Ostatnio opinią publiczną wstrząsnęła decyzja sądu, którego wyrokiem samotna matka z Wrocławia straciła dwie, blisko 7-letnie córeczki, bo sędziowie doszli do wniosku, że jest niewydolna wychowawczo, a do tego chora i zbyt gruba. Na dodatek opiekuje się zniedołężniałym ojcem, co zabiera jej czas, który mogłaby poświęcić córkom. Dziewczynki trafiły do placówki zastępczej, a zrozpaczona matka podjęła dramatyczną walkę o swoje dzieci.
Na razie ma zgodę na odwiedziny – 4 razy w tygodniu, z czego skwapliwie korzysta. Podjęła też kurs poprawienia „kompetencji wychowawczych”. Tu rodzi się pytanie: dlaczego dzieci odebrano jej teraz, skoro kobieta choruje od 25 lat, a gruba jest co najmniej od kilkunastu? Czy nie lepiej byłoby jej pomóc, dając jej na przykład tak modnego teraz „asystenta rodziny”? I wysłać na ten kurs poprawiania kompetencji wychowawczych, zanim odebrano jej dzieci. Przecież dla siedmioletnich dziewczynek, wywiezionych z domu i oddanych w obce, chociaż może mające kompetencje wychowawcze ręce, to trauma, którą będą pamiętały do końca życia. Tylko co to obchodzi urzędników. Oni zareagowali. Mogą więc spać spokojnie, w przeciwieństwie do zrozpaczonej matki i jej nic nierozumiejących bliźniaczek.
Straszne w ogóle jest to, z jakich powodów w Polsce można stracić dziecko. Otóż, według oficjalnych danych rządowych, co piąte dziecko jest odbierane wyłącznie z powodów socjalnych, tzn. biedy w rodzinie. To skandal, bo wielu rodziców nie jest winnych takiej sytuacji, a państwo zamiast im pomóc, jeszcze ich prześladuje. To skandal, że państwo pozwala, by blisko 1,5 miliona dzieci żyło w biedzie lub niedostatku (informacje GUS). Ponad pół miliona dzieci nie dojada, 450 tys. nie ma wszystkich podręczników, bo rodziców na nie nie stać. Z powodu biedy 530 tys. dzieci nie chodzi do specjalistów.
Prof. i poseł Józefa Hrynkiewicz twierdzi, że rząd ucieka przed problemem od dawna. – Sprawa podstawowa, jak dożywianie w szkołach, nie jest przez rząd załatwiona właściwie. Rząd nie chce przyjąć ustawy o tym, żeby były stale przyznane fundusze na dożywianie dzieci. To rzecz absolutnie skandaliczna. Dlaczego nie chce przyjąć ustawy? Bo jeśli nie przyjmie ustawy, to można raz dać więcej, raz dać później. Zresztą do tej pory nie zostały wszystkie te podstawowe dokumenty zatwierdzone i w związku z tym gminy nie mają za co karmić dzieci – mówi.
Do czego to doprowadziło? Do tego, że w katolickim kraju, w którym niektóre ugrupowania walczą o każde poczęte dziecko (nieważne, czy ma się urodzić zdrowe czy z nieuleczalną chorobą, z którą rodzice pozostaną potem sami sobie), każe kolejne dziecko w rodzinie oznacza wzrost ubóstwa. Do tego, że w Polsce urodzenie dziecka – szczególnie trzeciego – jest gwarancją, że ta rodzina będzie bardzo biedna, że w tej rodzinie pojawi się naprawdę skrajne ubóstwo. A wtedy wystarczy zgłosić się do opieki społecznej. Oni znajdą rozwiązanie. Brakuje ci pieniędzy ? Nie stać cię na zakup podręczników, straciłeś pracę? To znak, że jesteś niewydolny wychowawczo, nie radzisz sobie w życiu. Trudno, Twoje dzieci trafią do rodziny zastępczej, domu dziecka, czyli instytucji, które dostaną pomoc finansową od państwa. Czy to nie absurd i skandal? O tak. W dodatku nikt nie pyta o zdanie samych dzieci, bo „dzieci i ryby głosu nie mają”, a przecież w większości wypadków dzieci wolałyby zostać z rodzicami, które je kochają, niż iść w obce ręce, które w dodatku mogą skrzywdzić, o czym coraz częściej słychać w mediach.
A wystarczyłoby (oczywiście pod kontrolą, bo nie można generalizować, że bieda jest wynikiem mniejszej zaradności, a nie np. patologii) przeznaczyć na pomoc dla nich tylko część kwoty przekazywanej domom dziecka, by rodzina stanęła na nogi, a dzieci żyły szczęśliwe, kochani przez rodziców, a nie przez wychowawców.
Najgorsze jest to, że kiedy ruszy machina systemu, wyrwanie się z jej trybów graniczy z cudem. I nawet jeżeli posłanie dzieci do domu dziecka lub rodziny zastępczej ma stać się dla rodziców motywacją do zmiany na lepsze, odzyskanie potomstwa bywa bardzo trudne. A trauma rośnie z obu stron. I tylko urzędnicy czują się dobrze.
Redaktor Anna Moraniec



One Response to "Chodzi o to, by nie wylać dziecka z kąpielą"