
STALOWA WOLA. Zamiast pić piwo i bawić się discopolowo, zbierają pieniądze i szkolą. Im podobnych nie powinno zbraknąć w każdym mieście. Dlaczego państwo nie kupuje automatycznych defibrylatorów? Zapytajcie się posłów i ministrów.
Wolontariusze rozpoczynają zbiórkę pieniędzy na automatyczne zewnętrzne defibliratory serca (AED). W mieście ma ich zawisnąć dziesięć. Ile istnień uratują? – Sam ich widok daje komfort bezpieczeństwa życia – mówi kardiolog dr Marek Ujda. Programy instalacji defibrylatorów padły w Krakowie i Łodzi. Bądźmy mądrzejsi. To są drobne pieniądze, a życie nie ma ceny. Jedno urządzenie to tylko kilka tysięcy złotych. A pomaga!
Celowo nie podajemy konkretnej ceny AED, bo waha się ona od 5 do 10 tys. zł. Zależy ona głównie od wyposażenia „skrzynki ratowniczej”. Nie jest ono jednak wielkie. Ot, po prostu zwykły instruktor ratowania życia. Wystarczy go tylko uruchomić.
Przylep plaster – mówi nam urządzenie
„Stalowa Wola dla serca” to akcja Grupy Inicjatyw Twórczych. Grupa wpisała się w Dni Stalowej Woli. Nie tańczy, nie śpiewa, a chce tylko ratować życie współmieszkańcom. – Chcemy niejako uzmysłowić ludziom, jak łatwo jest uratować życie, które nawet przez przypadek zanika – mówi Philipp Zalewski z GIT. Wolontariusze Grupy będą zbierać pieniądze na defibrylatory w czasie pierwszego majowego weekendu. 100 tys. zł byłoby sukcesem, bo wtedy udałoby się zawiesić defibrylatory nie tylko w newralgicznych miejscach miasta, ale też i w ościennych gminach. Takie pakiety ratunkowe powinny mieć też zakłady pracy, ale o tym nie teraz. – Zostaje tylko przekonać ludzi, że użycie AED nie szkodzi – przekonuje dr Marek Niemiec.
Łatwo powiedzieć. Przekonali się o tym krakowiacy i mieszkańcy miasta włókienniczego. Kilka lat temu skrzynki z defibrylatorami zostały zawieszone w tamtejszych centrach handlowych. Ani jedna nie została otwarta. A wystarczy wcisnąć jeden przycisk! Ratownicy z Pogotowia w Stalowej Woli będą przez weekend uczyć wszystkich zasad udzielania pierwszej pomocy. To tylko kilkadziesiąt uciśnięć i wybranie numeru pogotowia. – Przylep plaster na piersi – podpowiada automatyczny defibrylator. Resztę w zasadzie sam robi. Przylepienie plastra do ciała osoby umierającej, nie wymaga odwagi. A życie wtedy komuś przywracamy! Zielona skrzynka z napisem AED musi być jak gaśnica. Wszędzie, gdzie jest potrzebna.
Dajmy sobie szansę
– Każdy z nas, w każdej chwili może znaleźć się w miejscu umierającego i ratującego. Bądźmy tym drugim – podpowiada dr Niemiec. Jest szefem stalowowolskiego pogotowia. Śmierć nie jest mu obca, ale świadomość, że nikt jej nie przeciwdziała, już tak. Niedawno w Stalowej Woli umarł człowiek, który przez 3 godziny, w samochodzie na parkingu, leżał w agonii. Ludzie się tylko przyglądali. – Dajmy przynajmniej sobie szansę – apelują wolontariusze GIT. Przez trzy dni będą zbierać pieniądze, ale też uczyć resuscytacji. To nie jest trudne, o czym przekonali się chociażby dziennikarze, którym udało się otworzyć skrzynkę z napisem AED.
Jerzy Mielniczuk



One Response to "Ratuj. Nie zastanawiaj się!"