
FINAL FOUR PUCHARU POLSKI. Resoviacy znów nie zdobyli PP – na to trofeum czekają od 1987 roku. Tym razem musieli uznać wyższość Lotosu Trefl Gdańsk.
– Na pewno jest duże rozczarowanie, bo wierzyliśmy głęboko, że się uda wygrać ten Puchar Polski, ale przegraliśmy trochę na własne życzenie, bo były szanse w finałowym meczu, mieliśmy piłki po własnej stronie, tylko nie potrafiliśmy ich wykończyć. Jesteśmy zawiedzeni tym końcowym wynikiem, bo do Gdańska przyjechaliśmy po puchar – mówił po niedzielnym finale PP kapitan Asseco Resovii, Dawid Konarski.
Ekipa trenera Andrzeja Kowala wygrała w sobotnim półfinale z Jastrzębskim Węglem i awansowała do ścisłego finału. – Dla mnie osobiście to był pierwszy mecz rozegrany w hali Ergo Arena – mówi Marko Ivović, przyjmujący Asseco Resovii i dodaje. – Czułem duże emocje, bo hala jest bardzo duża i robi świetne wrażenie. Początkowo miałem problemy z koncentracją i zepsułem kilka piłek. Z czasem jednak było coraz lepiej i myślę, że to moje statystyki ogólne nie były najgorsze. Miałem wrażenie, że to było jedno z gorszych spotkań w moim wykonaniu, ale jak zobaczyłem statystyki, to okazało się, że wcale nie było tak źle. Najważniejsze, że mimo mojej nie najlepszej postawy wygraliśmy półfinał i zagramy o puchar – mówił z optymizmem serbski przyjmujący. Jego zespół jednak niedzielnego meczu nie rozpoczął zbyt dobrze.
– Było podobnie jak w sobotę z Jastrzębiem, ale tam nam się udało przechylić szalę na naszą korzyść. Odrobiliśmy straty, a teraz nie – mówi Dawid Konarski, atakujący ekipy z Rzeszowa. – Nie wiem, z czego to wynika, ale jesteśmy bardzo zawiedzeni, bo przyjechaliśmy do Gdańska po Puchar Polski, a wyjeżdżamy z drugim miejscem, o którym jutro już nikt nie będzie pamiętał – stwierdza Konarski.
Liczna grupa fanów Resovii, która dotarła do Gdańska, miała nadzieję, że mimo kiepskiego początku będzie w stanie odrodzić się w kolejnych setach, jak to miało miejsce wiele razy już w tym sezonie. Niestety, tym razem gra podopiecznych trenera Andrzeja Kowala szła jak po grudzie, choć trzeba docenić świetną postawę rywali, w szeregach których nie do zatrzymania byli Mateusz Mika (61 proc skuteczności ataku) i Sebastian Schwarz (66 proc). Natomiast w grze Asseco Resovii za dużo było niedokładności, a szczególnie niewykorzystanych szans.
– Zagraliśmy bardzo źle w wielu elementach. Zagrywka u nas nie funkcjonowała, tak samo było z atakiem. Nie wykorzystywaliśmy szans, jakie dawali nam rywale i to się zemściło – mówi Dawid Dryja, środkowy Asseco Resovii, która w IV secie była na dobrej drodze na doprowadzenie do tie-breaka, gdy prowadziła 15:11 czy 16:13. – Mieliśmy wszystko w swoich rękach, ale nie udało się. Nasza przeciętna gra to było za mało na dobrze dysponowany Trefl – mówi Dryja.
Świetne nastroje panowały w ekipie gospodarzy, która ma wyborny sezon. Lotos Trefl zdobył już Puchar Polski i gra w finale PlusLigi. – Cieszę się, że mamy taki sezon, jaki mamy – mówi Mateusz Mika, wybrany MVP turnieju. – Jako drużyna osiągnęliśmy bardzo dużo, także dlatego, że poza boiskiem jesteśmy bardzo zgraną grupą. Nie ma wśród nas ani jednego niedowiarka, wszyscy wierzymy, że możemy zwyciężać i to jak na razie przynosi efekty. Naszym dużym atutem jest to, że nawet jeśli któremuś z nas nie wychodzi w jednym elemencie, to próbuje pomóc w innych, a tymczasem koledzy zastępują go w tym, który mu nie wychodzi. Może to brzmi trochę skomplikowanie, ale po prostu pomagamy sobie w trudnych chwilach i nieustannie wierzymy – mówi Mika, który w latach 2009-2012 bronił barw klubu z Rzeszowa. -To spotkanie miało jakiś tam dodatkowy smaczek, lecz po prostu cieszę się ze zdobycia trofeum. To jest główny powód tej radości, a nie fakt, że ograliśmy mój były klub – dodaje Mika.
LOTOS TREFL Gdańsk 3
ASSECO RESOVIA 1
(25:22, 21:25, 25:21, 25:23)
LOTOS: Falaschi 3, Mika 21, Gawryszewski 6, Troy 15, Schwarz 21, Grzyb 4 oraz Gacek (libero), Czunkiewicz, Schulz, Stępień.
RESOVIA: Drzyzga 4 , Penczew 7, Dryja 6, Schöps 23, Ivović 14, Nowakowski 10 oraz Ignaczak (libero), Konarski, Tichacek, Lotman 5, Buszek, Holmes.
Sędziowali: M. Herbik i T. Janik (obaj Warszawa).
Rafał Myśliwiec, Gdańsk


