
RZESZÓW. Zaniepokojeni mieszkańcy Rzeszowa dzwonili do redakcji, pytając czy woda w Wisłoku nie jest skażona.
Nie milkną echa zanieczyszczenia Wisłoka w Rzeszowie substancją ropopochodną. We wtorek kolejny raz przypadkowi przechodnie zauważyli, że czerwony olej wypływa z kolektora przy rzeszowskiej zaporze. Jakby tego było mało, substancja wypłynęła także w Terliczce tuż przy kładce. Strażacy zbierali ją blisko 3 godziny, a na miejscu w trybie alarmowym pojawili się pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska z Rzeszowa.
– Zgłoszenie o wycieku otrzymaliśmy we wtorek o godzinie 18. Pewnie pozostało coś na ściankach rur i dlatego ponownie zaczęło wyciekać – tłumaczy st. kpt. Grzegorz Wójcicki z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie. Wcześniej w nocy z poniedziałku na wtorek strażacy przez blisko 5 godzin usunęli z Wisłoka około 700 litrów czerwonej substancji, która wypływała z jednego z kolektorów burzowych tuż przy rzeszowskiej zaporze.
Trzygodzinna akcja strażaków
– Założyliśmy kolejny raz nasze zapory w tym miejscu i je pozostawiliśmy. W środę sprawdzaliśmy to miejsce i nic już nie wypływało – tłumaczy st. kpt. Wójcicki.
We wtorek o godzinie 18 strażacy prowadzili także akcję w innym miejscu – w Terliczce, przy kładce od strony Nowej Wsi, ponieważ na wodzie pojawiła się podobna ciecz do tej, która zanieczyściła Wisłok w Rzeszowie. – To była także substancja ropopochodna. Usunięcie jej trwało około 3 godzin. Tam również założyliśmy specjalne zapory – mówi st. kpt. Wójcicki.
Czy woda jest skażona?
Co z obawami mieszkańców, że woda może być skażona. – Tam były małe ilości tej substancji, więc o żadnym zagrożeniu nie ma mowy, zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt – mówią strażacy.
W podobnym tonie wypowiadają się w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska. – Mogę zapewnić ludzi korzystających z wody z Wisłoka, że nie mają się czego bać – mówi Władysław Martens, zastępca podkarpackiego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska.
Dlaczego czerwony olej dostał się do Wisłoka? Strażacy podejrzewają, że tajemnicza substancja to olej do kosiarek, który wpłynął do kanalizacji po pożarze hurtowni motoryzacyjnej na rzeszowskim osiedlu Drabinianka, do którego doszło w poniedziałek. Wciąż nie jest to jednak potwierdzone.
Grzegorz Anton


