Urzędniczka ukradła wszystkie zapomogi

- Radni sami nową uchwałą podjętą w marcu zmniejszyli sobie diety tak, by kwota którą dotychczas dostawali była taka sama, ale wyliczona już bez błędu - informuje zastępca burmistrza Przeworska, Dariusz Łapa.
Mieszkanka gm. Zaleszany mogła wziąć przykład z pewnej mieszkanki Stalowej Woli, która trzy lata wcześniej wyczyściła kasę zapomogowo-pożyczkową stalowowolskiego magistratu. Ta zgarnęła kilka razy więcej, a tłumaczyła się, że wcześniej sama została oszukana na dość poważną kwotę. Nikt do tej pory nie wie, czy to była prawda. Dostała wyrok w zawieszeniu, pieniędzy do kasy nie zwróciła. Fot. Archiwum

ZALESZANY, STALOWA WOLA. Z pieniędzy po cichu wyjmowanych z kasy, najpierw spłacała kredyt bankowy, a potem tak już jej zostało.

Pracownica Urzędu Gminy w Zaleszanach opróżniła kasę zapomogowo-pożyczkową. Przywłaszczyła sobie blisko 44 tys. zł. W urzędzie pracowała 20 lat, kradła przez 20 miesięcy. Z pracy wyleciała z „dyscyplinarką”, a przygarnięte pieniądze będzie musiała oddać. Inni jeszcze długo będą czekać na jakąkolwiek pożyczkę, o ile kasę w ogóle uda się odbudować.

Kasy zapomogowo-pożyczkowe to forma samopomocy. Jej członkowie wpłacają comiesięczne składki, by w razie czyjegoś nieszczęścia wesprzeć go finansową zapomogą. Częściej członkowie kasy biorą nieoprocentowane pożyczki. I takie pożyczki dla wszystkich, czyli dla siebie, od czerwca 2013 r. brała 47-letnia urzędniczka.

Sposób stary jak kasy
Zakład pracy, w tym przyapdku Urząd, udziela kasie tylko pomocy technicznej. W pozostałych kwestiach kasą rządzi społeczny zarząd. Ze względu na koszty, obsługą kasy zwykle zajmuje się jedna osoba. Tę osobę trzeba jednak nadzorować, a w Zaleszanach ten obowiązek został zaniedbany. Urzędniczka wcale nie wpadła na oryginalny pomysł; tak okradzionych zostało już ileś podobnych kas. Po prostu księgowała pożyczki na inne osoby, a pieniądze wkładała do swojej kieszeni. Wzięła w ten sposób kilkadziesiąt pożyczek na łączną kwotę 43929 zł. Z przywłaszczanych pieniędzy najpierw spłacała swój bankowy kredyt, a potem już tak brała z przyzwyczajenia, na drobniejsze i grubsze wydatki. Każda pożyczka to od 2 do 4 tys. zł. Wpadła, gdy na przełomie zimy i wiosny obsługę kasy powierzono innej osobie.

– Byłej już urzędniczce postawiono zarzut przywłaszczenia pieniędzy, czyli przestępstwo z art. 284 kodeksu karnego – mówi prok. Piotr Walkowicz, zastępca Prokuratora Rejonowego w Stalowej Woli. Była kasjerka została najpierw zwolniona z pracy, potem zatrzymana na 48 godzin, a teraz ma zakaz opuszczania kraju, dozór policyjny i musiała wpłacić poręczenie majątkowe. Współpracuje ze śledczymi.

Jerzy Mielniczuk

One Response to "Urzędniczka ukradła wszystkie zapomogi"

Leave a Reply

Your email address will not be published.