnie tracili gole i punkty w ostatnich sekundach spotkań. W Limanowej to oni zadali cios w doliczonym czasie gry.
To była przedziwna akcja. Pełna przypadkowych zagrań i kiksów oglądanych raczej na boiskach „okręgówki”. Zegar wskazywał 90 minutę, gospodarze mieli piłkę na wysokości pola karnego mielczan. Niechlujnie wyrzucili futbolówkę z autu, Stal ruszyła z kontrą, lecz nie miała pomysłu na zakończenie akcji. Pomogli rywale, więc Robert Sulewski dośrodkował z bocznej strefy w pole karne do Rafała Jankowskiego, który pokonał Amadeusza Skrzyniarza. „Jankes” oszalał ze szczęścia i trudno się dziwić. Dawno nie zdobył gola dającego drużynie 3 punkty. A przecież zwycięstwo nad Limanovią wciąż pozwala biało-niebieskim myśleć o wdrapaniu się na szczyt tabeli.
– Jesteśmy w innej sytuacji od gospodarzy. Graliśmy spokojnie aż w końcu cierpliwość została nagrodzona – komentował Janusz Białek. Trener Stali mógł być zadowolony z wyniku, z gry niekoniecznie. – Limanovia się odkrywała, mieliśmy sporo miejsca i myślałem, że to wykorzystamy. Tymczasem z mozołem konstruowaliśmy akcje w ofensywie, stworzyliśmy niewiele okazji – przyznał.
Opiekun gospodarzy Ryszard Wieczorek wyglądał na kogoś, kto już pogodził się ze spadkiem drużyny. – Remis nic nam nie dawał, graliśmy o pełną pulę, ale nerwy nie pomagają. Moim zawodnikom brakowało precyzji pod bramką Stali. Może i częściej byliśmy przy piłce, ale na koniec zostaliśmy z pustymi rękoma – martwił się.
LIMANOVIA Limanowa 0
STAL Mielec 1
(0-0)
0-1 Jankowski (90.)
LIMANOVIA: Skrzyniarz – Basta, Mysiak, Koman, Niechciał, Atanasow, Poliacek (71. Chmiest), Żołądź, Tarasenko (79. Grunt), Pribula – R. Wolsztyński (79. Ł. Wolsztyński).
STAL: Libera – Sulewski, Głaz, Duda, Załucki, Domański (70. Prejs), Żubrowski, Nikanowycz (81. Kościelny), Nowak, Cholewiak – Łętocha (72. Jankowski).
Sędziował: Konrad Gąsiorowski (Biała Podlaska). Żółte kartki: Mysiak, Poliacek, Żołądź, Tarasenko – Duda, Nikanowycz, Nowak, Łętocha. Widzów: 700.
tsz


