
ŻUŻEL. Rozmowa z DAWIDEM STACHYRĄ, żużlowcem KSM Krosno oraz ekspertem i komentatorem stacji nc+
Dawid Stachyra, mimo iż nadal odczuwa skutki kontuzji odniesionej niespełna miesiąc temu w Lublinie, nadspodziewanie szybko wrócił na tor. – To było głównie spowodowane moją silną wolą. Pojechałem w Boże Ciało w meczu z Rawiczem i chcę również wystąpić w niedzielnym pojedynku przeciwko Lublinowi – mówi DAWID STACHYRA.
– Jak wygląda obecnie sytuacja z Twoim zdrowiem?
– Złamany palec ciągle daje znać o sobie. Nieco lepiej jest ze złamaną łopatką i żebrami, które aż tak bardzo nie przeszkadzają w jeździe. W ubiegłym tygodniu trenowałem w Rzeszowie i na równym torze było wszystko OK. W meczu z Rawiczem też był dobrze do czasu, potem pojawiły się dziury i miałem trochę problemów. Stąd pogubiłem trochę punktów. Lekarze zapewniali, że po około 5 tygodniach wszystko się zrośnie. Minęły cztery, teraz mam nadzieję, że objadę cało i zdrowo mecz z Lublinem, a potem będę miał półtora miesiąca przerwy na całkowite wyleczenie się.
– „Wilki” mają za sobą 4 mecze, ale z drugiej strony to już połowa fazy zasadniczej. W niedzielę z Lublinem trzeba koniecznie wygrać…
– Bardzo żałuję pierwszego meczu w Lublinie, który był na 100 procent do wygrania. Koledzy zdobyli przecież 44 punkty. Teraz do pełni szczęścia, czyli wygrania z bonusem potrzeba nam 46 „oczek”. Nie oznacza to jednak, że zadowolimy się minimalnym zwycięstwem. Chcemy wygrać jak najwyżej!
– W ostatnich dniach po raz kolejny zasiadłeś w studiu nc+ w roli żużlowego eksperta. Jakie wrażenia z półfinałów Drużynowego Pucharu Polski?
– Brak awansu naszej reprezentacji do finału to tylko i wyłącznie efekt kontuzji Jarosława Hampela. W trójkę walczyliśmy niemal do samego końca ze Szwecją i ostatecznie przegraliśmy tylko 4 punktami. W King’s Lynn też było sporo emocji. W tym wypadku duże znaczenie w kwestii końcowego wyniku miała postawa dwóch zawodników: Roberta Lamberta i Nicka Morrisa. Lepiej zaprezentował się ten drugi i to Australia, a nie Anglia mogła się cieszyć z awansu do finału.
– Z perspektywy reprezentacji Polski to chyba lepiej, bowiem Brytyjczycy wydają się mniej wymagającym rywalem w jutrzejszym barażu…
– Brytyjczycy tym razem nie będą mieli atutu własnego toru, tak więc być może stracą na swojej sile. Dla naszej reprezentacji jazda w barażu będzie dobra. Nie jesteśmy bez szans w walce o finał. Nie mamy wprawdzie w drużynie doświadczonych zawodników, typu Protasiewicz czy Hampel, ale są młodzi, których również stać na wiele. Jeśli tylko wytrzymają to wszystko pod względem psychicznym, mogą awansować do finału. W takim wypadku, jazda w barażu i zapoznanie się z torem w Vojens może mieć duże znaczenie.
– Po sobotnich wydarzeniach w Gnieźnie kolejny raz powrócił temat rezerwowego zawodnika podczas DPŚ…
– Jestem jak najbardziej za. I nie mówię tego tylko z perspektywy patrioty i osłabienia reprezentacji Polski. Każda drużyna powinna mieć zawodnika rezerwowego. Turniej w Gnieźnie pokazał, że jedno nieszczęśliwe wydarzenie, może zniweczyć cały reprezentacyjny sezon. W półfinale zdobywaliśmy dwójki i trójki ale w końcowym rozrachunku brakło startów i punktów tego czwartego zawodnika, którego nie miał kto zastąpić.
– Po powrocie przelotowych tłumików, mówiło się że upadków i kontuzji będzie zdecydowanie mniej. Tymczasem wydaje się, że obecny sezon całkowicie zaprzecza tej teorii…
– To złożony problem. Zawodnicy na motocyklach z nowymi tłumikami czują się pewniej i być może pozwalają sobie na więcej, gdyż bardziej „czują” motocykl. Z drugiej strony żużlowcy poddawani są ogromnej presji. Proszę zobaczyć np. co dzieje się w Gorzowie, gdzie mistrz Polski zamyka ligową tabelę i dopiero za 7. podejściem wygrał pierwszy mecz w tym sezonie. W takim wypadku nikt nie odpuszcza.
Rozmawiał Marcin Jeżowski


