
BARAŻE O II LIGĘ. Rozmowa z Marcinem Wołowcem, trenerem Stali Rzeszów.
W sobotę biało-niebiescy zmierzą się w Rzeszowie z Olimpią Zambrów w pierwszym meczu barażowym o prawo gry w II lidze. Obie drużyny próbują wrócić na ten szczebel po roku banicji w trzeciej lidze. Rewanż na Podlasiu w środę, 17 czerwca, o godzinie 17.
– Ma pan już plan na Olimpię?
– Znamy mocne i słabe strony rywala, naprawdę sporo o nim wiemy. Widziałem na wideo ostatnie mecze zambrowian, uruchomiliśmy też siatkę szpiegów (śmiech). Najważniejsze, że jeśli chodzi o nasz skład, to nie ma zbyt wielu znaków zapytania. Przez ten tydzień pracujemy głównie nad podniesieniem zdolności motorycznych, szybkością i skocznością zawodników. Przygotowanie fizyczne będzie kluczem do zwycięstwa w barażach. Moim zdaniem, taktyka zejdzie na dalszy plan, ale mogę zdradzić, że nasz plan opiera się zwłaszcza na uszczelnieniu linii obrony. Szalenie istotne jest, by w Rzeszowie nie stracić bramki.
– Nie jest tajemnicą, że wolał pan grać z Olimpią Elbląg. Dlaczego?
– Olimpia Zambrów wydawała mi się zespołem bardziej pazernym na sukces. Zawodnicy mają po 25 – 26 lat i stają przed jedną z ostatnich szans na grę w wyższej lidze. Po analizie meczu decydującego o mistrzostwie pomiędzy obiema Olimpiami muszę się przyznać jednak, że nieco zmieniłem zdanie. Trochę lepsze wrażenie pozostawili po sobie bowiem piłkarze z Żuław. Spodziewam się bardzo podobnego, opartego na bezpardonowej walce, spotkania.
– Olimpia strzeliła 91 goli, wy – 84. Jednak z tego co pan mówi, nie należy oczekiwać, że obie strony wytoczą armaty. To będą raczej szachy?
– Obym się okazał złym prorokiem, bo przecież bramki są solą futbolu. Z drugiej strony, kto wie, może jednak obejrzymy mecz pełen sytuacji i ciekawych akcji? Drużyny dysponują dużą siłą ognia. Przypomnę, że w tej rundzie tylko w jednym meczu nie strzeliliśmy gola. Było to bardzo dawno temu w Tomaszowie Lubelskim (29 marca – red.).
– U nas nie ma lidera, jesteśmy mocni, bo tworzymy zgraną paczkę – mówił mi Michał Twardowski, najlepszy strzelec Olimpii. Rzeczywiście nie mają tam piłkarza w stylu Kamila Walaszczyka, który organizuje całą grę Karpat Krosno?
– Nie mają. I pod tym względem są bardzo podobni do Stali. U nas też nie ma przywódcy. Ktoś powie, że liderem jest Piotrek Prędota, ale to raczej typ pracusia poświęcającego się dla drużyny.
– Zambrowianie wbili gwóźdź do waszej trumny. Wygrywając kilka miesięcy temu w Rzeszowie 3-0, praktycznie przypieczętowali wasz spadek do trzeciej ligi. Ta historia może mieć znaczenie w barażu?
– Wspominamy tamto spotkanie, jedno z najsłabszych w naszym wykonaniu. Sęk w tym, że załatwił nas Kamil Zapolnik, którego w Zambrowie już nie ma. Facet miał dzień konia. Olimpia wygrała w Rzeszowie, Stal w Zambrowie, skromniej, ale po dobrej grze. Nie ma co wracać do przeszłości. Trzeba się skupić na tym, co przed nami.
– Dla wielu pana podopiecznych to będą najważniejsze mecze w dotychczasowej przygodzie z piłką. Poradzą sobie z tremą?
– Jeśli młodym zajrzy strach w oczy, to starsi im pomogą. Nie sądzę jednak, żeby trema ich zjadła. Moi zawodnicy nie mają kompleksów, wierzą w to, co robią. Widzą, iż praca przynosi efekty. Gdyby to były baraże ze spadkowiczem z pierwszej ligi, to może jeden z drugim wyszliby na boisko na miękkich nogach. Lecz Olimpia to taki sam mistrz, jak my. Zespół solidny, ale będący w naszym zasięgu.
– Pan lubi motywować piłkarzy w oryginalny sposób. Co to będzie tym razem?
– Na odprawie powiem kilka zdań, które zmobilizują zespół. Zadbam o to, żeby przemowa różniła się od poprzednich. Udamy się też na minizgrupowanie.
– Piłkarzy najbardziej zmotywują pieniądze, których od dawna nie widzieli…
– Na szczęście sytuacja się poprawiła. Kilka dni temu otrzymaliśmy premie, do końca tygodnia na naszych kontach pojawią się wypłaty za kwiecień. Prezes Jacek Szczepaniak znalazł ludzi, którzy pomagają klubowi w tym najważniejszym dla niego okresie. Mamy choćby zapewnioną suplementację diety.
– Na waszych meczach było wiosną cicho jak makiem zasiał. W sobotę doping będzie wam potrzebny – kibice nie zawiodą?
– Nie wyobrażamy sobie tego. To dla kibiców gramy, dla nich się poświęcamy. Dawno nie było na Stali meczu o taką stawkę, więc mam nadzieję, że trybuna się wypełni, a fani pomogą nam głośnym dopingiem.
– Przeszliście w tej rundzie niesamowitą huśtawkę nastrojów, od rozpaczy po euforię. Przykro byłoby zaprzepaścić okazję na awans na samym końcu tej drogi.
– Jesteśmy blisko, ale zarazem tak daleko. Życie sportowca to nieustanne wzloty i upadki, jednak tym razem musi się nam udać! Gorąco wierzę, że okażemy się lepsi od Olimpii.
Rozmawiał: Tomasz Szeliga



6 Responses to "– Moi piłkarze nie mają kompleksów"