Utarło się przekonanie, że każdy może jeździć samochodem, a to nie prawda. W ubiegłym tygodniu w Nowym Tomyślu, w grupę przedszkolaków wjechała kobieta. Powód? Wstępnie policjanci ustalili, że kobieta choruje na cukrzycę i zasłabła za kierownicą. I tu moje pytanie: czy ktoś bada kierowców, sprawdza, co im dolega? A nikt.
Nie wiem jak jest z tymi, którzy uzyskują obecnie prawo jazdy, ale odkąd ja zdałem egzamin kilkanaście lat temu (podobnie zresztą jak inni kierowcy 20, 30 czy 40 lat temu), to do dzisiaj nikt, absolutnie nikt nie sprawdził stanu mojego zdrowia. Takich jak ja kierowców jest w Polsce mnóstwo – zdecydowana większość zdrowych. Ale też część z tych kierowców choruje na jakąś poważną chorobę.
Jest mnóstwo chorób, które, według mnie, całkowicie dyskwalifikują z bycia kierowcą, m.in. wspomniana wcześniej cukrzyca czy padaczka. Z racji zainteresowań zawodowych codziennie słyszę o różnych wypadkach drogowych. Często są to lakoniczne informacje policyjne typu „z niewyjaśnionych przyczyn” zjechał na przeciwległy pas i zderzył się czołowo lub wjechał w drzewo czy do przydrożnego rowu. Kierowcy ci giną, a nikt nie zadaje sobie zbyt wiele trudu, żeby stwierdzić, co było rzeczywistą przyczyną. Najłatwiej powiedzieć, że prędkość i tym podobne rzeczy. A może te „niewyjaśnione przyczyny”, to właśnie jakaś choroba i nawet chwilowe zasłabniecie? Nie muszę chyba tłumaczyć, co może się stać, gdy kierowca straci świadomość bodaj na chwile, jadąc z „zawrotną” prędkością 60 km/h.
Chorzy zapewne powiedzą mi, że ich dyskryminuję. Nie. Bo nie mówię, że powinno się ich wyrzucić na margines życia. Owszem – pracujcie, róbcie tysiące rzeczy w życiu, bo takie jest wasze prawo, ale są pewne zajęcia, których nie możecie wykonywać. I żeby nie było, że się czepiam wszystkich na coś chorych i niepełnosprawnych. Dla mnie kierowca niemający nóg, a jadący przystosowanym do niego samochodem jest osobą, której absolutnie nie obawiam się na drodze, obawiam się za to kogoś, kto przy swojej chorobie może często z różnych względów tracić świadomość. Jeżeli taka osoba pójdzie w góry i sama wspina się na nie, a następnie zasłabnie i odpadnie od ściany to poza tym, że sama zginie, to nie zrobi nikomu krzywdy. Jesteś dorosły, w pełni świadomy swojej decyzji, podejmujesz ryzyko i to twój problem. Na drodze są jednak także inni uczestnicy ruchu i w razie wypadku mogą oni stracić zdrowie lub życie. Jeżeli państwo nic nie robi, żeby ochronić swoich obywateli, to ja apeluję do tych, którzy nie powinni jeździć ze względów medycznych. Przestańcie jeździć, pomyślcie o innych, którzy mają swoje rodziny i tak samo jak wy chcą żyć.
Redaktor Grzegorz Anton



One Response to "Nie każdy musi jeździć samochodem"