STAL RZESZÓW – HETMAN ŻÓŁKIEWKA. – Na nasze twarze wrócił uśmiech – podkreślał Marcin Wołowiec, trener gospodarzy.
Pierwszy wybuch radości wśród piłkarzy Stali i na trybunach nastąpił, gdy sędzia zakończył sobotni mecz. Drugi, znacznie potężniejszy, gdy spiker ogłosił, że Chełmianka strzeliła gola Karpatom i w Krośnie jest 1-1. Na pięć kolejek przed końcem sezonu Stal traci do lidera już tylko 2 punkty.
– Czy teraz pojawi się większa presja? Mam nadzieję, że ten okres mamy za sobą. Zespół gra na pełnych obrotach, doświadczeni zawodnicy ściągają ciężar z naszej młodzieży. Nie boimy się finiszu – odpowiadał Marcin Wołowiec, trener biało-niebieskich. I rzeczywiście. Począwszy od derbów z Resovią, stalowcy wygrali sześć z siedmiu spotkań, stracili tylko 4 gole. W sobotę zrehabilitowali się za jesienną wpadkę w Żółkiewce (0-1) i z optymizmem mogą spoglądać w przyszłość.
Jak w okręgówce
Hetman w I rundzie zabrał punkty nie tylko Stali. Zremisował z Resovią i Motorem Lublin, pokonał Orlęta i Izolator. Wiosną jednak wyhamował i ma niewielkie szanse na uniknięcie spadku. W sobotę goście prezentowali się na boisku równie opłakanie, jak ich… autobus. Rejsowy autosan z kilkudziesięcioletnim stażem.
– Jeszcze rok temu zastanawialiśmy się, czy warto wchodzić do trzeciej ligi. W naszym klubie od czasów „okręgówki” niewiele się bowiem zmieniło. Jakieś pieniądze są, nie ma natomiast piłkarzy, poza dwoma, z doświadczeniem z wyższych lig – tłumaczył opiekun Hetmana, Waldemar Wiater. – Jesienią kilka niespodzianek sprawiliśmy, ale teraz już tak dobrze nie jest. Bardzo chcieliśmy zagrać przyzwoite spotkanie, lecz wyszło, jak wyszło. Posypał się nam skład, w Rzeszowie nie miałem czterech podstawowych zawodników. Tak czy owak, gospodarze bardziej cieszyli się z remisu Karpat niż ze zwycięstwa nad nami, a to też o czymś świadczy – spuentował gorzko.
Czy ktoś jeszcze wierzył?
Z pięciu goli wbitych Hetmanowi najładniejsze były te na 1-0 Piotra Murawskiego (czyściutkie, techniczne uderzenie w okienko) i na 5-0 Sebastiana Brockiego z rzutu wolnego. – Sebek zostaje zawsze po treningu i ćwiczy takie strzały – chwalił swojego zawodnika Marcin Wołowiec. Brocki do bramki dołożył dwie asysty, miałby i trzecią, ale Łukasz Szczoczarz przegrał pojedynek z Danielem Gwardyńskim. „Szczota” był zresztą największym pechowcem sobotniego starcia. Spędził na boisku zaledwie kwadrans, bo nabawił się urazu. Na wysoką notę zapracował z kolei „Muraś”, w końcu dwa gole i asysta nie zdarzają się co tydzień. Tuż przed przerwą skrzydłowy Stali przeprowadził akcję meczu: przemknął niczym błyskawica obok obrońców gości i spod linii końcowej pola karnego wyłożył piłkę Michałowi Szymańskiemu.
– Na nasze twarze wróciły uśmiechy – podkreślał na konferencji prasowej Marcin Wołowiec. – Wciąż walczymy o pierwsze miejsce, a przecież po marcowym meczu w Krośnie, mało kto z siedzących w tej sali wierzył, że pościg jest możliwy.
Fakt. Od pamiętnego lania w Krośnie 15 marca, Stal odrobiła do Karpat aż 9 punktów.
STAL Rzeszów 5
HETMAN Żółkiewka 0
(3-0)
1-0 Murawski (23.), 2-0 Kosiarczyk (31. – samob.), 3-0 Szymański (45.), 4-0 Murawski (84.), 5-0 Brocki (86.)
STAL: Beszczyński – Drożdżal, Bednarczyk, Drelich, Suswam, Szymański (64. Karwacki), Baran, Lisańczuk (64. Szczoczarz, 80. Mykytyn), Murawski – Brocki (87. Żebrakowski), Prędota.
HETMAN: Gwardyński – Kasperek, Nogas, Kosiarczyk, Wójcik, Zając, Bogusz, Derevlov (67. Banaszak), Bogusz, Rutkowski (61. Baran) – Ivlev.
Sędziował: Mateusz Nowak (Stalowa Wola). Żółte kartki: Brocki, Drożdżal. Widzów: 200.
Tomasz Szeliga
[print_gllr id=148908]


