
JASŁO. Śledczy w dalszym ciągu twierdzą, że to Janusz G. stoi za zabójstwem pielęgniarki z Jasła.
Nieczęsto się zdarza, żeby oskarżony o zabójstwo został wypuszczony z aresztu śledczego na wolność jeszcze przed rozpoczęciem procesu. Tak się jednak stało w przypadku Janusza G., który, według prokuratury, miał zabić swoją byłą żonę. Tyle że sprawa zaginięcia lub jak woli jasielska prokuratura, zabójstwa Haliny Gorczycy jest nietypowa, bo oskarżony nie przyznaje się konsekwentnie do winy, a śledczy otwarcie przyznają, że nie dysponują mocnymi dowodami. Co więcej, wciąż nie odnaleziono ciała kobiety.
Janusz G. spędził za kratami 293 dni, wcześniej usłyszał zarzut zabójstwa. Nigdy jednak nie przyznał się do winy, choć rozmawiał zarówno z prokuratorem, policjantami i detektywem Krzysztofem Rutkowskim, który odwiedził oskarżonego w Areszcie Śledczym w Sanoku. G. przeszedł podczas pobytu za kratami także obserwacje psychiatryczną. Mężczyzna odwoływał się od decyzji o umieszczeniu go w areszcie i niedawno, pomimo tego, że sąd okręgowy uznał, że w areszcie ma przebywać do 6 lipca, sąd apelacyjny uznał, że dowody w śledztwie już zostały zebrane i do końca maja mężczyzna ma zostać wypuszczony z aresztu. W tym miejscu należy przypomnieć, że mężczyźnie grozi nawet dożywotni pobyt w więzieniu. Wobec takiego postanowienia sądu w prokuraturze uznali, że nie ma co trzymać mężczyzny w areszcie i wypuścili go na wolność już 25 maja. – Mężczyzna ma jednak zgłaszać się na dozory policyjne i nie może opuszczać kraju – mówi Kazimierz Łaba, szef jasielskiej prokuratury.
Dodaje jednocześnie, że jak tylko zostanie sporządzona opinia z obserwacji psychiatrycznej Janusza G., to powstanie akt oskarżenia, prawdopodobnie w czerwcu. – Nadal uważamy, że mężczyzna zabił kobietę. Przyznam jednak, że nie mamy jakichś supermocnych dowodów – przyznaje prokurator.
Czy uda się kiedykolwiek odnaleźć ciało?
Pani Halina zaginęła w nocy 5 sierpnia 2014 r., najprawdopodobniej pomiędzy godziną 21.30 a 22. O tym, że pani Halina zaginęła, rodzina dowiedziała się 6 sierpnia o godzinie 16, kiedy jej syn przyszedł do domu. Wcześniej nie odbierała telefonów. Co ważne, nie było śladów włamania. Z domu nic nie zginęło, wszystkie telefony i dokumenty zostały na miejscu. Bezpośrednio w domu znaleziono krew na pierwszym i drugim korytarzyku. Krew wlała się także pod linoleum, a pojedyncze krople znaleziono również w łazience. Krew należała do Haliny Gorczycy, podobnie zresztą jak ta znaleziona przez policjantów w samochodzie oskarżonego. Funkcjonariusze nie znaleźli jednak do tej pory ciała pielęgniarki.
Grzegorz Anton



One Response to "Sąd kazał wypuścić z aresztu podejrzanego o zabójstwo"