
KOLBUSZOWA. Zaczyna brakować pieniędzy na tak prozaiczne rzeczy, jak regularne utrzymywanie zieleni. Efekt?
Sołtysi kolbuszowskich wsi skoczyli sobie do gardeł, kłócąc się publicznie, gdzie w pierwszej kolejności powinna być koszona trawa. Michał Karkut, sołtys Kolbuszowej Górnej, przekonuje, że priorytet powinny mieć miejscowości położone wzdłuż głównych szlaków komunikacyjnych: – W dalszej kolejności winniśmy zadbać o wsie położone dalej od głównych tras – zaapelował Karkut i… „włożył kij w mrowisko”.
Słowa te nie spodobały się m.in. Stanisławowi Miazdze, sołtysowi Poręb Kupieńskich: – Zaczynają być równi i równiejsi – grzmiał Miazga. – W naszej miejscowości także są zaniedbane tereny zielone, ale sam biorę kosę i koszę, często pomagają mi w tym mieszkańcy. Jestem gospodarzem wsi i o nią dbam, a nie proszę o to burmistrza – irytował się.
Burmistrz Jan Zuba wskazuje na ograniczone finanse gminy, tłumacząc, że „tak krawiec kraje, jak mu materiału staje”: – Kolbuszowa Górna jest koszona wtedy, kiedy trawy są już wysokie. Nie stać nas na to, żeby robić to raz w miesiącu – mówił Zuba. – Zwróćmy uwagę, co robi zarządca drogi krajowej nr 9. Wykoszą rowy dwa razy w roku: w okolicach czerwca i w okresie przedjesiennym. To o czymś świadczy. Ja naprawdę jestem za tym, żeby nasze miejscowości piękniały, ale muszę być realistą – zaznaczył burmistrz.
Jan Zuba oświadczył, że utrzymanie zieleni na terenie poszczególnych wsi powinny finansować fundusze sołeckie: – Wtedy już we wrześniu jasno sprecyzowane byłyby zadania na rok następny, takie jak np. koszenie traw – podkreślał. Jeżeli każda miejscowość coś ze swojego budżetu przeznaczy na ten cel, to z gminy łatwiej będzie dołożyć różnicę – dodał.
Paweł Galek



2 Responses to "Zaciekłe kłótnie o koszenie trawy"