
ORLEN LIGA. Rozmowa z Joanną Kapturską, nową atakującą Developresu SkyRes Rzeszów.
We wtorek, 2 czerwca, w rzeszowskim klubie nastąpiło uroczyste podpisanie rocznej umowy z atakującą Joanną Kapturską. To najbardziej utytułowana zawodniczka Developresu SkyRes. Była reprezentantka kraju, srebrna (z Centrostalem Bydgoszcz) i brązowa (z Aluprofem Bielsko-Biała) medalistka mistrzostw Polski. Ostatnie dwa lata Kapturska spędziła we włoskiej II lidze, w Pawii i Vicenzie. Z tym ostatnim klubem awansowała niedawno do Serie A.
– Skąd decyzja o powrocie do Polski? Siatkarki wybierają raczej odwrotny kierunek.
– Tęsknota za domem, rodziną, polską ligą – to są powody, dla których zdecydowałam się wrócić do kraju.
– Podejrzewam, że nie tylko 11 zespół ubiegłego sezonu chciał panią u siebie?
– Miałam propozycje z innych klubów, ale razem z mężem wybraliśmy Developres.
– Długo się pani zastanawiała nad przyjęciem oferty?
– Niedługo.
– Jeden dzień?
– Nie, tak to nie działa (śmiech). Trochę dłużej.
– Telefon z Rzeszowa panią zaskoczył?
– Bardzo. Ale to było miłe. Zdziwiłam się, że ktoś śledzi drugą ligę włoską. Że wie o moim istnieniu (śmiech).
– W Developresie zna pani tylko trenera?
– Tak, z Mariuszem Wiktorowiczem poznaliśmy się wcześniej i była to owocna współpraca. Wspólnie zdobyliśmy w Bielsku-Białej brązowy medal mistrzostw Polski. Nie znam natomiast, nawet nie kojarzę, zawodniczek Developresu. Myślę jednak, że stworzymy zgraną paczkę. Słyszałam, że dziewczyny trzymają się razem, że jest tu fajna atmosfera.
– Była pani kiedyś w Rzeszowie?
– Kilka lat temu grałam tu z reprezentacją w turnieju Grand Prix, pamiętam świetną atmosferę w hali, która zresztą prezentuje się imponująco. Czasu na zwiedzanie miasta oczywiście nie było, teraz też niczego nie zobaczyłam, ale wkrótce nadrobię zaległości.
– Jest pani najbardziej utytułowaną siatkarką Developresu. Od pani będzie się wymagać najwięcej.
– Lubię wyzwania, trener Wiktorowicz rekomenduje mnie jako walczaka. Zrobię wszystko, żeby pomóc swojemu nowemu klubowi.
– Wróćmy jeszcze do Italii. Vicenza to ciekawe, pełne zabytków miasto. Rzut kamieniem stamtąd do Wenecji. Wyobrażam sobie, że niełatwo opuszczać takie miejsce?
– Zgadza się, okolica jest urocza, a ludzie bardzo sympatyczni. We Włoszech panuje rodzinna atmosfera, podobało mi się to i niewykluczone, że jeszcze tam wrócę. Na razie jednak chcę powalczyć w polskiej lidze. Dużo pozytywnego się tu dzieje, pojawia się coraz więcej gwiazd.
– Włochy to też atrakcyjny styl życia, którego częścią jest dobra kuchnia…
– Makaron się przejadł (śmiech). Najbardziej będzie mi brakować dziewczyn z zespołu, tworzyliśmy szalenie zgraną grupę. Szefowie klubu też byli bardzo pomocni. Na imprezie pożegnalnej wszystkie płakałyśmy.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


