Niezwykły awans Sokoła!

Takich zaciętych pojedynków jak ten Damiana Pielocha (nz. z lewej) z Maciejem Klimą było w łańcuckiej hali wiele. Ostatecznie zwycięsko wyszli z nich gracze Sokoła, którzy awansowali do finału. Fot. Paweł Bialic
Takich zaciętych pojedynków jak ten Damiana Pielocha (nz. z lewej) z Maciejem Klimą było w łańcuckiej hali wiele. Ostatecznie zwycięsko wyszli z nich gracze Sokoła, którzy awansowali do finału. Fot. Paweł Bialic

I LIGA MĘŻCZYZN. W półfinałowych derbach Podkarpacia gospodarze dopiero w środę po raz pierwszy przełamali „klątwę” własnego parkietu.

Nieczęsto zdarza się, aby drużyna, która po dwóch pierwszych meczach przed własną publicznością przegrywała 0-2, później z nawiązką odrobiła straty i ostatecznie zwycięsko wyszła z całej batalii. Tej nie lada sztuki dokonali gracze Sokoła Łańcut, którzy w środę po raz trzeci z rzędu pokonali Miasto Szkła Krosno i przypieczętowali awans do wielkiego finału.

Koszykarze obu drużyn, mając na uwadze wysoką stawkę meczu, rozpoczęli go bardzo ostrożnie, a zarazem nerwowo. W pierwszej kwarcie żaden z zespołów nie mógł pochwalić się większą niż 50-procentowa skuteczność rzutów z gry. Ciekawostką jest też fakt, że jedni i drudzy do spółki popełnili w pierwszych 10 minutach zaledwie 3 faule! Jako pierwsi ze zdobytych punktów mogli się cieszyć goście (Salamonik). Jak się później okazało, były to dla nich miłe złego początki. W kolejnych minutach sprawy w swoje ręce wzięli łańcucianie, którzy przez całą inauguracyjną kwartę minimalnie przeważali. Przy stanie 17:16 celnie zza linii 6,75 m przymierzył Marcin Pławucki i gospodarze odskoczyli na 4 „oczka” (20:16). W kolejnej odsłonie zacięta walka trwała do stanu 24:20. Później „piąty bieg wrzucili” podopieczni Dariusza Kaszowskiego, wśród których prym wiódł Tomasz Fortuna (10 pkt w pierwszej połowie). W 15 min właśnie po jego „trojce” Sokół prowadził już 34:23, ale to nie było jeszcze jego ostatnie słowo w tej połowie. Jej wynik ustalił kolejną celną „trójką” Szymon Rduch i miejscowi mieli już z zapasie 13 punktów (41:28).

Festiwal „trójek” i nerwowa końcówka
Gdy drugą połowę nie inaczej tylko kolejną „trójką” (Bręk) otworzył Sokół, w ekipie z Krosna zaczęło się robić nerwowo (44:28). Jak przystało na derby, to jednak nie był koniec emocji. Goście rzucili wszystkie umiejętności na szalę i zaczęli mozolnie odrabiać straty. Celne rzuty Dariusza Oczkowicz i Michała Barana sprawiły, że krośnianie odrobili część strat (51:38). To był jednak łabędzi śpiew przyjezdnych, bowiem jeszcze w III kwarcie Sokół odskoczył na dystans 20 punktów (58:38) i co niektórzy bardziej zniecierpliwieni fani z Łańcuta zaczęli fetować już awans do finału. Ten ostatecznie stał się udziałem graczy Sokoła, którzy jednak w ostatnich minutach musieli się mieć na baczność. Miasto Szkła bowiem walczyło dzielnie do końca i na niespełna 2 minuty przed końcową syreną, przewaga gospodarzy stopniała do zaledwie 9 punktów (82:73), a 60 sekund później Sokół prowadził już tylko 82:76. Celny osobisty Bręka (83:76) nie rozstrzygnął jeszcze losów spotkania, bowiem goście faulowali na potęgę, a miejscowi… na potęgę pudłowali osobiste (Bręk i Fortuna). Sytuację uspokoił dopiero Fortuna, który na 15 sekund przed końcem meczu przymierzył za 2 punkty. W tym momencie Sokół prowadził już 86:78 i takiej przewagi nie mógł już roztrwonić.

SOKÓŁ Łańcut 86
MIASTO SZKŁA Krosno 78
(20:16, 21:12, 24:21, 21:29)
SOKÓŁ: Bręk 19 (3×3), Fortuna 12 (2×3), Kulikowski 14, Klima 8 (2×3), Rduch 11 (3×3) oraz Pławucki 10 (2×3), Czerwonka 0, Wrona 3, Pisarczyk 9 (1×3)
MIASTO SZKŁA: Baran 15 (3×3), Oczkowicz 7, Pieloch 17 (4×3), Dłuski 12, Salamonik 14 (1×3) oraz Parzych 4, Misiewicz 0, Małgorzaciak 0, Wyka 9 (1×3).

Stan półfinałowej rywalizacji (do 3 zwycięstw): 3-2 dla Sokoła, który awansował o finału.

Marcin Jeżowski

Leave a Reply

Your email address will not be published.